środa, 28 września 2011

STEFAN

Wziął i zaginął.
Uległ biodegradacji.

STEFAN zwiał.
Po powrocie do domu nie zastaliśmy go w słoiku.
Może nie smakowały mu muszki własnoręcznie upolowane przez Mariana?!
 Albo mrówki?!
Marcin ostatnio postanowił nawet się nie myć, aby pod gipsem robale dla Stefana się zalęgły.
A on wziął i wyparował.
Niewdzięcznik

czwartek, 22 września 2011

NIANIA



W życiu części mam przychodzi moment zwany "szukam niani".
Taki etap nastał i w moim .
W końcu babcia będzie babcią a nie opiekunką.


Najpierw na ogłoszenie "CASTING DO ROLI NIANIA" odzew był, ale inny niż oczekiwany. W sensie że kilka osób chętnych od zaraz , tyle tylko że od kilkuset do kilku tysięcy kilometrów dalej. Cóż, mimo wszystko jednak trochę za daleko.
Po jakimś czasie okazało się że muszę umawiać spotkania tylu chętnych ... Z różnym skutkiem, ale zawsze wybór jest lepszy niż jego brak.

Jedna z kandydatek
Starsza pani, miła. To ze zamiast zębów ma narośl - to nie jej wina. To że śmierdzi i nie można po jej wizycie wywietrzyć mieszkania - zdarza się. Ale jej komentarze ...
- Kochaniutka, niech się pani niczym nie martwi. Dzieci będą chodzić jak w zegarku. Będzie rygor, no ale wie pani, to są chłopcy. Na spacerek będziemy razem wychodzić ....
- Pani miła, niech się pani nie martwi że ja pani coś z mieszkania wyniosę. - w tym momencie się rozejrzała - U pani to nawet nie ma co wynosić.
- A chce pani od 16? A nie lepiej od 15? Tak? To świetnie. A może od 14?! Nie? No jak już tam sobie miła pani chce - tu nastąpił tak zwany foch (zapomniałam dodać że umawiam się na stawkę godzinową).

Tak wiec MIŁA PANI raczej nie będzie nianią chłopców  ku radości synów moich.
Mamy za to na oku jedna taką, fajowską. Tylko na razie ciśśśśś bo czekamy na jej odpowiedź (oby tak, oby tak)

A żeby nie było że się obijamy i nic nie robimy, to dzisiaj właśnie mieliśmy wizytę na pogotowiu w celu zagipsowania górnego przeszczepu latorośli mej najmłodszej.
Wziął i złożył się razem z kierownicą roweru. Na szczęście się nie połamał, tylko "poodpryskiwał?!
Radość wielka, bo teraz będzie szpan w szkole ...
Mam nadzieje że limit gipsów na to życie mamy już wyczerpany.


Niania znaleziona w sieci

środa, 14 września 2011

ZIEWANIE

- Mamo, bo z ZIEWANIEM to jest tak! Ziewa się, jak człowiek jest baaardzo szczęśliwy. I to tak ze szczęścia właśnie! - oznajmił mi Marcin podczas wieczornych operacji pt."idziemy do łóżkowic"
- Ja tam ziewam zawsze w kościele - skomentował Krzyś
- No właśnie. Oznacza to, że wtedy właśnie jesteś  bardzo, ale to bardzo szczęśliwy! - kontynuował młody - Ja na przykład, jak kiedyś bardzo długo bawiłem się na placu zabaw i zjeżdżałem ze ślizgawki, to cały czas ZIEWAŁEM. Taki byłem radosny! A teraz często ziewam na lekcji religii.
- O, zobacz mamo jaki ze mnie szczęściarz. Nic tylko bym ziewał ze szczęścia. Ale jestem radosny!

Ziewnąwszy ucałowali rodzicielkę, utulili i zasnęli.
Moje szczęśliwe i uduchowione dzieci





Ziewulce znalezione w sieci

piątek, 2 września 2011

STEFAN


Zazwyczaj NORMALNE dzieci,w lesie bawią się patykami, szyszkami, włażą na powalone drzewa ... Opcji jest cała masa. Nigdy nie twierdziłam że moje własne, osobiste pociechy mieszczą sie w standardzie, ale ...

Czym w lesie może bawić się Marian?!
Tam jest tyle robaków o różnej ilości odnóży, żuki, żaby, krety ... A to wszystko niezwykle fascynujące.
Nie raz usłyszałam z jego ust słowo "KRĘGOWIEC", czy "Z RODZINY PAJĘCZAKÓW"
Sam kiedys groził, że jak będzie dorosły to zostanie ARTYSTĄ albo ROBALOLOGIEM.
Jak dla mnie bomba. Artystą może być zawsze, a taki robalolog na ten przykład w roli leśniczego.
Byleby tylko moja skromna osoba nie musiała z tym wszystkim mieszkać.

- Mamo, zobacz co złapałem! - zawołał radośnie Marcin powracajac z bandą dzieciorów (w tym moje osobiste 2 szt) z nad stawu, trzymając w ręku COŚ.
- Co to synku?
- STEFAN! Sam złapałem!

Tak oto od tygodnia mamy w domu Żabę. Mieszka w dużym słoju z kamorem, wodą i roślinkami. Aktualnie czeka na przydział własnego M1 pt "wygodne akwarium".

- Mamo, nakarmiłem go ĆMEM! Ale pająk mu nie smakował! Ten żywy też!
Najbardziej na świecie lubi mrówki i małe muszki, które to Marian dzielnie łapie. Zakupiony pokarm dla żółwi (podobno dla żab też odpowiedni) nie przypadł do gustu wrażliwego podniebienia Stefana. Ale kto by chciał suszone krewetki?!

Na szczęście zwierz został dobrze wychowany przez swoich rodziców, bo nie załatwia swoich potrzeb fizjologicznych na podłodze, oraz nie gubi sierści. Może dlatego że takowej nie posiada oraz nie wychodzi ze słoika.

Ciekaw z czym jeszcze przyjdzie mi mieszkać.