piątek, 26 lutego 2010

Oddam

"Oddam za darmo", albo nawet "Oddam w dobre ręce i jeszcze dopłacę"
Oddam, pozbędę się ... nie dzieci, nie. Chociaż czasem mam ochotę wyłączyć ich nigdy niemilknące buzie.
Postawiłam pozbyć się kilku zbędnych fałdek, granulek cellulitu, kilogramów. Wyjdzie z tego całkiem pokaźna ciężarówka Myślę że nie będę za nimi specjalnie tęsknić, zwarzywszy iż mój organizm absorbuje tłuszcz z powietrza. Po prostu oddycham i już mam kilka gramów. Jeszcze trochę, a będę przypominała bałwanka zimowego (wersja letnia)
 Myślałam o ogłoszeniu do gazety. Obawiam się jednak, że odzew byłby bliski "0", albo jakieś "-150"
Nakręciłam się tym, jak Stardust pisze o swoich osiągnięciach, Nivejka studiuje mądre książki ... A, tak przy okazji, to chyba wszyscy są teraz na diecie proteinowej.
Tak więc, walczyć będę samodzielnie. W tym celu zapisałam się nawet na  zajęcia fikania nóżkami.
Udało mi się znaleźć aerobik, gdzie mogę zabierać chłopców ze sobą.
Przebrani, poszliśmy do sali gimnastycznej. Chłopcy aż zaczęli piszczeć, jak zobaczyli wszystkie piłki, piłeczki, lustro ...
-Ale super jest ten aerobik - wydusił z siebie spocony, zasapany, nieprzestający biegać Marcin.
 Byłam pewna ze po kilkunastu minutach, jak się zmęczą, uspokoją się troszkę.
- Jeśli nie będziecie mnie Panie słyszeć - powiedziała Pani instruktorka, dziwnie patrząc się na chłopców - to proszę mnie po prostu naśladować.
Czekałam kiedy zostaniemy wyproszeni. Pani instruktorka była dzielna. Myślę, że zgadzając się na udział dzieci w zajęciach, nie przewidywała że to będą BRACIA G.
Chłopcy uspokoili się dopiero, jak  wyszliśmy na zewnątrz. 
Wymęczeni, prawie zasypiali w autobusie.
Już więcej tam nie pójdą   Teraz znowu muszę uśmiechać się całą szerokością w poszukiwaniu ktosia do posiedzenia z potworami, podczas gdy ja będę wytrząsać sadło.

wtorek, 23 lutego 2010

"TERAZ" pojęcie względne

Leci dzień za dniem, a ja nawet nie bardzo mam czas tu zajrzeć. Zaległości z czytaniem mam jak stąd do tamtąd i z powrotem.
Weekend minął miło, głośno, gościnnie i spacerowo. W sobotę przyleciała moja ulubiona młodsza siostra - na urodzinki Selera, moje imieninki, w odwiedziny, do dentysty, żeby oderwać się od codziennych obowiązków...
Dzisiaj wróciła na "swoją"wyspę.
Miałam odprowadzić ją na lotnisko, a w zasadzie potowarzyszyć na końcowym odcinku drogi. Pracuję jakieś 3-4 przystanki przed portem lotniczym w Łodzi. Młoda jadąc, miała mnie zgarnąć z pracy. W zasadzie miałam się dosiąść do autobusu. Plan uległ zmianie - pojechała taksówką. Jak po królową zajechała do mnie do pracy ale ..
- Halo, bo ja to bym się chciał dowiedzieć o cenę .... - zadzwonił rano klient.
Jak nie mam zbyt wielu obowiązków, to z latarka nie znajdziesz żywego chętnego. Ale jak już zawalona robota jestem i plany jakieś, to dzwonią, przyłażą i źle wpływają na system nerwowy człowieka.
- To niech pani nie szuka. Przyjadę do Pani - odpowiedział ów klient
- Bardzo proszę, tylko ze ja muszę wyjść na chwilkę. O której Pan będzie? Może niech wcześniej Pan zadzwoni ...
godzina 12:30
- Halo! Jest pani w biurze? To ja bym teraz podjechał!
W tym momencie należałoby uściślić co oznacza "TERAZ". Dla mnie to jakieś 10-15 min. Ale są tacy którzy nie mogą odnaleźć się w czasoprzestrzeni. Dla tego Pana "TERAZ" to ok godziny czasu.
Podczas gdy Dorotka czekała pod biurem w taksówce, Pan się nie mógł zdecydować co chce. Jak już się zdecydował, to się okazało, ze chciał fakturę na firmę X a nie Y (oczywiście pytałam się wcześniej).
Młoda pojechała, bo nie zdążyłaby na samolot.
Po jej telefonie, klient "mój ulubiony" zauważył że zacznę gryźć za sekund kilka. Zabrał co zakupił  i zmyknął czym prędzej.
Pobiegłam na przystanek - 1 autobus nie przyjechał, 2gi się spóźnił. Na lotnisko nie dojechałam.
Klient, od dziś, jest klientem z czarnej listy.
Dorotka sobie poleciała i tak jakoś smutno i cicho.
Już jakoś tęsknię.
Zobaczymy się dopiero pod koniec maja.

sobota, 20 lutego 2010

Selerowe Sto lat



- STO LAT, STO LAT .... - Wykrzyknęła do słuchawki po zalogowaniu swej słodkiej osoby do rzeczywistości

Selerze, Sebastianie, Panie Ł,  Fszyssstkiego Najlepszego z okazji XYZ urodzin.
Niech ci się spełni, niech ci się mnoży i słoneczko specjalnie dla ciebie świeci.
Bardzo, bardzo cie kochamy - banda G

To w ramach e-przypomnienia, wszak upominkiem było dawno, już się zakurzyło.


 To na teraz - reszta póżniej.
Lecę do kuchni :)
Miłego weekendu Fssszzzystkim życzę

czwartek, 18 lutego 2010

pierogi

Bo człowiekowi to nigdy nie wiadomo co i kiedy się zachce.
Wczoraj zachciało mi się pierogów. Tzn, wymyśliłam sobie że na niedzielny obiad z niespodzianką (niespodzianka dla mamy, w postaci mojej młodszej siostry) zrobię własnołapnie pierogi. Ruskie, albo z kapusta i grzybami. Jeszcze mi ślinianki pracują na sama myśl.
Jeszcze butów nie zdjęłam po przyjściu do domu, a już oznajmiłam mamie ze "ROBIĘ PIEROGI", na co rodzicielka moja zaśmiała się głośno i szczerze.
- Ty?
- Tak, ja - odpowiedziałam oburzona
- Ale pierogi? Takie z lepieniem i bałaganem?
- Nie znam takich bez bałaganu. Ale za to smaczne.
- No jak ci się tak bardzo che pierogów, to może kupimy?
- Nie! Ja chce własnymi ręcami je ulepić. Tylko powiedz mi jak, bo nie pamietam :)
- Jakie te pierogi chcesz?
- Chcę Ruskie i z mięsem i może jeszcze z truskawkami ...- rozmarzyłam się
- Hahaha - zaśmiała się rodzicielka donośnie. - I będzie tak, jak kiedyś, co kupiłaś. Kilogram pierogów, na jakiego trafisz, na tego bęc.
- Przecież ludzie wymyślili coś takiego jak plastikowe pojemniki na żywność. Tak? Zrobię, podgotuje, posegregowane spakuje. A ty moja słodka, tylko je dogotujesz!
- Hahaaha. Pogadamy o tym w sobotę.
- Też cię kocham - odpowiedziałam oddając się rozmyślaniom.
Wzięła i mnie wyśmiała. Moja własna, rodzona matka. Normalnie chciałam strzelić focha. To że idąc z własnym synem wyglądam jakbym szła z bratem, to wcale nie znaczy że jestem aż takim beztalenciem.
I powiedziałam sobie "Nie chcesz pierogów w niedziele? To nie! Zrobię dzisiaj". Jak "pomyślałam", tak też uczyniłam. Potomstwo oddało się rozkoszy oglądania wieczorynki, a ja pognałam do kuchni. Jedyne z czym mogłam zrobić pierogi, to była cebula. Nie wpadłam na to że trzeba będzie z czegoś wymyślać farsz. Ale od czego są sąsiedzi. Moja ulubiona sąsiadka,  w całej swej niewiedzy pożyczyła mi ziemniaki (przez ręce syna swego, sama oddając się rozkoszom pracy).
W rozwałkowywaniu, dzielnie pomagał mi Marcin.
- Mamuniu, spójrz, ciasto jest już DOSKONAŁE! Wyśmienite! - powiedział jak już mu się znudziła czynność maltretowania ciasta.
Krzyś w tak zwanym międzyczasie, przelatując jak przeciąg obok kuchni, wyciął kilka kółek.
Zrobiłam imitację ruskich pierogów.
W czasie gdy pierogi się gotowały, postanowiłam oprzątnąć poligon. Na to wszedł Seler.
- Jesteś zła? Czy to tak z przymusu?
Zaczęłam szybko zbierać fakty. Że niby robię pierogi jak zła jestem? Ale on nie wie ze to ponoć tak działa, bo nie był fanem BrzydUli. Poza tym, nigdy nie widział mnie jeszcze w akcji pierogowej, a czasem się wkurzam na to i owo. To nie może o nie chodzić. Wiec o co?
- Zmywasz naczynia. Coś się stało? - zapytał - Pierogi?
-Chcesz trochę?
- Nie, no najedzony jestem. I że niby ty sama je ulepiłaś??
- Aha! - Odpowiedziałam dumnie wypinając pierś do przodu
- No to zjem jednego :)

Tak wczorajszego wieczoru na kolację były "Ruskie" pierogi. Zniknęły wszystkie. Nawet Marian, który nie jest ich fanem zjadł kilka.
Żyjemy.
Mama co prawda nie miała okazji spróbować. Ale sama chciała. Tzn nie chciała :)





środa, 17 lutego 2010

koraliki i dziura w scianie

Ostatnio zaczęłam poważnie rozważać opcje zakupu kaloszy. Widząc te zaspy śniegu, przed oczyma mam potoki, rzeki wody płynącej chodnikami..A może mały kajak?
Słoneczne promienie zaczynają delikatnie rozpuszczać zaspy śniegu. Gile w nosie już nie zamarzają ... Śniegu jakby ubyło, ale się nie topię!
Już niedługo WIOSNA!

Marcin jest wazeliniarzem!
Jakiś czas temu zobaczył koraliki które dostałam od mamy Selerowej - takie luzem, cała masa. No i użył swojego uroku żeby wydębić ode mnie zrobienie dla swojej Pani w przedszkolu naszyjnik.
- No ale wiesz, jest jeszcze pani Agnieszka. Będzie jej przykro jeśli tylko Pani Viola dostanie. Ty takie piękne umiesz zrobić ...
Zrobiłam, bo cóż mi pozostało. Wkopałam się sama, własną ręką. Dnia któregoś w ramach prac plastycznych i uwsteczniania się, bawiłam się z chłopcami modeliną. Oni lepili stworki i różne dziwności, a ja kuleczki kolorowe. Po upieczeniu w piekarniku wyszedł "naszyjnik" i kolczyki. Nawet czasem noszę.Od tej pory, nie mogę się wykręcić że nie umiem ...
- Mamo czy mogę cię o coś poprosić?
- Taaak?
- Czy możesz mi dać jedne kolczyki dla Pani Agnieszki?
- Ale jak to, kolczyki?
- No wiesz, bo ona już ma taki piękny naszyjnik, i teraz jeszcze kolczyki .. Już jej obiecałem ... Powiedziałem ze ty na pewno zrobisz, takie piękne ... i dla Pani Violi ...
Wniosek :
Nie pokazuj dzieciom co potrafisz, nawet jeśli bardzo chcesz, bo jak masz miękkie serce i szybko ulegasz podlizywaniom, maślanym oczom i czułym słówkom, to będziesz po nocach siedzieć nad kolczykami dla ulubionej pani z przedszkola.

***
Dzisiaj byłam o bardzo nieprzyzwoitej porze w pracy - o czasie.
Jakoś wyjątkowo poduszka nie zdążyła mnie z powrotem przyciągnąć po wyłączeniu budzika. Wygrałam z wstręciuchą.
Ciekawe czy wejdzie mi to w krew.
Wczoraj, po przyjściu do pracy, zauważyłam na moim pietrze dziurę w ścianie na korytarzu.
Dzisiaj w tej dziurze są już kolorowe drzwi.
Może u mnie w bloku tez to zadziała. Wykłuję dziurę w ścianie i będę miała dodatkowy pokój. Tylko takich wypasionych wrót nie mam. Jeśli mogłabym wybierać, to wolałabym jednak z klamką.
Zastanawiam się co będzie w nowym pomieszczeniu? Może jakieś nowe biuro, nowi sąsiedzi?
Kosmos - będę miała z kim rozmawiać!
Tym czasem czekam i przebieram nóżkami

wtorek, 16 lutego 2010

Ostatki ...

Wszyscy się rozpisywali o świecie tynkarzy - mam na myśli oczywiście Walentynki.
Ja i owszem miałam miły tenże dzień, ale nie koniecznie ze względu na to święto, chociaż nie zostałam zapomniana -o nie. Nawet dostałam przepięknego hiacynta z sercem i przepięknej urody żabę, prawie tak piękną jak ja. W niektórych kręgach tak właśnie o mnie mówią. Żaba - już nie Fiona :)
Noc z 13 na 14 była wyjątkowo udana w związku z ostatkową "imprezą - balem".
Na sali u znajomych, z ludźmi których nie widziałam .... ze 3 lata.
Trochę się obawiałam jak to będzie, spotkać się po tylu latach. Wszak zmian trochę zaszło ...
Było genialnie!
Nie odważyłam się w prawdzie śpiewać z orkiestrą, ale do dziś nóżki mnie bolą od tańcowania i mięsnie brzucha jakby mocniejsze - od śmiania.
Życie weryfikuje znajomości. O tym przekonałam się po powrocie do kraju. Są tacy, którzy nie potrafią już znaleźć w pamięci mojego imienia.
Życie pokazuje też tych, co są warci naszej przyjaźni, którzy mimo wszystko są!
To oni: Lulasy, Trąbki i Gniadziki. Byli od zawsze i są!
Doszli nowi ...
Fajnie usłyszeć że ktoś cię cieszy na nasz widok. Miło było usłyszeć "Nareszcie wróciłaś. Tęskniliśmy"
Znowu jest fajnie.
Uwaga, uwaga!
Nowy rozdział w odświeżonym składzie dopiero się zaczyna.
Drżyjcie potencjalni przechodnie!


I żeby nie było ze jestem taka mało romantyczna 

poniedziałek, 15 lutego 2010

I Love your blog

Po wspaniałym weekendzie, Walentynkowo-Ostatkowej imprezie, jeszcze nie pozbierałam się do kupy, więc nie napiszę jeszcze nic mądrego.
Dzisiaj pierworodny poszedł ze mną do pracy, więc nawet nie będę miała czasu na poczytanie ...
W każdym razie, chciałam podziękować Stardust za wyróżnienie no i Sebciowi też. Teraz powinnam i ja się podzielić.Mam podobny problem co Seba - wszystkie blogi z mojej listy s ą superaśne, ale wybiorę tylko kilka.
Chciałabym wyróżnić:

Sebcia - bo tak.
Krzysia - bo najmłodszy i mój pierworodny
Stardust, bo to jednen z pierwszych blogów które czytam i nie umiem go nie czytać.
Nivejkę, bo kocham jej blog i już
Holdena, bo lubię jego kawałek podłogi i Szymona
Idę za fajowskie magnesy na lodówke
i jeszcze  Czarny(w)Pieprz Małą Mi Kasię i Chris 

Myślałam że będą ze 3 szt, a wyszło 10 (bo nie wiem czy jest jakaś określona liczba ofiar tej nagrody)

Buziam was wszystkich cieplutko

piątek, 12 lutego 2010

Obornik i Pearl Harbor

Dziś piątek, czyli jutro weekend, ale w zasadzie to już - dla szczęśliwców, którzy nie muszą jutro iść do pracy.
Wynalazca instytucji BABCI powinien dostać Nobla!
Otóż potomstwo me, niespodziewanie wyemigrowało do mojej rodzicielki, aż do niedzieli.
Hura!!!!!!!!!!!!!
Widok:
Wieczór, butelka wina, Seler dmuchający materac.
"Dmuchacz" zaczął zmieniać kolory, więc go zastąpiłam na chwilkę.
- W samochodzie mam pompkę, może przyniosę? - zapytał Seler widząc mnie bliską rozedmy płuc.
- Nożną pompkę do samochodu to sobie możesz w dupę wsadzić.
Przypomniałam sobie jak kiedyś próbowałam nadmuchać takową 2-osobowy materac. Prędzej można się było odcisków nabawić.
- Gdybym wiedział, to bym się najadł fasoli
- Mogłam nasrać do środka ...
- Blehhhh
- Czy ty wiesz że w oborniku, w środku, temperatura dochodzi do 60 stopni! Ciepełko
- A ty gdzieś to wyczytała? w Wikipedii?
- Skończyłam szkołę ogrodniczą! Ale o składzie chemicznym gówna mnie nie uczyli.
I tak dmuchałam dalej przyglądając się mapie świata na ścianie w pokoju.
W związku z lekko podniesionym poziomem alkoholu we krwi i chwilowym niedotlenieniem mózgu, zaczęłam mieć problemy z ustaleniem kontynentów i krajów. Tu na pomoc przyszedł Seler.
- Tu są Japończycy. W 1937 dojebali Chińczykom. O tutaj - pokazał lokalizację. Potem w 1941 zbombardowali Pearl Harbor na Hawajach i w ten sposób dojebali Stanom, które jak się pozbierały, to dojebały Japończykom.
Taka przystępna lekcja historii i geografii świata.
- Ta twoja wiedza cię nie męczy? - zapytałam
- Ja za to nie wiem jaka jest temperatura obornika, że o składzie kupy już nie wspomnę.

Wieczór się dopiero zaczął, z butelki mało co ubyło. Strach pomyśleć co będzie dalej.
W sobotę idziemy na bal ostatkowy.
Miłego weekendu wszystkim

Dowód rzeczowy

Ponieważ tak mnie wszyscy chwalili i dzielni ze mnie byli ...
To już nie będziecie
hihih
Oto dowód rzeczowy - moje dzieło - kapelusz, który w założeniach miał być CowBoy-ski, a w praktyce wyszło to: czyli kapelusz dla Włóczykija lub Stracha na ptactwo


No i jeszcze jedna, bardzo wazna dla mnie rzecz - odnosnie dorastania dzieci.
Mój ulubiony starszy syn, pierworodny potomek zaczął pisać Bloga.
Oczywiście jestem z niego dzielna jak nie wiem co i czuje że urosłam kilka milimetrów, a już napewno mój nosek jest na wyższym poziomie.
Oczywiście trochę mu pomogliśmy, ale wszystko wybierał sam i 1go posta również sam napisał (ja tylko dodałam mu spacje po przecinkach).

czwartek, 11 lutego 2010

Pozytywne strony koralowca i tłusty czwartek

Wczoraj syn mój najmłodszy był Wiewiórem. Odbywał się bowiem bal przebierańców w jego przedszkolu.
- Marian, jak było w przedszkolu? Opowiadaj! - Zapytałam zaraz po przyjściu z pracy.
- Mamo, było wspaniale! I były nawet prawdziwe zwierzątka!
- No tak, Ty byłeś wiewiórem.
- Nie, ale takie żywe, milutkie. Chomiczki i szczury ...
Niestety nie umiem przeliterować dźwięku jaki wtedy wydałam z siebie na samą myśl o szczurach. Nie cierpie istot innego gatunku, które sa mniejsze ode mnie, mają wiecej nóg niż ja ... a jak juz mją ogony, albo co nie daj Boże chodzą w innych płaszczyznach niż ja, albo latają ...
Cif do czyszczenia łazienek w sprayu jest dobry na owady, ale szczury?!
blehhhhh
- No i jedliśmy takie pyszne placuszki ryżowe - Marcin przerwał moje rozmyślania na temat ... brrr...
- Te placuszki były z płatkami kukurydzianymi - nie przerywał opowieści.
To z ryżem czy kukurydzą?! - Zaczęłam się zastanawiać chwile, ale stwierdziłam że to mało istotny szczegół jego opowieści
- ... i one były taaakie pyyyyszzzzne! No mówię ci. Smakowitości. Tylko te płatki na nich były jak koralowiec - OBRZYDLIWE - tu skrzywił swego buziaka. -Ale się nie porzygałem! - dodał z radością
-No jestem z ciebie dzielna! - stwierdziłam chichocząc, co utrudniało mi zdjęcie mego wierzchniego okrycia.
Tak to Marian w Koralowcowych ciasteczkach, znalazł trochę smakowitości.

***
O tym że jest tłusty czwartek, dowiedziałam się, albo raczej przypomniała mi koleżanka z pracy - po 2giej stronie komputera.
- Pączki jadłaś? - zapytała Basia
- Jeszcze nie.
I tu włączyła się moja myśląca.
O co kurza stopa chodzi z tymi pączkami. czy ludzie w mojej wsi i okolicach powariowali? Moja mama smaży racuchy, pół drogi w tramwajach i autobusie nasłuchałam się o faworkach i paczkach, teraz Basia ... Czy ja o czymś nie wiem?!
I nagle myśl - nie piłam kawy w pracy, bo się skończyła = nie zalogowałam się* do końca ...
Ta droga doszłam do szybkiego wniosku - mamy TŁUSTY CZWARTEK.
Pomknęłam do sklepu, szybciutko, cichutko ... Kupiłam kawę - żeby się obudzić, paczki były tylko z różą - blehhhh - inne już "wyszły".
- Panie Marcinie, czy ma Pan dla mnie chociaż bułkę z "paprochami"? - Zapytałam sprzedawce, zawiedziona brakiem innych pączków.
- No, jakby sie tak uprzec i przejechać nią po ziemi, to będzie z paprochmi.
- To poproszę jedną i "kozie bobki"
Tak to tłusty czwartek świętuję bułką z ziarnem i twarożkiem granulowanym.

Właśnie miałam telefon od potomka mego najstarszego
- Ja zjadłem w szkole tylko 3.
- Ile??
- No 3! Ale wiesz, nie kupuj po drodze. Mamy jeszcze 15!
Czyżby moja mama i mój syn planowali dokarmianie sąsiadów w bloku? Gorzej jak wszyscy na to wpadną.

***

* miałam problem z logowaniem bo ...
Mój pierworodny miał dzisiaj bal karnawałowy. Przebrany został za CowBoya. Tylko ze do stroju jaki udało nam się zdobyć, był niebieski kapelusz z ceklinami.
- Dziewuszyńskiego nie założę!
- Ja bym tez nie założyła na twoim miejscu - przyznałam uczciwie.
I cóż zrobić mogłam. Wpadłam na genialny plan: USZYJĘ nowy. A z moim szyciem to jest tak, że ja i owszem, przeszyje, ale nie uszyje tak po prostu. Z reszta nawet moja prosta na maszynie wygląda jakby pijany chłop drogą szedł ... No ale wiara w siebie czyni cuda. Pocięłam jakiś materiał, tekturę ... maszyna akurat była rozstawiona i USZYŁAM. Skończyłam koło północy, ale to zawsze wczoraj a nie jutro.
Byłam z siebie dumna - przez chwilę, dopóki obraz nie dotarł do mojego mózgu.
Sebastian przyjrzał się uważnie temu czemuś i z poważną miną stwierdził :
- Szkoda ze on nie bedzie przebrany za Włóczykija z Muminków, albo Stracha na Wróble ... Ale kapelusz wyszedł pięknie.


Kapelusz został użyty i nie wylądował w koszu.
Mój syn wie jak swej rodzicielce zrobić przyjemność :)

wtorek, 9 lutego 2010

Śnieg ...

Śnieg pada, śnieg pada ...
Z tej okazji przypomniała mi się historia sprzed ... hmmm półtora roku??

Kiedyś , dawno temu, nabyłam droga kupna dla swych pociech urocze, kolorowe poduszki do samochodu w kształcie dżdżownic. Nie znajdę teraz zdjęć, bo uległy biodegradacji za sprawą pewnego miłego młodzieńca, który na moim komputerze uczył się, "jak sformatować nie ten dysk co trzeba" (na kimś trzeba się uczyć). Ale kształt był jak na załączonym obrazku. Urok poduszek owych polegał na tym, że były wypełnione małymi kuleczkami, z plastiku czy coś, przez co były niezwykle milutkie.
Ponieważ nie miałam samochodu (poduszki miały przynieść mi szczęście w nabyciu pojazdu na 4 kołach), dzieci bawiły się nimi w domu.
Którejś pięknej soboty, miałam plan. Jak to zazwyczaj bywa - z planów nic nie wychodzi.
- śniadanko
- szybkie sprzątanko
- wypad do shop-center po buty na racice młodych osobników.
Reszta miał być dopisana w trakcie.
Podczas porannych ubieranek, Krzyś tylko nakablował na brata, że w poduszce zrobiła się dziura i zaczynają wysypywać się z niej kuleczki. Poprosiłam żeby ją wyrzucili zanim rozerwie się do końca.
Po śniadanku, dzieci zmobilizowane, zaczęły sprzątać w swoim pokoju. Wszak nie codziennie kupujemy fajowskie buty. W czasie kiedy oni ogarniali swój rewir, ja przelatywałam "lokale" na dole. Nagle, po schodach zbiega Marcin. Uhahany jak nie wiem co. Generalnie norma. Zdziwiło mnie tylko ze jest w samych majtkach, bez okrycia wierzchniego.
-Mamo! Zima! Zrobiłem aniołka na śniegu!
Niezła wyobraźnia, pomyślałam. Ale! zobaczyłam że ma jakąś wysypkę. Po bliższym przyjżeniu, okazało się że to kuleczki, małe, białe ...
Popedziłam na górę wymyślając po drodze co się tam mogło wydarzyć.
Zamarłam w progu.
- Zobacz, mamy zimę i śnieg. Zawołali radośnie
- A tu jest mój aniołek na śniegu - powiedział Marcin, pokazując miejsce na dywanie, gdzie prześwitywał granatowy dywan.
Cały pokój, każdy centymetr wolnej powierzchni, otulony był maleńkimi, plastikowymi kuleczkami, które żeby było zabawniej - elektryzowały się i przyczepiały do wszystkiego. W każdej szufladzie, na każdych majtkach, koszuklach, materacu .... wszędzie.
Tego dnia nie kupiliśmy butów.
Do późnych godzin popołudniowych usiłowaliśmy pozbierać to co się wysypało. Zapełniliśmy 2 worki w odkurzaczu i przegrzaliśmy tą że maszynę.
Nie sądziłam ze taka poduszka może być taka pojemna.
Przez kilka dni chłopcy budzili się rano, z buziami obklejonymi "sztucznym śniegiem"
Kulki sprzątałam jeszcze przez kilka miesięcy. i ciągle gdzieś sie pokazywały.
Jeszcze po powrocie do Polski, natknęłam się na kilka w zabawkach.
Ach ten śnieg ...

poniedziałek, 8 lutego 2010

Niebieskie misie

Ostatnio zaskoczona jestem (chociaż może nie powinnam) przemyśleniami dzieci.
I tak, córka moich znajomych, Julka, zadała pytanie swemu ojcu rodzonemu.
- Tato, jak to jest możliwe że ten kocyk jest niebieski?
- Skąd oni wzięli niebieskiego niedźwiedzia?! - dodała nie czekając na odpowiedź.


A mój syn, jakby trochę dorastać zaczął. Jeszcze niedawno mały chłopczyk, ale ...
W niedziele, w kościele oczywiście Marcinowi zachciało się siku - normalne. Mamy już obcykane toalety z zakrystii. Pomknęliśmy tam bez namysłu. Ja odruchowo zapaliłam światło w damskiej toalecie i wpakowałam się do środka. Marcin zdziwiony tylko na mnie spojrzał. Ja oczywiście pogoniłam go. No przecież chciałam mu pomóc.
-  Mamo! No, do dziewuszyńskiej?!
Pokręcił tylko głową, mlasnął i poszedł sam do męskiej.
- Poradzę sobie! Nie martw się. Ty na mnie poczekaj.
Dzieci tak szybko rosną ...

piątek, 5 lutego 2010

Super ....

Od kiedy Turbo Dymoman się skończył, fanem wielu stał się Super ES. Pierwsze skojarzenie jakie nam przyszło do głowy to Super ES jak Seba czy Seler. W każdym razie że to niby on. Moja mama stwierdziła ze jestem super Gosią. Czyli ze jestem Super Gie. Marian wczoraj, jak ścinałam mu to co wyrosło mu na głowie, okryty tylko pelerynką, na golasa, bo gotów był do odmoczenia członków, zeskoczył z krzesła, wyciągnął swoja piękną dłoń ku niebu, z lokiem jak Super Es z reklamy, z pisiorem na wierzchu zawołał:
- Jestem Superman! Na koniec świata i jeszcze dalej (tu zacytował powiedzenie Buza Astrala z innej bajki) i przefrunął do lustra w przedpokoju. Przejrzał się i grzecznie wrócił na krzesło.
Dla podsumowania:
  • Super ES
  • Super Gie ( tu skojarzenia mogą być różne )
  • Superman
  • i została jeszcze wolna linijka dla Krzysia. Myślałam nad Super Mózg, albo Super Syn

wtorek, 2 lutego 2010

eee..., mmm... czyli dzieci myśląca

Każda mama ma takie coś, że wie kiedy jej dziecko kłamie. Moje dzieci maja bardzo bujna wyobraźnie i wytrenowały mnie w wykrywaniu zmyśleń i półprawd jak nie wiem co. Mogłabym śmiało starać się o etat w policji.
Generalnie, jak kłamią, to wyglądają tak jak ten osobnik na obrazku obok. Nie pytani nawet, od razu zaczynają się bronić, bo wiedza że wykrywacz zadziałał. Ja mam wtedy niezły ubaw.

- Marcin, kłamiesz! -powiedziałam stanowczo.
- eee... hhihii a skąd wiesz?
- Bo nos ci rośnie. Niedługo będziesz jak Pinokio.
Zaniepokojony złapał sie za nos i pobiegł do przedpokoju do lustra.
- Ojej, rzeczywiście! Urósł mi troszeczkę.Patrz!
Kilka godzin później, jakoś wieczorem, Marcin przy okazji "przelatywania" przez przedpokój, zahaczył wzrokiem o lustro. I obraz jak z kreskówki. Minął je, zatrzymał się na sekund kilka i cofnął , aby upewnić się kto odbija się w zwierciadle.
-Mamo! Patrz, już jest malutki!- Wykrzyknął z entuzjazmem.
Ja się tylko zastanawiałam co może być małe i cieszyć i czy przypadkiem nie został kaleką i powinien płakać, ale jeszcze o tym nie wie.
- Ale co jest malutkie?
- No mój nosek, patrz! Już nie kłamie i znowu jest normalny, malutki!
- Kłamstwo ma długi nos - stwierdził po chwili namysłu.
- I krótkie nóżki - dodał Krzyś który właśnie wszedł do pokoju.
- Ej, Krzyś to my będziemy tacy mali cały czas?


Wchodzę do pokoju, a mój najmłodszy syn z pilotem w ręku siedzi przed telewizorem. Niby normalnie, ale telewizor był na kanale 44 - powyżej 10go nic juz nie ma, tylko śnieży.
- Marcinku, co ty oglądasz?
- mmm..., hmmm... eeee... No patrzę na wojnę mrówek.