poniedziałek, 26 października 2009

Gitara, skrzypce ...

Gitara, skrzypce i wiolonczela, że instrumenty są to strunowe, każdy wie. Zazwyczaj zrobione z drewna, czasem z plastiku, ale i z kartonu być mogą. O tym poinformował mnie dzisiaj bardzo, bardzo wczesnym porankiem mój pierworodny.  6:50, wychodzimy za 10 min z domu, a Krzyś oznajmił że dzisiaj w szkole będą bawić się w lutników i potrzebuje pudełka, kartony, albo pojemniki jakieś do stworzenia instrumentów. O gumkach na struny wspomniał już w sobotę, ale z pamięci mej dziurawej zdążyło wylecieć do zakupów. Szybkie przeszpery i znalazłam gumek szt 2. Jak dobrze leniem czasem być. Nie chciało mi się wyrzucić wczoraj śmieci, wszak droga do zsypu daleka. Grzecznie, w szafce obok śmietnika stały kartony po sokach i nawet jakieś pudełeczko po słodkościach. Matki są jednak niesamowite. Zawsze coś znajdą!

Instrumentów nie będzie!
Pod szkołą zorientowaliśmy się, że skleroza nas dopadła.
Wszystkie kartoniki, pudełka, pojemniki, gumki, dyndają w reklamówce na szafie w przedpokoju. Teraz ich celem znowu stało sie wysypisko :)

piątek, 23 października 2009

Biodegradacja

Nie wszystko ulega biodegradacji, to wie raczej każdy. Niektóre rzeczy potrzebują więcej czasu - kilkuset lat, inne kilku ... ale żeby tak w ciągu jednej nocy. Z tego co wiem, PCV, nie jest tym expresowym tworzywem, lubi sobie poleżeć.
No wiec szyld z nazwą firmy w której mam przyjemność pracować, wyparował, rozpłynął się, uległ biodegradacji czy czemu tam jeszcze można. Wczoraj wieczorem jeszcze tu był, a dzisiaj nawet wydawało mi się że go widzę, ale to najwyraźniej była tylko projekcja mojego mózgu.
No więc jak przypuszczałam, nie mógł on ulec procesom chemicznym, o których mowa wcześniej.Wniosek jeden nasuwał mi się na myśl. ZGUBIŁAM go. Ja jestem zdolna do wszystkiego, nawet jesli dla ogółu coś jest nie do popsucia, nie do zgunienia, to ja to zrobię napewno, nawet bez wiekszych wysiłków. Taka ze mnie zdolna dziewczynka :)
W całej okolicy wielkie poruszenie. Pracownicy sąsiednich firm, zachodzili w głowę, komu i do czego mogłaby się przydać tak niepraktyczna rzecz. Chyba tylko do wkopania w ogródku w ziemie w ramach płotka,  czy czegoś takiego. W akcje poszukiwawczą bardzo zaangażował się nasz Pan Ochroniarz, któremu jak stwierdził "nie rzuciła się dzisiaj rano w łokcie" - bardzo mu dziękuje. Wszczął niemalże dochodzenie. Podejrzenie padło na panią sprzątającą. Oczywiście istnieje coś takiego jak domniemanie niewinności. W związku z tym, pojawiła się tylko w dochodzeniu jako osoba, która jako ostatnia mogła widzieć zaginioną - tablicę. Myślałam że będę musiała czekać na wyniki śledztwa do poniedziałki, bo dopiero w weekend owy świadek maił się pojawić w okolicy. No ale Szerlok spisał się na medal. Kilka telefonów, kilka kontaktów uruchomionych ...
W dniu 23.10.2009 o ok godziny 12 tej, poszukiwana odnalazła się w schowku pani sprzątającej w towarzystwie szczotek, mopów, wiader i innych. Została tam schowana, aby uniknąć sytuacji zagubienia.
Wniosek - w przyrodzie tak łatwo nic nie ginie.
Postanowienie - praca nad komunikacja międzyludzka
Postanowienie 2 - wizyta u okulisty - wzrok chyba mi się poprawił skoro widzę rzeczy których nie ma, albo u neurologa - mam opóźnioną reakcje na bodźce - obraz zobaczony wczoraj, widzę dopiero dzisiaj :)

P.S
I jeszcze mały rozluźniacz. ! Sebciu muszę!
Wczoraj, Sebastian pomalował w sklepie w którym pracuje 1 ścianę na kolor bliżej nieokreślony, ale podobny do żółtego wyblakniętego od słońca. Po przebraniu się z seksownych ciuszków "roboczych", wracając do sklepu usłyszał bzzzyczenie. To cała masa klientek krążyła wokół lady, z niecierpliwości przebierając nóżkami. Zleciały się jak muchy do pięknej "żółtej" ściany. Na co Sebastian, do swojego szefa : "Dobrze że nie pomalowałem ściany gównem"

I zaraz znowu zaczyna się weekend :)

wtorek, 20 października 2009

z całym szacunkiem ...

Z całym szacunkiem dla innych orientacji niż moja, Durszlak jest Gejem!
Do takiego wniosku w ten piękny, mglisty, pochmurny i zimny poranek, doszedł Sebastian. No cóż, chyba ma racje. To by wiele wyjaśniało.
Dzisiejszy dzień powinnam zapisać szarym mydłem na kominie. Po raz pierwszy w mojej karierze zawodowej w obecnej firmie, ktoś na mnie czekał. Rano, podczas gdy rozkoszowałam się jazdą środkami komunikacji miejskiej, zadzwonił do mnie klient. Zapytał się czy będzie dzisiaj otwarte, bo stoi pod drzwiami ... W pierwszej chwili pomyślałam że to żart. Kierowca autobusu jakby to słyszał, bo zmieścił się w 8 min rozkładowej jazdy z miejsca X do przystanku na którym mam zwyczaj wysiadać. Klient czekał na mnie grzecznie i chyba był bardziej wdzięczy ze otworzę drzwi, niż zły że mnie tam nie było o godzinie o której być powinnam.
Musiałam się trochę poużalać na MPK, że taka biedna i obdarta jestem. Stwierdził, że chyba powinnam kupić samochód. Powiedziałam mu oczywiście że nabyłam droga kupna Durszlaka, ale generalnie to nie chce ze mną współpracować. Na co mój klient stwierdził, że dziwi się bardzo. Nie sądził że ktoś lub coś może mi się oprzeć. Co racja, to racja :)
No więc teraz już wszystko jest jasne. Groszek jest inaczej zorientowany, i ja go nie kręcę. W związku z powyższym, decyzja została podjęta - ostateczna jak sądzę. W przyszłym tygodniu Durszlak vel Groszek, zmienia właściciela. Nie mogę pozwolić na to, żebyśmy się dłużej razem męczyli.
Moja rodzicielka była zachwycona tą informacją. Normalnie była ze mnie dumna (jak to niewiele potrzeba żeby kogoś uszczęśliwić i jednocześnie dowartościować samego siebie)

Wniosek: muszę poważnie rozejrzeć się za szoferem :)

poniedziałek, 19 października 2009

Zimno :(

Zimno, a ja nie lubię tak :(
Za oknem mgła, temperatura poniżej przyzwoitej ... Piękne jest tylko to, że nie pada.
Weekend minął nam pod hasłem błogie nic nierobienie :) Kocham takie weekendy.
W sobotę szybkie odgruzowanie lokalu mieszkalnego i "małe" zakupy. W niedziele wyskoczyliśmy tylko do kościoła, nawet ugotowałam obiad i to byłoby na tyle z czynności pochłaniających energie. Potomstwo me zajmowało się nic nierobieniem z nami, albo tworzeniem prac plastycznych. Nawet specjalnie się nie kłócili - co nie jest normalne. A my, cały dzień leżeliśmy na kanapie przed telewizorem!!! Wymienialiśmy się tylko termometrem, żeby nie było ze takie nieuzasadnione to nic nierobienie. Sebastian, w swej uprzejmości wielkiej podzielił się ze mną swoimi zarazkami. Niby nic, ale jak się okazało orkiestrę w oskrzelach ma. Ja to chyba tak trochę żeby mu przykro nie było. Fakt jest jednak niezaprzeczalny. cierpiąca jestem! Mój mózg chociaż i tak spowolniony ostatnimi czasy boli okrutnie, w gardle zamieszkała rodzina jeży ...
Z tego wszystkiego przeprosiłam dzisiaj czapkę (z szalikiem i rękawiczkami zadaje się już od jakiegoś czasu).
Opatulona jak nie wiem co, rozpoczęłam kolejny tydzień.

Myślę, że mimo wszystko to będzie miły dzień:)

czwartek, 15 października 2009

BEDZIE DOBRZE :)

"hydraulik potrzebny od zaraz"

Poszukiwany hydraulik, zatykacz albo inny specjalista, ktory poradzi sobie z naszymi rodzinnymi przeciekami. Tak myslalam jeszcze wczoraj.
Jak to zazwyczaj w kazdej przyzwoitej rodzinie bywa, wszyscy dziela sie ze soba, nawet zarazkami. W zeszlym tygodniu, moj mlodszy ulubiony syn przeciekal, a wczoraj zaczal przeciekac moj starszy potomek. Lecialo z niego bardzo konkretnie, z duza czestotliwoscia ... Jak w takich sytuacjach bywa, mialam wizje kolejnej nieprzespanej nocy :( Ku mojej radosci, moj starszy ulubiony syn, zlitowal sie nad swoja matka. W zamian za mozliwosc spania obok - z pietrowego lozka, z gornego pokladu, ciezko by mu bylo wcelowac do miski, w razie jakby co. Noc przespal spokojnie, bez awarii, tylko suszylo biedaka co chwila.

Krzysio uszczelniony! Teraz kolej na mnie ?!

środa, 14 października 2009

... że niby co ?

Trochę się nie wyspałam, trochę wymarzłam, pogniotłam w autobusie. Jakaś młoda osoba pomyliła nawet moje ranie z oparciem :(  Rano nie miałam czasu wyprostować włosów, więc mam nieład artystyczny. Poprawiony przez wiatr prezentuje się, hmm powiedziałabym ciekawie.... Ale żeby zaraz: "wyglądasz fatalnie". Przecież ja zawsze jestem piękna. W sumie to się nawet tak źle nie czułam, dopóki sąsiad mój,  z biura obok uraczył mnie tym porannym komplementem. Dobrze że nie krzyknął ani nie uciekł na mój widok. Ale to by tłumaczyło dlaczego nikt koło mnie nie siadał w autobusie. Od razu zaczęło mnie wszystko boleć, poczułam jak bardzo jestem śpiąca. Na dworze pada, wieje, dmucha ...

No ale dzielne trzeba wypełniać swoje obowiązki.
To tylko 8 godzin w pracy - może nawet ktoś tu zabłądzi, potem tylko chwilka w autobusie (godzinka, może półtorej), pół godziny w kolejce na poczcie i w domu krasnale z czego jeden w stanie podejrzanym. Podejrzewam go o przemycenie wirusa :(  Czyli jutro nie będę wyglądała lepiej, bo pewnie kolejna nieprzespana noc przede mną. Zacznę rozglądać się za nową pracą. Myślę że szanse są, biorąc pod uwagę fakt, że niedługo Halloween, a w takim stanie, to co wychodzi mi naturalnie, bezwiednie, tak po prostu, to straszenie 
Zapowiada się kolejny fascynujący dzień

P.S z Groszkiem to już chyba naprawdę koniec!
Dzisiaj nawet nie próbowałam z nim rozmawiać. Jeszcze wczoraj myślałam że zaprowadzę go na terapie do specjalisty od popsutych durszlaków (nie pamiętam jak się nazywa ten pan, bo jest jeszcze wcześnie rano). Dzisiaj jakoś mi się już nie chce. Może jutro znowu zmienię zdanie - w końcu kobieta zmienną jest ;)
Zobaczymy jak bardzo będzie prosił :)

 P.S 2
Jednak jestem piękna. Sebastian przyglądał się długo, ale w końcu znalazł moje ukryte piękno. Było głęboko schowane, ale jest ;)

poniedziałek, 12 października 2009

... z nami koniec ...

... jak mu to powiedzieć? Jak zakomunikować delikatnie, tak żeby za bardzo nie urazić? To nie ma sensu, nie oszukujmy się dłużej. Będę tęsknić, ale tak będzie lepiej. Poza tym, moja mama nigdy go nie zaakceptowała. Ja wiem, to moje życie i ona go za mnie nie przeżyje, ale ma racje - mama zazwyczaj ma racje.
Kolejny raz pokłóciliśmy się z samego rana. dobry początek tygodnia. Już więcej nie pojadę z tobą do pracy. Dzisiaj skończyło się tym, że wysiadłam pod Castoramą i dalej do pracy pojechałam autobusem. Trudno, będę wcześniej wstawać. Przynajmniej znowu będę miała czas na poczytanie w środkach komunikacji miejskiej.
Wiem że chłopcy będą za nim tęsknić. Bardzo go polubili, ale może kiedyś będzie inny, lepszy i tez się przyzwyczają ...
Serce płacze :(
To już postanowione.
DURSZLAK, z nami koniec!!!

piątek, 9 października 2009

Marcin juz nie przecieka ...

Bolący brzuszek, temperatura, boląca główka, przeciekanie zewsząd ...
Mój najmłodszy potomek, Marcin miał wątpliwa przyjemność doświadczyć objawów jak sądzę grypy żołądkowej :(  Razem z nim cierpieli wszyscy - Krzyś nie mógł hałasować, wyjść na spacer, ja nie mogłam spać ... Swoją drogą ile rzeczy można wymyśleć w nocy żeby obudzić mamę - tylko dzieci tak potrafią.:
- za zimno - przykryj mnie proszę,
-za gorąco - czy możesz mnie odkryć,
- boli mnie głowa - nie chcę syropku,
- chce mi się pić,
- boli mnie głowa - poproszę syropek,
- siusiu,
- boli mnie brzuszek - poproszę miskę ...
Było pewnie jeszcze kilka innych ale z powodu średniej przytomności i specyficznej pory dnia, a raczej nocy, nie pamiętam wszystkiego.
Ciężkie to były chwile, ale daliśmy radę. Mój pierworodny zjednoczył się również z bratem i zaniechał walk i krzyków, a na dowód tego że ta sama krew w ich żyłach płynie - też się pochorował. Co prawda tylko ból głowy i ból brzuszka (chociaż mam wrażenie że z zupełnie innej przyczyny - mnie tez by rozbolał gdybym tyle zjadła), ale cierpiący był? - był! Został więc w domu 1 dzień. Jak się okazało wynudził się tak, że cudowne ozdrowienie nastąpiło i już dzisiaj rano z uśmiechem do szkoły pomaszerował.
A Marcin ... już wczoraj wieczorem miałam wrażenie że ma mu się na życie. Z przerażeniem patrzyłam jak znika kolacja. Dzisiejszej nocy wszyscy spali spokojnie.
Najmłodsze me dziecię już nie przecieka.
Medal dla Babci Jadzi za wytrwałość, bo nie lada wyczyn to zostać z moimi krasnalami w domu, cały dzień, bez możliwości wyjścia ... No i ta mąka ziemniaczana ;)

"DURSZLAK"


"DURSZLAK, cedzak (inaczej durszlak od niem. Durchschlag) – rodzaj specjalnego sita w formie miski lub garnka z podziurkowanym dnem. Może być wyposażony w uchwyt oraz w podstawkę lub nóżki, które pozwalają mu stać samodzielnie i umożliwiają swobodny odpływ cieczy. Służy do odcedzania i płukania żywności.

Współcześnie durszlaki produkowane są głównie ze stali nierdzewnej bądź plastiku, wcześniej z gliny i ze stali emaliowanej. Tradycyjnie dziurki w durszlaku nie są rozmieszczone jednorodnie, lecz są ugrupowane w powtarzające się wzory (głównie sześciokątów)."
Durszlaki produkowane są również z blachy nieocynkowanej, co zwiększa ryzyko korozji.

Po doczepieniu 4 kół mogą służyć jako środki lokomocji, potocznie zwane maluchami, bobami, czy pchłami.
Te zmechanizowane, czasem odmawiają posłuszeństwa, ale generalnie można na nich polegać. Z pewnością chronią użytkowników przed szokiem termicznym - mała różnica temp w porównaniu z tą na zewnątrz. Jednocześnie zauważyć można zależność - im więcej dziur, tym lepsza klimatyzacja i sprawniejszy obieg powietrza ;)
 Małe, podręczne, wszędzie się wcisną ...
Mój durszlak to GROSZEK

Tak więc jakiś czas temu ( jakieś kilka dni, dwa chyba), mój durszlak odmuwił posłuszeństwa. Nie pomagały prośby, groźby nawet. Nie chciał zagadać i już. Tylko krzyczał głosem alarmu, że niby za słaby i jak go nie naładuje to bedzie ciągle zapłon odcinał czy coś.
Dzielny Sebastian starał się go przekonać również. Próby odpalania z tzw "popychu" nie powiodły się ( może dlatego że cały czas był na ręcznym i Sebuś choć silny chłopczyk, nie był w stanie go rozbujać do prędkości jaka być powinna - swoją droga, niezły ręczny).
Widząc pot na jego czole, postanowiłam zadziałać i wykorzystać swoje znajomości, tzn sąsiadów. Przeleciałam się po kilku (grzecznie zapukałam, zadałam pytanie, po oczywistej odpowiedzi, "nie, bardzo mi przykro", grzecznie dziękowałam i mknęłam dalej). Oblatywanie sąsiadów było w celu ustalenia który z nich jest szczęśliwcem posiadającym PROSTOWNIK - bardzo fajna rzecz, której działania nie do końca rozumiem, ale istotny jest fakt że reanimuje akumulatory. Tak więc znalazłam -Witek dziękuje ci jak  nie wiem co. Najśmieszniejszy jest fakt że sąsiad ów nie ma samochodu i w sumie nie wiem czy kiedyś miał. Ale prostownik, to juz pierwszy krok!
Samo urządzenie ładujące to już było coś, ale groszek nie taki łatwy jak by się wydawało. Sebastian zszedł po akumulator ... Wrócił na górę po dłuższej chwili - bardzo dłuższej ;) Mój dzielny wojownik - zmęczony, usmarowany. Właśnie tak wyobrażałam sobie rycerzy którzy wracali po udanej walce ze smokiem co najmniej. No więc taki uśmodruchany z uśmiechem na twarzy, jego oczy wołały "pić" a on "udało się" czy coś w tym stylu. Okazało się ze Durszlak stawiał opór przed wyjęciem "serca". Po odłączeniu klem od akumulatora (zaskakuje mnie mój zasób fachowego słownictwa) zaczął wyć alarm i nie chciał przestać. Zdesperowany wojownik odciął część kabli - bez zmian aż w końcu w akcie desperaci odciął resztę. Akumulator wyjęty. Alarm odcięty, syrena w domu na pamiątkę.  Groszek zamilkł :)
Po kilku godzinach szybkiego ładowania ( 2 godziny na napięciu 5 amper - jaka ja teraz mądra jestem - fascynujące), rycerz mój o którym mowa była wcześniej - Sebastian - dzielnie popędził na spotkanie z prawda. UDAŁO SIĘ!
I tak oto kolejny piękny jesienny dzień rozpoczęty. Od samego rana mogłam poprawić humor kilku osobom, które wymijały, wyprzedzały i generalnie poruszały się duuuuużo szybciej niż ja w swoim durszlaku (podobno to żadna sztuka). Myślę ze co najmniej kilkoro z nich dowartościowało się, że takie fury maja :)

Kolejny piękny dzień:)

środa, 7 października 2009

Małe codzienności ;)

Nasza codzienna codzienność ...
No cóż, nie musi być taka szara, zwykła i codzienna. Pewnie nawet nie jest, tylko czy umiemy to dostrzec?
Kilka dni temu nabyłam drogą kupna coś co popularnie zwie się samochodem. Mała, zielona pchła, przeze mnie i chłopców słodko nazwana groszkiem. Jestem właścicielką fiata 126 Maluch. Czuje się dumna ;)
Nie wydałam na niego majątku, raczej resztę oszczędności. Zdesperowana jazdą autobusem do pracy, powiedziałam dość.
Podniecona samym faktem i z powodu oświetlenia - było ciemno, sprawdziłam tylko czy odpala. Silnik mruczał - kup mnie, nie zostawiaj mnie ... no i już był mój. Blacha i inne rzeczy były w tym momencie nie istotne. Jak się później okazało, mój "groszek" przypomina bardziej durszlak, ale jeździ. Przez 4 ostatnie dni nie wypadłam, wiec nie jest źle ;) Nawet udało mu się rozbujaćgo do 80km/h. Rzec by można - fascynujące.
No więc dzisiejszego poranka, jak zwykle wyszłam z domu i swoje kroki skierowałam w stronę Groszka. No i cóż - biedak się chyba przeziębił, bo tylko zakaszlał i wydał kilka dźwięków ostrzegawczych - zapomniałam wspomnieć że groszek, to wypasiona wersja z zainstalowanym alarmem. Nie miał siły nawet pomrugać :( Biedaczysko.
Pożegnałam się z nim grzecznie, życzyłam miłego dnia i żwawo ruszyłam w stronę przystanku. Muszę przyznać że nie było mi aż tak strasznie przykro. Chciałam kupić bilet i dopiero w 4 kiosku udało mi się, bo albo nie było takich jak ja potrzebuje, albo jak już był, to pani nie miała reszty żeby mi wydać. No ale jak ktoś czegoś bardzo chce, to nie ma rzeczy niemożliwych, nawet takich jak zakup biletu.
Wsiadając do autobusu, bałam się zetknięcia z rzeczywistością. ścisk zaspanych, ziewających ludzi, którzy nie do końca są zalogowani i może nie wszyscy wiedzą gdzie jada i po co właściwie wsiedli do tego autobusu - najprawdopodobniej po to żeby schronić się przed deszczem, "Stare baby śmierdzące anginą" jak zwykł mawiać mój ulubiony były (prawie) mąż.
Okazało się że nie ma aż takiego ścisku, nikt nie śmierdzi, wszyscy wyglądają w miarę przytomnie, nawet jest miejsce siedzące. Jakże miłe rozczarowanie z samego rana. Przypomniałam sobie, że nosze w torbie książkę, na którą ostatnio nie miałam zbyt wiele czasu. Godzina dla mnie :)
Czułam się tak, jakbym wracała wspomnieniami do jakiejś odległej przeszłości. A jeszcze nie minął tydzień ... Jak to człowiek szybko się odzwyczaja.
No i jeszcze jeden pozytyw w całej tej historii - moja mama bardzo się ucieszyła że nie pojechałam do pracy durszlakiem.
MAMO! Postaram się schudnąć, aby zmniejszyć ryzyko wypadnięcia ;)

P.S. Drodzy klienci pewnej firmy w której mam przyjemność pracować, możecie śmiało przyjeżdżać, miejsca na parkingu dzisiaj nie zabraknie. Nie wiem co będzie jutro ;)

Zapowiada się całkiem fajny dzień :)