wtorek, 27 maja 2014

PRAWIE JAK AMERYKA, CZYLI JAK CZŁOWIEK SIĘ CIESZY Z WŁASNEGO ŚMIETNIKA.

Cywilizacja powoli, bo powoli, ale zaczyna zaglądać nam w okna.
Po blisko miesiącu oczekiwania - internet jest w drodze. Jest szansa że niedługo dotrze i nie trzeba już będzie od sąsiadów w wiaderku przynosić.
Ba, nawet śmietniki się znalazły. Co prawda musiałam się osobiście pofatygować się do biura, ale podziałało - mój urok osobisty rzecz jasna. Nie to że tak od razu się znalazły. Zmieniono moje zamówienie, co by data aktualna była i co bym nie musiała płacić za miesiąc przez który o śmietnikach tylko marzyłam.
Dzisiaj w końcu ktoś do mnie zadzwonił i powiedział że zostały dostarczone już prawie 2 tygodnie temu. Przez chwile pomyślałam o biednej starszej pani, u której lądowała cała poczta moich sąsiadów, ze śmietnikami włącznie. Ale nie, okazało się że tym razem wylądowały przy sklepie z szybami potocznie zwanym szklarzem, z drugiej strony budynku. Ostatnio nawet, przechodząc obok, zastanawiałam się dlaczego tak duży sklep ma tak małe śmietniki. No cóż, teraz już wiem. Pobiegłam tam grzecznie, podziękowałam za przetrzymanie. No i teraz już mam własne! Pod wejściem stoi jeszcze 5 samotnych, bezpańskich ... Nie licząc sąsiedzkich.
Chyba zaczniemy nimi handlować.

Za oknem prawie lato ... jeszcze trochę i będzie się można na dachu opalać ;)


sobota, 17 maja 2014

FORMAT

Puzzlowe szaleństwo opanowało wieś. No może nie całą. W każdym razie mieszkanie moje i siostry z pewnością.
Po kamykach, na których to polegliśmy (ułożę je kiedyś, jak tylko do wprawy dojdę), postanowiłam nie poddawać się i zapewniać potomstwu i sobie wystarczający poziom rozrywki.
Potomstwo dostało puzzle - dzikie zwierzęta. Cudny obrazek, ale ... 3 D. Jak się okazało, jest to pewne utrudnienie.
- Syn, co to za plama?
- Mamo, ta plama to kot na drzewie. Załóż okulary i zobaczysz.


Oczywiście nie zwykłe okulary tylko takie specjalne, dołączone do zestawu co to noszącemu się w głowie od nich kręci. Ale faktycznie, w nich obrazek zaczyna nabierać sensu.
1 wieczór i poranek i daliśmy radę. W zasadzie to Marcin, bo mój wzrok nie bardzo mógł sobie poradzić z tym wyzwaniem.

Teraz mamy zestaw 10 ... układają wszyscy. Moja siostra u siebie, my u siebie. Nam idzie gorzej - jakoś nie mamy kiedy  przysiąść do tego. 
- Mamo, czy ty nie możesz kiedyś kupić jakichś prostszych puzzli?
- Takich z księżniczkami na przykład?
- Nie, ale takich wiesz prostszych, a nie od razu 500 szt. Nasze mózgi nie są jeszcze gotowe na takie wyzwanie. Musimy się najpierw sformatować a potem wstawić jakiś dodatkowy dysk ...



Dostrajamy się:)



piątek, 16 maja 2014

UPDATE

Zauważyłam dziwną tendencję. Im mniej piszę, tym poczytalność mojego bloga wzrasta ... i to jak. Nie jakieś tam standardowe 150 wejść, a 400. Cóż, chyba czas zamilknąć?!

Ale zanim to nastąpi, chciałam poinformować, że mieszka nam się cudnie. Nadal nie mamy internetu i śmietników, ale to tylko drobnostki.

Z tym internetem to jest tak, że nie mamy własnego, tylko od sąsiadów. Postanowili się ze mną podzielić. Wiecie w wiaderku trochę ...
Bo cały problem polega na tym że pomimo iż mieszkam dosłownie w samym centrum wsi, to nikt nie wie gdzie to jest. Noszzz jest, ale jakby go nie było.
Z firmy dostarczającej internet najpierw przez 2 tygodnie szukali tego miejsca. Wczoraj zadzwonili żeby dowiedzieć się gdzie to jest, bo nie maja pojęcia. Po czym, kolejny telefon, a w słuchawce coś w stylu:
"Droga Pani, nie możemy dać Pni internetu, ale TV i telefon i owszem. Jeśli jednak chciałaby Pani od nas internet, to musi się Pani przeprowadzić np na druga stronę ulicy albo chociażby do budynku obok (wszystko jedno po której stronie)".

Wprost cudnie.

W firmie śmietnikowej też walczą. 
Najpierw usłyszałam że tego terenu nie obsługują i nie umieli mi wytłumaczyć tych 8 śmietników pod moim domem (sąsiadów i sklepu który jest niżej). Przyjęli w końcu zgłoszenie. Po 2 tygodniach wyparowało z systemu, więc złożyłam nowe ...
Cierpliwie czekam i wystawiam swoich znajomych na próbę - tych co to regularnie zabierają mi śmieci.

Poza tym rozpakowałam już kartony, wyprałam wykładziny i zaczyna być tu jak w domu.
Nawet domofon czasem dzwoni - jak ma dobry humor chyba. Albo to może jakaś selekcja odwiedzających?!

Poczta dochodzi - dostałam już pierwszy list ... z banku.

Pamiętacie moje akcje z urzędem?! Co to dokumentów mi przyjąć nie chcieli?!
Przyjęli, wizytę wyznaczyli (9 czerwca). Więc teraz wszyscy grzecznie trzymają kciuki. Bo jak nie, to nie wiem jeszcze do kogo z was się wprowadzimy. Nie to żeby straszyła, ale ryzyko istnieje.
A szkoda by było, bo już nawet firanki sobie uszyłam i brakujący abażur zrobiłam ...


O taki!

czwartek, 8 maja 2014

PRZEPROWADZKA

Dokonało się!
Znalazł się ktoś kto zechciał wynająć mi mieszkanie. W okolicy polski sklep, sklep z narzędziami, monopolowy, przychodnia ... czego chcieć więcej.
Póki co masa kartonów i bałagan nie z tej ziemi. W sumie bałagan jak zwykle, tyle że na razie mam jakieś usprawiedliwienie.
Każdego dnia uczę się czegoś nowego.
Na ten przykład pierwszego wieczoru, włączyłam grzanie wody,  co by potomstwo odmoczyć. Po godzinie, czekania, w kranie ciągle była zimna woda.
Oglądałam bojler z każdej strony i znalazłam inny włącznik - po wydawanym dźwięku, domyślam się że to pompa. Po kolejnej godzinie, kiedy to woda nie zmieniła temperatury, a powiedziałabym wręcz że stan z ciekłego na lekko podchodzący w stały, stwierdziłam że chyba spaliłam grzałkę kiedy to czekałam na zagrzanie wody z pustym bojlerem.
Poddałam się. Chłopcy mieli Dzień Dziecka, a mi pozostała miska (kuchenna, tak żeby sprawdzić jaka jestem elastyczna) i gorąca woda z czajnika.
Następnego dnia rano, robiąc dzieciom śniadanie rozmyślałam nad opcja grzania wody. Wiecie garnki, rondle, czajniki (których nie posiadam zbyt wielu). Po chwili zorientowałam się, że włączyłam kuchenkę dokładnie tym samym włącznikiem co poprzedniego wieczoru wodę, a ta nie chciała się zagrzać.
Po kolejnych poszukiwaniach znalazłam włącznik wody.
Od tej pory myjemy się regularnie w ciepłej :)
Następnego wieczoru wpadłam na to jak ustawiać grzejniki - w zasadzie to czas, kiedy mają się załączać.
Teraz jeszcze czekamy na śmietniki - póki co korzystamy z pomocy ludzi dobrej woli, którzy to zabierają nasze śmieci przy okazji odwiedzin :) oraz na internet - nie mogą nas znaleźć na mapie. Ciekawe jak poczta będzie dochodziła.
I jeszcze domofon. Niby jest, ale u mnie nie działa. Żeby do nas się dostać trzeba do mnie się dodzwonić albo rzucać kamieniem.

Jeśli więc stoisz pod moim mieszkaniem, a ja nie odbieram telefonu ...

... pewnie go nie słyszę.

Jeszcze trochę, a będę musiała zrobić grafik dla odwiedzających. Ale się nie dziwie wcale - sama bym się chętnie odwiedziła.

JEST SUPER!!!