niedziela, 23 listopada 2014

100 LAT, CZYLI 10% WYROKU JUŻ ZA NAMI

Mam najfajniejsze dzieci na świecie!
Lepszych nie mogłabym sobie wymarzyć.
Tego jak bardzo jestem z nich dumna, nie da się opisać w żaden sposób.
Każdy kto ich nie poznał osobiście, może tylko żałować!

Dzisiaj, jeden z najważniejszych facetów w moim życiu obchodzi swoje urodziny.
Od 10 lat mam przyjemność być mamą Marcina!
Wszystkiego najlepszego synku!


czwartek, 20 listopada 2014

QURRITO CZYLI NIESPODZIANEK CIĄG DALSZY

Dzisiaj będzie krótko, ale smacznie.
Od czasu jakiegoś potomek mój straszy napominał o przyprawach przeróżnych.
Zrobił nawet ich listę.
Długą.
Postanowił wypróbować nowo poznany przepis.
Nabyliśmy drogą kupna prawie wszystkie punkty z listy.
W sklepie - po sąsiedzku, piętro niżej.
Przyszliśmy, narobiliśmy hałasu, pośmialiśmy się, wykupiliśmy półkę przypraw, do popicia kupiliśmy szampana i poszliśmy sobie.


Chciałam powiedzieć że zaskoczona byłam niezwykle miło, bo to co poczynił mój syn starszy przy niewielkim udziale młodszego, w moim skromnym odczuciu było zaje ....fajne. Sąsiadka (która miała przyjemność próbować) z miejsca poprosiła o przepis i zapowiedziała w dniu jutrzejszym nalot na nasz ulubiony sklep w celu nabycia niezbędnych składników.
Z pewnością nie kupi szampana, ale pewnie nieźle sobie o nas pomyślą. Chociaż w sumie ... już jakiś czas nas znają to pewnie nic ich nie zdziwi.

Zdecydowanie potomek starszy odziedziczył zmysł kuchenny po dziadku. Ja w jego wieku z tego co pamiętam umiałam zrobić kanapki albo przypalić wodę.


Czy już kiedyś wspominałam że zazdroszczę ich przyszłym żonom?!

Jeśli będą częściej gotować, będę musiała jednego ich oduczyć - kucharz nie zmywa.


wtorek, 18 listopada 2014

NA WŁASNEJ KRWI WYHODOWANY

Dzisiaj, szukałam w czeluściach plecaka potomka mego Jurnala (coś w rodzaju polskiego dzienniczka ucznia) i pustych opakowań po Lunchu. Pod koniec tygodnia w takich zapomnianych opakowaniach różne cuda można znaleźć. Czasem również stają się być aromatyzowane. W pewnym momencie zaczęłam podejrzewać młodego o produkcję broni biologicznej, albo co najmniej nowego życia. Po tygodniu takie torebki to już same z plecaka wychodzą.
Biolog będzie - pomyślałam. Albo weterynarz, bo jak robił plany na co wyda wygrana w Totka - to schronisko! Na jego szczęście ja byłam na nieco wyżej punktowanej pozycji.
W jakże wielkim błędzie byłam.
Oto co na własnej krwi wyhodowałam!


Ja jestem zdecydowaną przeciwniczką testów na zwierzętach.
Młody chyba o tym nie wie.
Swoją drogą, chyba się nudzi na lekcjach w szkole


niedziela, 16 listopada 2014

ZBIOROWA GŁUPAWKA I BRAK KONTAKTU Z BAZĄ, CZYLI JAK TO CHCIAŁAM BYĆ DOBRĄ CIOCIA, ALE WYSZŁO JAK ZWYKLE.

Upieczenie tortu to w sumie żaden wyczyn. Lepiej lub gorzej, zawsze mi jakoś szło. Wczorajszy tort mnie pokonał.
Po 4 godzinach, 3 biszkoptach, 16 jajkach, byłam w lesie.
Zapanowała zbiorowa głupawka a z biszkoptów nic wyczarować nie byliśmy w stanie.
Dlaczego aż 3?! Najpierw miał być lew, ale forma okazała się być taka niewspółpracującą. Biszkopt był fajny, ale kształtem podobny do niczego i moja wyobraźnie miała kłopot  z wymyśleniem czegoś co można by z nim zrobić.
Upiekłam następny, ale nie urósł.
Potem następny - ten wyrósł i na chwilę zapanował spokój na mojej twarzy. Okazało się jednak że w całości z pozostałymi to tylko piramida albo choinka ... a to na 1 urodziny Olki.
W desperacji planowałam już konkurs na FB w temacie "co można z tego ulepić", ale nie mogłam zlokalizować aparatu.


Zaczęłam tracić kontakt z bazą. Nalałam sobie lampkę wina, po czym zanim spróbowałam zgubiłam ją. Odlazła się jakiś czas później kiedy to utopiłam w niej ładowarkę.
Ostatecznie upiekłam jeszcze jeden biszkopt który nie wyszedł.
Ale wbrew pozorom,  to nie ciasto było największym wyzwaniem, tylko krem. Musiał być bowiem bezlatozowy ze względu na Tośkę, która ma alergie na laktozę właśnie.
Nie powiem jak to smakuje, bo aż mi dziecka szkoda, oraz wszystkich którzy będą mieli wątpliwą przyjemność próbowania tego wynalazku.

O 3:15 zamknęłam lodówkę (zaczęłam maraton o ok 16 z małymi przerwami).


Najfajniejsze jest to ze na następny weekend muszę upiec jeszcze 2.
Istnieje możliwość że ci co dzisiaj go spróbują nie przeżyją i imprezy za tydzień zostaną odwołane, tym samym kolejne życia ocalone.

Niech mnie ktoś przytuli!



poniedziałek, 10 listopada 2014

SERYJNY ZABÓJCA, CZYLI JAK TO MATKA ZAKŁAD Z POTOMSTWEM PRZEGRAŁA

Zagadka - podpatrzone z jednej ze społeczności Facebookowych

Zgadnij jaki to film! 

"Seryjny morderca brutalnie zamordował kolesiowi żonę a syna uczynił kaleką.
W dramatycznym zwrocie akcji syn zostaje porwany a ojciec musi namierzyć i gonić
porywacza przez tysiące kilometrów z pomocą psychicznie upośledzonej kobiety."


Potomstwo walczyło pół godziny i nic.
Ja oczywiście odpowiedź znałam, ale pewnie sama bym na to nie wpadła. 
Większość z was (tego jestem pewna) owy film widziała.



"GDZIE JEST NEMO"

Kto na to wpadł ma u mnie kawę. Albo nie, bo będzie mi przykro - jestem na odwyku i łatwo nie jest.
Kto zgadnie sobie sam wybierze. Może być uścisk dłoni na ten przykład.
 
Kiedy już zagadka została rozwiązana, pojawiły się kolejne wątpliwości. 
Kto był seryjnym mordercą?!
Założyłam się z potomstwem o 3 na głowę. Całe szczęście że nie o PlayStation3 jak proponowali wcześniej, bo już bym miała pozamiatane.
Taka to ze mnie znawczyni kinematografii, że pomyliłam seryjnego zabójcę z porywaczem.

Chyba jednak pozostanę przy książkach.