czwartek, 25 sierpnia 2011

JASKÓŁECZKA


- Mamo, co mam zrobić z tym papierkiem? - zapytał Marian miętosząc papierek od gumy do żucia.
- Nie wiem jak ty, ale ja zazwyczaj wyżucam takie rzeczy do śmieci - odpowiedziałam.
- Ale tu nie ma nigdzie śmietnika!
- To schowaj do kieszonki. Jak będzie jakiś w pobliżu, to wyrzucisz.

Kilka minut później, w autobusie

- Mamuniu, zobacz co dla ciebie zrobiłem! To JASKÓŁECZKA. Piękna prawda?! Ale jeśli będziesz chciała ją wyżucić, to się nie pogniewam! Obiecuje!

Tak oto stałam się posiadaczką JASKÓŁECZKI zrobionej z papierka po gumie do żucia, która to jaskółka bezbłędnie doleciała do najbliższego śmietnika.To dopiero recycling oraz zaradność nieletnich!




Jaskółeczka znaleiona w sieci

niedziela, 21 sierpnia 2011

PRZEDŁUŻACZ


Osobniki spokrewnione ze mną genetycznie, mają pewna wadę - bywają nieobliczalne oraz MIEWAJĄ dziwne pomysły. Okazuje się jednak i z dłuższe  przebywanie z nami, powoduje iż stan ten udziela się.


"Kochanie, zgadnij co zrobiliśmy ...
Poszliśmy kupić PRZEDŁUŻACZ, ale nie mieli żadnego. Więc zamiast tego mamy CHOMIKA"

Komentarz zbędny.
Dlatego właśnie kocham swojego szwagra, a mojej ukochanej siostrze ... Jestem z niej dzielna :)
Gratuluję CHOMIKA, oraz życzę aby nowy członek rodziny okazał się płcią brzydką, ewentualnie "niezaciążoną" płcią piękną


sobota, 13 sierpnia 2011

13 ty

JEDZIEMY DO GDYNI - trąbiłam od tygodni.
Wszystko niemalże zaplanowane. Delegacja powitalna na dworcu docelowym umówiona. Miał być szampan, fajerwerki, dzieci sypiące kwiatki, białe gołębie i takie tam.
W myślach już spakowana - bo w rzeczywistości to nie koniecznie, buty skierowane w odpowiednim kierunku.


"Jak będziesz kupowała bilety, to kup do Oliwy" otrzymałam wiadomość od koleżanki, naszej nadmorskiej gospodyni i głównego członka komitetu powitalnego.
Oliwa?! Że Gdańsk Oliwa jest, to wiem, ale że Gdynia, to nie wiedziałam.
I tak od smsa do smsa, kilka dni temu dowiedziałam się, że jednak jedziemy do Gdańska!
Dobrze że wiem to teraz, a nie jak już przejechalibyśmy docelową stację. Zostałoby nam jedynie pomachanie czymkolwiek oczekującym nas na peronie.
Planowy wyjazd MIAŁ być w piątek, a w zasadzie to w sobotę o 1:13.
Zapobiegawczo - bo ja rozsądna jestem, postanowiłam kupić bilety 2 dni wcześniej, żeby nie stać w kolejce do kasy z zaspanymi krasnalami, w środku nocy kiedy to normalni ludzie przewracają się na drugi bok i smakowicie mlaszczą w sennej otchłani. Ale nie to żeby na mus, tylko przy okazji przebywania w okolicy dworca ...
Przecież w dzisiejszych czasach nikt już nie jeździ pociągami.
"WSZYSTKIE BILETY WYPRZEDANE"
"NIE MA MOŻLIWOŚCI DOBRANIA 3, a nawet 2 MIEJSC W JEDNYM PRZEDZIALE"
Zastanawiam się tylko, czy rzeczywiście jest takie przeludnienie, czy pani w okienku kasowym zapobiegawczo nie chciała sprzedać MI biletów?!
W końcu ja z chłopcami, to niezły skład.
No ale jak ktoś chce jechać 13go, to musi się liczyć ze wszystkim.
Ten sam tekst wyrecytowany został przy kolejnych kilku pociągach.
Pierwsze wolne miejsca w niedzielę.
Tak więc wypad będzie krótszy, ale będzie.

W związku z katastrofą o której cały czas trąbią (wykolejony pociąg relacji Warszawa - Kraków), pociąg którym mieliśmy jechać, będzie najprawdopodobniej odwołany albo coś.
Więc jak zwykle jest dobrze.
I mam czas na spakowanie :)
A zatem do poczytania po powrocie.

piątek, 12 sierpnia 2011

KTO POD KIM KRZESŁA ...


Ostatnio dochodzę do wniosku, że każda praca, może być twórcza. Jeśli nawet takie wystawianie faktur, paragonów na ten przykład jest pracą mało rozwojową, to towarzystwo w jakim się przebywa - owszem.

- Zobacz, połamane krzesło - powiedział jeden do drugiego - co z nim zrobimy?
- Choć postawimy je tak, żeby klient wchodząc od razu chciał na nim usiąść. Wiesz, wchodzi o ono woła "SIADAJ". Żeby nie musiał go przesuwać, tylko od razu - gotowe do użycia.

Jak pomyśleli, tak też uczynili. Zabawa jednak miała się nie rozkręcić, bo choć koledzy moi pomysły mają różne, to i serce MIĘTKIE.

- Panie kochany, niech pan tu nie siada, bo to niebezpieczne - uprzedzali potencjalne ofiary

Po jakimś czasie, kiedy to już wszyscy zapomnieli o swoich planach, usłyszałam z za drzwi swojego pokoiku "ŁUP" "DUP" "TRACH" i jeden wielki ryk - śmiechu.
Wyjrzałam cichutko i ostrożnie, bo z nimi to nigdy nic nie wiadomo. Zobaczyłam całą zgraję tarzająca się na podłodze ze śmiechu i rozwalone krzesło radośnie rozrzucone po podłodze. Domyśliłam się, że któryś spadł ...

Po kilku minutach, jak juz panowie byli w stanie złapać oddech i wydobyć z siebie kilka dźwięków zbliżonych do mowy ludzkiej, opowiedzieli mi część zdarzenia, która mnie ominęła.
Jeden z pomysłodawców akcji ten, który z oddaniem ustawiał "pułapkę", zapomniał o niej. Krzesło tak zachęcająco stało, czekając właśnie na niego, że usiadł ... ciąg dalszy już widziałam.

Wniosek?!
Kto pod kim krzesła łamie, ten sam z nich spada.


Krzesło znalezione w sieci