wtorek, 30 listopada 2010

Wesoły tramwaj

W ciężkich warunkach ludzie się jednoczą.
Spadł śnieg.
Zbuntowanie i zmarznięte autobusy stawały w poprzek skrzyżowań. Tramwaje radośnie wyskakiwały z szyn ...
Taksówkarze zabierali po kilku klientów na raz. Zwykli szarzy ludzie, jadąc swoimi samochodami, zabierali zmarzniętych z przystanków  ...
W tramwajach tłoczno i wesoło.
Walcząc ze swoim ludziowstrętem i traumą  tramwajową, wracałam z pracy tymże środkiem komunikacji miejskiej. Dzisiaj była doskonała okazja na to, żeby zostać pięknym zimowym posągiem, gdzieś na przystanku. W związku z tym iż pragnienia takie nawet nie zaczęły w moim pięknym wnętrzu kiełkować, postanowiłam resztę drogi - blisko połowę - pokonać pieszo.
A w tramwaju się działo.
Udało mi się załapać na 4ty, może 5ty z tych co to ruszyły po ponad godzinie. W środku ścisk i .... śmiech.
Jechałam takim wypasionym, nowoczesnym, niskopodłogowym, jak się okazało wydającym śmieszne dźwięki.
Wystarczyły 3 przystanki, żeby pasażerowie nauczyli się jaki ów pojazd wydaje dźwięk kiedy drzwi zamkną się prawidłowo.
Charakterystyczne pikanie przed zamknięciem i ... nie słychać owego charakterystycznego :piiiii", na co pół tramwaju:
- Nooooo?!
Kolejna próba i :
- Nooooo?!
A jak już usłyszeliśmy magiczne "piiii":
- NOOOOOO!!! - z wielką radością i gdyby nie brak miejsca, pewnie nie jeden zacząłby klaskać motorniczemu jak przy londowaniu pilotowi samolotu.
I tak minęło mi kilkanaście przystanków.
W międzyczasie pasażerowie jednogłośnie wybrali kierownika komunikacji miejskiej. Nie wiem tylko co na to obecny. Nawiązały się znajomości bliższe i dalsze. Jedni drugim trzymali ciężkie bagaże. Proponowaali najkorzystniejsze rozwiązania.
- Kochaniutka, stanie pani tak boczkiem, to się dopasujemy i będzie więcej miejsca.
- Niech pani usiądzie mi na kolanach - powiedział pewien pan do pewniej pani - rozluźni się trochę
- Ależ proszę się o mnie oprzeć, będzie nam cieplej i więcej miejsca
- Uuuu, ta pani ma wykupiona specjalna miejscówkę - skomentował ktoś na widok pani wsiadającej do kabiny motorniczego.
Każdy wysiadający uprzejmie żegnał się ze wszystkimi, życząc udanej podróży.

I tak oto w doborowym towarzystwie minęły mi 2 godziny wspaniałego dnia (normalnie jadę 30 min) .
A to jest niezły czas, biorąc pod uwagę wczorajszy powrót do domu Selera. Trasę którą w godzinach szczytu pokonuje zazwyczaj w 15-20 min, wczoraj jechał prawie 3godziny (chyba że to jakaś blond włosa zaspa opóźniła mu podróż)

A dzieci się cieszą i z podwórka do domu zagonić ich nie można :)
W czwartek mam być jeszcze bielej
Byle do wiosny

wtorek, 23 listopada 2010

HAPPY BIRTHDAY






23 listopada 2004 roku, o godzinie 10:30 świat nasz piękny zaszczycił swoja obecnością Marcin vel Marian.
Bobas niezwykle słodki i grzeczny. Przez pierwsze pół roku swojego życia pozwolił rodzicom nabrać sił przed ciągiem dalszym...
Do niedawna chciał być śmieciarzem, później architektem i strażakiem. Stanęło na artyście malarzu, ale nie takim od ścian malowania. Będzie malował obrazy! Na razie nie ma jednak czasu zastanawiać się nad przyszłym zawodem. Aktualnie pochłonięty jest swoimi miłosnymi dylematami. Helenka, czy Majka, a może Zuzia?! W tak zwanym międzyczasie rysuje szlaczki i uczy się literek.
Czaruś słodziak i artysta mój osobisty, kończy dzisiaj 6lat.


Marcinku kochany, z okazji Twojego święta życzę ci wiadra miłości, worka  uścisków i uśmiechów.

piątek, 19 listopada 2010

Sabotażysta

- Córciu Krzyś już poszedł do szkoły? - w telefonie zabrzmiał słodki głos mojej rodzicielki
- Co?
- Pytam, czy Krzyś już wyszedł do szkoły? Bo wiesz, jest zimno ...
- Jaki Krzyś?
- Twój syn. Wyszedł już? A w ogóle to ty już wstałaś?
- A która jest godzina? - sygnały z zewnątrz zaczęły do mnie docierać
- 7:30. Myślałam ze już wyszłaś do pracy

Kolejny raz poranek na wysokich obrotach.
Krzyś w tempie SuperKrzysia umył się, ubrał, zjadł śniadanko i nawet się nie spóźnił do szkoły. My jak to bywa w takich sytuacjach, przepychaliśmy się w kolejce do łazienki.
Dojechałam do pracy z 30 minutowym spóźnieniem - jestem z siebie dzielna że z takim małym.

Ale jak to się mogło stać?
Nie słyszałam budzika, chociaż go ustawiałam. Czyżby telefon się zaczął psuć? Nie zadzwonił?
Jak przystało na prawdziwego szpiega wykryłam sabotaż.
Otóż mój ulubiony młodszy syn, od jakiegoś czasu lubi wędrować po nocach i tak jak zazwyczaj, przypaputował nad ranem do naszego łóżka. Ponieważ budzik za głośno dzwonił, to go wyłączył, a że był jeszcze śpiący, to poszedł dalej smacznie spać.

Tak oto, dzięki małemu sabotażyście, spałam o 1,5 godziny dłużej i mam większe szanse na wrzody.




Budzik z moja wersja godziny znalazłam tu

wtorek, 16 listopada 2010

Wesołe słonie

Piękny, cieplutki, słoneczny dzień.
Udało mi się pozałatwiać więcej spraw niż się tego spodziewałam.
Skończyłam robić na drutach swój piękny sweterek. W zasadzie to wyszła kamizelka - tunika, bo na rękawy zabrakło mi już włóczki. Ale i tak jest piękny. Nosiłam go tego dnia z dumą, uśmiechem i zadartym noskiem.
Udało mi się zgubić kilka gramów z mojej słusznej wagi. Co prawda nie jest to zauważalne, ale na moja psychikę podziałało jak balsam.
Myślałam że nic nie jest w stanie popsuć mojego doskonałego humoru.
- Może chciałaby Pani usiąść - zapytała uprzejmie starsza pani w autobusie
- Nie dziękuję - odpowiedziałam lekko zdziwiona. Po pierwsze nie potrafiłam znaleźć powodu dla którego można by mi ustępować miejsca, poza tym, zadała to pytanie starsza pani.
- Skoro Pani musi - powiedziała obruszona koleżanka miłej starszej pani.
- A ciebie mama nie uczyła, ze kobietom w ciąży się ustępuje miejsca?!
Mina oburzonego "Mohera" - bezcenna
Moja pewnie też.
No cóż, nie pozostało mi nic innego, jak tylko się wypiąć i nie wyprowadzać dam z błędu.
Kolejny raz pół autobusu przypatrywało się mojemu brzuchowi w napompowanym sweterku.
Niestety nie miałam gdzie się zapaść.
Schowałam się pod twarzy swej purpurą i z zaciśniętymi zębami dojechałam do celu.
Teraz obmyślam nowy plan, jak szybko "urodzić" i wrócić z postaci wesołego słonia do kijanki.
Na pocieszenie kupiłam sobie nowe BUTY!


Słoń wzięty z www.ekardki..pl

poniedziałek, 15 listopada 2010

Artysta

- Synku, co ty masz na nóżkach? - zapytałam Marcina, który raczył wyskoczyć z piżamki koło południa
- A nic, a czemu pytasz?
- Masz różne skarpetki czy mi się wydaje? - na stopkach syna mego pięknie prezentowały się skarpetki w kolorach jasno szara, oraz czarna
- Nooo - odpowiedział od niechcenia.
- Nie mogłeś znaleźć od pary, czy się jeszcze nie obudziłeś i nie zauważyłeś różnicy?
- Wiesz, nie mogłem się zdecydować. Poza tym, moim stopkom jest tak wygodnie.

Jak przystało na prawdziwego artystę, już w tym wieku ma swoja wizję świata i skarpetek.
Luz totalny i swoboda myśli.

Z racji tego iż czym jak czym, oraz kim jak kim, ale dziećmi swymi mogłabym się chwalić bez przerwy i wciąż - CHWALĘ SIĘ ostatnim rysunkiem Mariana. Oczywiście wiąże się z nim cała historia, ale to innym razem.

środa, 10 listopada 2010

Poszukiwany, poszukiwana

- Dzień dobry - powiedziała podejrzliwie rodzicielka , moja do młodzieńca znęcającego się nad domofonem.
-Dzień dobry
- Co, nie chcą wpuścić?!
-yhy (to był z tych małomównych)
- Z takimi pięknymi kwiatami nie chcą wpuścić... A do kogo pan potrzebuje, to może będę mogła pomóc. Bo wie pan, tutaj sporo starszych osób mieszka i albo nie słyszą, albo wolno chodzą...
- Do pani Jadwigi Sz....... - powiedział z mina kota ze Shrecka. Jakby chciał powiedzieć "wpuść mnie, albo dostarcz za mnie dobra kobieto"
- OOOOOOO!!! - wydobyło się z głębokości mojej mamy - To do mnie!
Jakże prze szczęśliwi byli oboje.

Kilka min później
- Siostra, ty nie wiesz co się mamie stało? - usłyszałam w słuchawce głos swojej ulubionej młodszej siostry
- Ale  w sensie że co?
- Dostałam smsa że dziękuje za piękne kwiatki, tylko nie wie z jakiej okazji i ... ja tez nie wiem. Chcieliśmy jej wysłać co prawda ale w maju, na dzień matki ... Czyżby się spóźniły?

Ktokolwiek wie, widział, lub posiada wiedzę jakąkolwiek na ten temat, proszony jest o kontakt.
Do kwiatków dołączona została karteczka "Dziękujemy za wszystko", oczywiście bez nadawcy.
Kolejnym i ostatnim już podejrzanym jest mój braciszek.
Sprawa jest o tyle pilna, iż rodzicielka ma nie zaśnie dopóki nie dowie się całej prawdy -  i jak obudzi mnie w poniedziałek do pracy?!

P.S. Jeśli sprawca się boi, to pragnę uspokoić, obdarowana jest zachwycona.

sobota, 6 listopada 2010

Tramwaj marzeń

To był dzień jak każdy inny.
Ciężkie poranne wstawanie, kilka litrów kawy w pracy. Sztuczne uśmiechy do "ulubionego" szefa. Kilku nudnych klientów, kilka telefonów ... i zaczął się weekend.
Zamyślona, zdołowana trochę cudną jesienną pogodą wracała do domu. Teraz szybko robi się ciemno, więc powroty już nie są takie miłe. Tam gdzie wsiada zazwyczaj do tramwaju, jest jeszcze sporo miejsca. Gorzej zaczyna się przejeżdżając przez centrum Tłum, ścisk, jeden wielki koszmar.Ale to tylko kilka przystanków, więc zazwyczaj zaciska zęby i daje rade. Chroniczny ludziowstręt jest tak ściśnięty, że nie ma szans się odezwać, aż do czasu kiedy się rozluźni. Potem liczy tyko 1-2-3 przystanek i na następnym wysiadka.
Tego dnia, ścisk był wyjątkowy, najprawdopodobniej za sprawą deszczu.
 Ludzie tłoczyli się jak ogórki z reklamy pewnego sklepu. Jakiś stary dziad pchał się na nią niemiłosiernie. Trudno się dziwić, skoro nawet studenci trzymali swoje plecaki w górze.  Z całych sił starała się nie myśleć o średniej świeżości podróżujących i starcu za plecami. W pewnym momencie zauważyła iż pomimo postoju środka komunikacji, starzec porusza się - pewnie nerwowy, albo siku mu się chce - pomyślała.
Nie wytrzymała, kiedy ów stary śmierdziel nie przestając ruszać się dość rytmicznie, zaczął sapać i dyszeć. W szybie zobaczyła, że oczami błądzi gdzieś po suficie.
Nie wytrzymała
- Kurwa mać! - wykrzyknęła odwracając się do sapacza- Czy mógłby się pan o mnie nie ocierać?!?!?!?!
- Ja sie nie ocieram - odpowiedział czerwieniąc się i  nie przestając sapać.
- nie, k...wa - pomyślała - tylko masturbujesz się używając do tego mojej dupy
Sapacz wysiadł na następnym przystanku.
Jej radość nie trwała długo. Na kolejnym przystanku wysiadła znaczna ilość pasażerów, a połowa z pozostałych z uśmiechami dziwnymi patrzyła się na jej wielki zad.
Chciała zapaść się pod ziemię, ale była za daleko od domu.

Tak oto po raz pierwszy w życiu była oficjalnie i publicznie molestowana.