poniedziałek, 31 stycznia 2011

Marcin zmiennym jest

- Mamo! Czy mogę już pójść do przedszkola?- zapytał uroczyście Marian w bardzo poranny piątek, lub jak kto woli piątkowy bardzo wczesny poranek.
Oczywiście zanim moje zwoje mózgowe zaczęły odbierać jakiekolwiek bodźce, minęło trochę czasu.
Dziecię siedziało obok śpiącej jeszcze smacznie, nic nie podejrzewającej mnie, kompletnie ubrane (chyba zapisze szarym mydłem na kominie), w butach i przebierało nóżkami.
- Czy możesz już wstać? Chciałbym być pierwszy w przedszkolu - dodał  zniecierpliwiony, widząc iż szpary w moich oczach, powolnie zaczynają się powiększać- Aha, i nie chce śniadania. Zjem w przedszkolu. Nie będę marnował czasu na jedzenie w domu.

Nie wiem czy syn mój się pochorował, czy miał chwilowe zachwianie osobowości.
Brałam również pod uwagę możliwość dosypywania przez panie przedszkolanki "czegoś" do posiłków. Albo że tym co pierwsi przyjdą coś dają?!
W każdym razie zaczęłam się martwić. Wszak mój ulubiony najmłodszy syn działa tylko napędzany szantażem.
Żeby wstał z łóżka na ten przykład działa "Marian, leci Słoneczny patrol!"
Żeby ubrał się i zjadł śniadanie, należy uruchomić "bo wyłączę ci w/w"
Bo należy również wspomnieć, że od czasu odkrycia przez Selera starego serialu o cycatych ratowniczkach z gorącej plaży, Marian stał się najwierniejszym widzem.
I tak spędzają poranki - Marcin i Seler, siedzą zaspani na kanapie, gapią się w TV i bujają się rytmicznie :)
Z tym bujaniem, to trochę przesadziłam - ale ja mogę.

Dzisiaj świat jakby normalniejszy
Marcin postanowił spóźnić się tak bardzo, jak tylko się da.
Ponoć kobieta zmienną jest ...

A teraz przyszedł czas na bardzo miłą i przyjemna część programu.
Zostałam nagrodzona, wyróżniona, zauważona przez IDĘ.
BARDZO, BARDZO DZIĘKUJĘ.
Jak z każdą nagrodą, z ta również wiążą sie jakieś konsekwencje.
Należy:

1. Podziękować osobie przyznającej nagrodę. 
2. Umieścić na swoim blogu link do bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie
3. Umieścić na swym blogu odznaczenie
4. Wyznaczyć 10 blogów, którym przyznaje się nagrodę i podać link do tych blogów
5. Powiadomić w komentarzu osoby, którym przyznaje się nagrodę


W związku z tym iż zbieram się jak sanki w maju, moje ulubione blogi zostały już wyróżnione oraz ponieważ mam w nosie zasady, to wyróżnienie rozdam komu mi się podoba, bez względu na to czy to 1sze czy 15te.
Tak więc wyróżniam, nagradzam:
SELERA - bo któż jak nie on
CZARNEGO PIEPRZA - bo jest moim językowym guru. W sumie to nie tylko językowym, ale nie będę słodzić bo się jej uleje.
AKULARKA - bo na samą myśl o czytaniu jej bloga się uśmiecham.
STARDUST - bo ma wspaniałego Wspaniałego i dzięki niej dalekie jest jakby bliższe.
SZUFLADĘ - bo mój mały kosmos, to pikuś w porównaniu z jej galaktyką
NIVEJKĘ - bo jej cdn doprowadzają mnie nie powiem do czego, a i tak nie mogę się ich doczekać.
IDĘ - bo jej się należy, nawet 2 razy
SPRZEDAWCĘ - za podejście do szanownego potencjalnego klienta
OPERUJĘ W PERU - bo robi masę rzeczy dla innych, nie myśląc o sobie, opowiadając jednocześnie niesamowite historie

HOLDENA - bo ciągle mu smutno
ASIĘ - bo jest i da radę.

czwartek, 20 stycznia 2011

Dzień Selera

- Mamo, jak to się wspaniale składa - powiedział Marcin o godzinie wczesno - porannej po wycałowaniu Selera
- No tak, zaczęło się wielkie świętowanie - dopowiedział Krzyś
- Od dzisiaj wszyscy maja święto. Dzisiaj wujaszek, jutro Krzyś i babcia, w sobotę dziadek.
- Szkoda tylko że ty Marcin nie jesteś dziadkiem, bo wtedy to już naprawdę wszyscy by mieli święto
- No ale jak, a ja? - dodałam oburzona. Wszak zostałam pominięta w całej wyliczance. Ja - ich własna, prywatna, osobista rodzicielka.
- Mamo, no ale ty to w zasadzie już jesteś babcią - dodał uradowany Krzyś.

I teraz nie wiem, czy jest coś, o czym wiedzieć powinnam, czy syn delikatnie chciał mi zasugerować żebym zgłosiła się do programu telewizyjnego w którym za pomocą skalpela odmładzają desperatów?!

Tak więc wielkie świętowanie ogłaszam za rozpoczęte.
I tak:
Dzisiaj
  • Całuski, buziaczki i cukiereczki dla wszystkich Sebastianów świata, a przede wszystkim dla SELERA  oraz Sebastiana M.
Jutrzejsze buziaki dla:
  • Wszystkich Babć świata, a szczególnie dla Babci Jadzi, Marzenki L, Iwonki ..., 
  • dla Syna mego pierworodnego KRZYSIA z okazji 9 lat razem
  • oraz imieninowe dla  Agnieszki Z. Jeśli inne zaglądające tu czasem również świętują, niech czują się również ucałowane
Sobotnie 
  • oczywiście dla wszystkich Dziadków Świata (dla Sebastiana też - w końcu jest już wujkiem dziadkiem).
Jeśli kogoś pominęłam w tej wyliczance - proszę o wybaczenie i dopisanie się .




Zdjęcie znalezione w sieci

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Prawda i tylko prawda

Wkręcona przez Idę, muszę wyznać prawdę i tylko prawdę ... "w punktach lub w dowolnej formie o sobie w sposób ujawniający fakty, upodobania, zboczenia, usterki techniczne itp. itd. autora, o których jeszcze czytelnicy bloga nie wiedza".


Tylko od czego zacząć i jak napisać żeby jeszcze kiedyś ktoś tu zajrzał?!
1. Jako grzeczna dziewczynka, dawno, dawno temu potłukłam kilka szyb.
2. Mam w rodzinie pingwina - moja starsza siostra jest zakonnicą i jestem z niej bardzo dzielna.
3. Jestem największą bałaganiara jaką znam. Na hasło "sprzątamy", jeśli nie jest to sobota, moje potomstwo odpowiada pytaniem "kto do nas przyjdzie"? Dlatego też, żeby utrzymać mieszkanie w stanie względnej używalności, często mamy gości.
4. Chorobliwie nie znoszę czosnku. Zapachu, smaku. Jak wampir uciekam na jego widok - brrr
5. Uwielbiam ananasa i pomidory.
6. Nie znoszę jak ktoś się spóźnia. Ja natomiast jeśli przyjdę gdzieś punktualnie, można uznać ten fakt za godny do wypisania szarym mydłem na kominie. Jak na razie chyba tylko na samolot się nie spóźniłam.
7. Jak się zezłoszczę, to potrafię być wredna, nie miła i baaaardzo głośno krzyczeć.
8. Papier toaletowy musi wisieć odwijana częścią od strony ściany, a nie jak to zazwyczaj ludzie wieszają na wierzchu. Jeśli korzystam z "cudzej" toalety,  i jest odwrotnie, na 99% zmienię to :)
9. Nie cierpię chować naczyń z suszarki do szafek oraz ściągać prania.
10. Jak każda porządna kobieta jestem zakompleksiona. W zasadzie to nie wiem jaka siła wypycha mnie codziennie na ulicę.
11. Uwielbiam śpiewać, choć powoli dorastam to świadomości, że nie powinnam. Przez kilkanaście lat śpiewałam ze znajomymi na ślubach - nie wiem jaki jest odsetek rozwodów.
12. Uwielbiam piżamy i skarpetki. Tych ostatnich mam ze 30 par i myślę o następnych.
13. Zdarza mi się (ostatnio coraz częściej) włączyć ekspres bez nasypania kawy.
14. Jestem:
- ogrodnikiem za specjalizacja bukieciarz i dekorator wnętrz elementami roślinnymi,
- kosmetyczką
- pedagogiem resocjalizacji
- szukam pracy

Nie sadziłam że się taka lista uzbiera. Szczerze mówiąc zaczęłam się dopiero rozgrzewać, ale smakołyki zostawię sobie na inna okazję.
Teraz zacznę innych wkręcać.
A więc, uroczyście do zabawy zapraszam, czy to się im podoba czy nie:
Selera który powrócił, chociaż mało kto o tym wie
Nivejkę
Akularka
Czarnego Pieprza
Asię
oraz Kasię


Przepraszam że wtrącę, ale właśnie chciałam tylko dopisać koniecznie jeden punkt
14. Mam swoja własną osobistą skrzynkę z narzędziami, kiedyś miałam nawet wiertarkę :( i marzę ogromnie o młotku Stanley'a mmmmrrrrrrrrr. Uwielbiam wiercić dziury. Zrobiłam szafę, komody, zabudowy ... Oczywiście przy niezbędnej pomocy męskiego pierwiastka, bo deski niektóre są ciężkie, ale jednak!
Już

Obrazek znaleziony w sieci

niedziela, 16 stycznia 2011

To wszystko wina niewłasciwych sterowników

Oczywiście opis wersji która znalazł Seler dotyczy informatyków. Nie możemy jednak generalizować. Osobiście znałam jednego - mojego osobistego tatę - u którego kilka opcji z wersji chłopak działało nawet po 30 latach. No ale to był wersja z czasów kiedy komputery dopiero wchodziły.
Oczywiście błędy systemowe pojawiają się i w innych modelach. Ja na ten przykład, miałam do czynienia z bardzo wadliwym i często zawieszającym się przypadkiem mechanika samochodowego.
Myślę że duże znaczenie maja tutaj sterowniki, które instalują kobiety. Wydaje się że tym razem użyłam właściwych.
Profilaktycznie jednak, nie chcę sprawdzać czy po zmianie systemu na mąż tez będą bez zastrzeżeń.

Faktem niepodważalnym jednak jest iż facet to istota do której bardzo ciężko jest dobrać odpowiednie oprogramowanie i często trzeba restartować i formatować system

sobota, 15 stycznia 2011

TRUDNE ROZSTANIA

Macie swoją ukochaną, ulubioną rzecz? Taką co to już dawno nadawałaby się do zutylizowania, ale szkoda wam ...?
Mój starszy syn np ma jaśka. Jest tak dziurawy, że co jakiś czas odkurzając za łóżkiem sprzątamy całe góry piór. Nie pozwoli zaszyć dziur, ani wymienić na nowego.
Ja, niby nie jestem materialistką, ale zdarza mi przywiązać do czegoś mocno. Strasznie na ten przykład przeżyłam moje rozstanie ze swoim ukochanym łóżeczkiem podczas przeprowadzki. Nie zmieściłoby się jednak w moim mieszkanku, o samolocie nie wspominając. Miałam swój ukochany sweterek. Już w nim nie chodziłam, bo obciach. Powyciągany, dziurawy ... Zrobiłam z niego 2 czapki, szalik i rękawiczki. Jakby ciągle ze mną był.
Od jakiegoś czasu ciągle słyszałam "wywal te spodnie" , "jak możesz w nich chodzić", " chodzenie w nich nawet po domu, to obciach". Mowa o moich ukochanych dresikach. Wspaniałe, milutkie, niebieściutkie ... z piękną seksowną dziura na samym środku ....
Dzisiaj przyszedł ten dzień. W zasadzie to zostałam przekupiona. Seler obiecał mi bowiem że jeśli je wyrzucę, to kupi mi nowe :)
Z bólem serca, wylądowały w śmietniku.
Z żalu mam ochotę się upić.


A tak całkiem przy okazji.
Dzisiaj mija 25 lat, jak moja ulubiona młodsza siostra przyszła na świat.
Maleńka, dzisiaj hurem śpiewamy ci 100 LAT, 100 LAT.
Wszystkiego naj, naj i jeszcze więcej.

P.S to róża którą dostałam z okazji Twoich urodzin, wiec jakby to była twoja

piątek, 14 stycznia 2011

Flower Killer

Zdolna jestem niesłychanie.
Skromna, mądra, piękna (tu trochę przesadziłam, ale ja mogę z racji posiadania papierów "technika ogrodnika" ze skomplikowaną specjalizacją).
Słyszę czasem więcej niż przeciętny Seler. Nie jest to może słuch absolutny, ale jakiś taki wrażliwy na inne częstotliwości - jak nietoperz.
Jeszcze węch.
Podobno od palenia, węch zanika, ale u mnie jakoś nie chce. Uwielbiam "piękne" zapachy. Musi mi pachnieć wciąż i dużo. Domownicy nie poddają się w unieszkodliwianiu różnych odświeżaczy. Wyjmują z kontaktu, wyjmują wkłady, wyłączają  ...
Po przejściu koło tzw tramwajowego śmierducha, mam wrażenie ze śmierdzę jak on przez następne 2 dni. Działa to również na miłe wonie. Stałam kiedyś przez jakieś 2 przystanki koło pewnego jegomościa , który pachniał tak, że klękajcie narody! Bosko! Później chodziłam jak zaczarowana, czując to do następnego dnia rano.  Nie wiem czy to wynik empatii czy jakiejś dziwnej pamięci zapachowej, a może zaburzenia umysłowego?! Ta ostatnia opcja wydaje mi się najbardziej prawdopodobna.
W każdym razie zaczynam się zastanawiać czy to nie jest jakieś natręctwo. Jeśli wyjmę np czystą bluzkę z szafy, a ona nie pachnie jak zaraz po wyschnięciu - Srrrru - wraca do prania. Jeśli przykrywając się kocykiem nie czuję że pachnie pięknie - znowu jest prany, choćby 2 dni wcześniej tańcował w pralce. Producent płynów do płukania, powinien dać mi złota kartę i super zniżkę. Znikają bowiem w takim tempie, jak bym co najmniej wznosiła toasty owymi środkami.
Tak mam i już.
Któregoś pięknego styczniowego poranka, poczułam dziwny "smrodek" gdzieś w pokoju. Z racji godzin bardzo wczesno-porannych, nie byłam w stanie zlokalizować źródła. Podejrzewałam już nawet młodzież, która podstępnie przypaputowała do mojego łoża. Oczywiście niewinne - jak się później okazało istoty, zaraz po przebudzeniu zostały odprowadzone pod prysznic.
Śmierdziało mi cały czas, ciągle i wciąż i żadne odświeżacze nie były w stanie nic zrobić.
Śmierdziało mi rzygami czy czymś!!!
Odsuwałam szafki, wyszorowałam wszystko. Obwąchałam każdy zakamarek stołu, szafki, łóżka, każdy koszyczek ...
Seler spoglądał tylko na mnie z politowaniem i tym swoim dziwnym uśmieszkiem mówiącym coś w stylu, "biedna wariatka, coś jej śmierdzi, ale i tak ja kocham".
Po dwóch dniach prania niewinnych kocy, mycia szafek, podłóg i jeszcze raz szafek, podłóg i parapetów, zlokalizowałam smroda.
Jak wspomniałam na wstępie, jednym z moich zawodów jest "przesadzacz dyplomowany". Wszyscy wiedzą że szewc bez butów chodzi, wiec logicznym jest ze ogrodnik nie ma w domu kwiatów. Ja na przekór wszystkim mam, a w zasadzie miałam 2 szt. Ponieważ notorycznie zapominałam o podlewaniu, zdarzało im się ginąć śmiercią męczeńską - z pragnienia. Któregoś dnia postanowiłam stać się istota bardziej humanitarną. Podlałam na zapas. Ale nie tak że do doniczki bezlitośnie. Tylko do podstawka. Tyle tylko że za podstawek w moim ulubionym kwiatku służyła doniczka ozdobna ... Po kilku tygodniach taplania się w błotku, zbuntował się i zgnił. ZGNIŁ I ŚMIERDZIAŁ.
Jest mi przykro, bo to był kwiatek urodzinowy od mojej koleżanki.
Martusiu - wiem że czasem cichaczem tutaj zaglądasz - przepraszam. Wybacz  że zamordowałam prezent od ciebie. Ale nie smuć się, za miesiąc mam imieniny - możesz mi kupić nowy. Teraz to chyba już sztuczny?!

P.S. Skrzydłokwiat nie jest kwiatem wodnym :)


Zdjęcie znalezione w sieci

wtorek, 4 stycznia 2011

...

Nie ma ludzi złych.
Każdy człowiek ma całą masę zalet.
U niektórych jednak są one przykryte "sukinsynizmem"

Mała, przeciętna, prywatna "firemka" świadcząca usługi dla bardziej zamożnych jegomości.
Zrobimy "CI" to i tamto i siamto jeszcze naprawimy.
Na 5 osób pracujących - 2 zatrudnione + właściciel - w dobie kryzysu gospodarczego, to zrozumiała oszczędność.
Oszczędny i "troskliwy" ...
- Pani Krysiu - zapytał kiedyś BOSS - a może chciałaby pani ubezpieczenie? Niedrogie. Jak ubezpieczy się kilka osób, to będzie taniej. Tylko 75 zł ...
Nie ubezpieczyła się, bo nie było jej stać na ten luksus. Nie mogła jednak oprzeć się wrażeniu, że to nie troska o pracownika, tylko szukanie oszczędności kosztem innych.
Oznak zainteresowania dobrem pracowników, można by cytować wiele.
- Pani Krysiu, nie dam pani całej wypłaty dzisiaj. Ale proszę spojrzeć na to z innej strony. Jak bym dzisiaj pani wszystko dał, to od razu by pani wydała. A tak, będzie odłożone na później.
Zakładając oczywiście, że z pensji 1300 zł, po opłaceniu wszystkiego, przy 2 dzieci jest co odkładać.

Pracę w "firemce" w zasadzie można by uznać za miłą.
Pani Krysia siedziała w biurze, gdzie praktycznie nikt nie zaglądał. Wystawiała co jakiś czas fakturki, odbierała telefony.
Kłamać nauczyła się tu jak nigdzie indziej. Spokojnie mogłaby ubiegać się o dyplom z dziedziny :Bzdurologia i twórczość własnej wyobraźni". W sekund pięć wymyślała kolejna bzdurę, dlaczego jej przewspaniały szef nie zapłacił kolejnej faktury wierzycielowi, albo dlaczego nie odbiera telefonów ...
I tak na treningu umysłu miło upływał dzień po dniu.

Któregoś pięknego, zwykłego poranka, wszyscy jak nigdy siedzieli w biurze.
BOSS siedział grzecznie w swoim gabineciku, pani Krysia liczyła to i owo. Pozostali, czyli panowie szt 2 naprawiali "siamto" dawno już przez niech zapomniane. Niestety szanowny klient się upomniał.
Nagle z za ściany swojego biurka, pani Krystyna usłyszała głuchy dźwięk, jakby coś spadło i dziwny odgłos wydawany przez jednego z naprawiaczy.
- Janek, co ci jest? - zapytał drugi - Co jest? - zawołał już zdenerwowany po braku odpowiedzi na swoje pytanie.
W tym momencie, wybiegła z za swojego biurka, szef ze swojego gabineciku i zobaczyli Janka wijącego się po podłodze, ściskającego ręce na klatce piersiowej. Wyglądał tak, jakby nie mógł nabrać powietrza.
- Dzwonie na pogotowie - oznajmiła nie czekając na odpowiedź.
Oczywiście jak zwykle w takich sytuacjach, ręce jej się trzęsły. Wykorzystując resztki jasnego umysłu złapała za komórkę. Zapomniała jak się odblokowuje klawiaturę. Chciała zadzwonić ze stacjonarnego - tam przynajmniej klawisze są aktywne - nie mogła znaleźć słuchawki. Wszystko to trwało pewnie kilka sekund, chociaż wydawało jej się, że to lata świetlane. Znalazła telefon. Wybrała  999  zastanawiając się czy to atak serca, czy może się dusi, poraził go prąd czy coś przygniotło ...
- Niech już pani nie dzwoni - usłyszała głos Bossa - zaraz mu przejdzie!
- Ale jak? Co się stało? - myśli ciągle jeszcze biegały w jej głowie.
- Skurwysyn miał atak padaczki. - diagnozował dumnie
- Nie rozumiem. 
- Bo tak to jest jak się da pracownikowi kilka dni wolnego. Wie że nie może i się napił, sukinsyn jeden. Aż cały się trzęsę - dodał oburzony
- Ale i tak chyba powinien zobaczyć go lekarz?!
- Po co?
Kilka minut później Janek zaczął dochodzić do siebie. Zaczęła wracać mu świadomość. Oczywiście nic nie pamiętał. Co usłyszał?!
- Chuju jeden, następnym razem zabije cie osobiście.
- Co?
- Własnymi rękami!
- O co ci chodzi?
- Miałeś debilu atak.
- Co miałem?
- Miałeś atak, z 10 minut. Masz szczęście że dziewczyna nie dodzwoniła się na pogotowie. Bo byś już w szpitalu leżał i mieli byśmy przejebane.
Nie dość że nie ubezpieczony, nie zatrudniony, to jeszcze bez niego ciężko byłoby wyrobić się z umówionymi pracami.

Pani Krysia tego dnia nie mogła skupić się już na niczym. Siedziała za biurkiem, przed komputerem i usiłowała pojąć co się stało.
- Co pani taka bladziutka?! - Zapytał rozbawiony BOSS przechodząc obok - Widzi pani jak sukinsyn może człowieka wykończyć?!

Tego popołudnia obiecała sobie uroczyście, że jeśli znajdzie jakąś normalną, legalną pracę, to któregoś dnia po prostu nie przyjdzie.
Bez pożegnania.
Może kiedyś odpowie na jego telefon. Wymyśli wtedy, że ją okradli, albo zgubiła komórkę, długo czekała na wyrobienie duplikatu karty, w końcu zmieniła numer telefonu. Na maile nie odpowiadała, bo miała problem z pocztą elektroniczną no i popsuł jej się komputer.
Na pytanie gdzie są dokumenty dla księgowej może powie że zgubiła. Ale dobrą stroną tego jest to, że będzie mógł zaoszczędzić na podatku do zapłacenia.
W końcu czegoś ją nauczył.


Kwiaty znalezione w sieci

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Wspaniałego Nowego :)

Dzieci miały iść do dziadków w piątek wieczorem. Szampan marki bezalkoholowej, chipsy (bo w końcu weekend, a u nas tylko w weekend jest dyspensa na śmieciowe jedzenie i Colę), sztuczne ognie, piżamki naszykowane już były dzień wcześniej. Potomstwo zwarte i gotowe czekało. Zabrane z domu rodzinnego zostało już w piątek koło południa - SZOK - a oddane w niedziele po południu - JESZCZE WIĘKSZY SZOK.
Ponieważ niespodziewanie pozbawieni zostaliśmy nieletnich imprezowiczów, nie mieliśmy czasu na wymyślenie wyjścia na bal na przykład jakiś albo nie wiem co . Zostaliśmy w domu.
Sylwester zapowiadał się miło, bez stresu że obudza się śpiące za ścianą krasnoludy, albo że trzeba będzie walczyć z samą sobą o poranku po pobudce przed 9tą.
Nasi "współbalowicze" oczywiście dopisali. Zabawa zaczęła się jak wszędzie chyba w piątkowy wieczór, a skończyła ... w niedzielę rano (uwzględniając krótkie przerwy na sen), bo do Selerowej mamy na obiad trzeba było się udać.
Zmęczeni, ale w wyśmienitych humorach zaczęliśmy Nowy rok.

Dzieci nie kąpały się i nie myły zębów przez 3 dni, Marian wrócił w piżamie. Naoglądali się tyle telewizji, że nawet nie usiłują wyprosić kolejnej bajki. Zauważyłam również iż niedotlenienie, powoduje znaczne uspokojenie młodych organizmów. Przez 3 dni bowiem nie wychodzili na dwór - do lasu wszak za daleko - jakieś 100m.
Żyją, - jeszcze trochę i ich doszoruję.

A wam kochani moi (wszyscy) życzę w Nowym 2011 roku
Niech się spełni, co zaplanowane,
Niech postanowienia noworoczne okażą się łatwe do zrealizowania
Uśmiech niech nie schodzi z waszych twarzy ...
Jednym słowem, Szczęścia, radości i zdrowia, bo jak mawiają resztę można kupić.
Wspaniałego Nowego 2011 :)

 P.S.
Zdjęcie oklepane - część z was zna je już z Facebooka. Niestety jest to jedyne które przeszło przez surową cenzurę.

P.S.2
Do życzeń dołącza się Seler, który ostatnio tupnął nóżka i zakończył swoją blogową karierę - bo tak :)