piątek, 28 października 2011

ZUCH


Młody, przystojny ... chociaż ciężko jest mi to ocenić obiektywnie.
Z pełna odpowiedzialnością, mogę stwierdzić iż jestem jego pierwszą kobietą w życiu, bez pamięci w nim zakochaną. Dla mnie zawsze będzie "przystojniakiem". Właściciel specyficznego humoru. Zawsze wie jak się ustawić, żeby było dobrze, wygodnie.
Słodki kociak z pazurkiem.
Wydarzenie dnia dzisiejszego urosło do rangi WYDARZENIE ROKU.

Normalnemu facetowi, wystarczy jedna kobieta. Ale nie jemu.
Siedział otoczony 3 pielęgniareczkami. Jedna czule trzymała za rękę, druga szeptała miłe słówka w celu odwrócenia uwagi. Trzecia - wykonywała powierzone jej zadanie.
Cierpiał strasznie, czy raczej grał doskonale.
Otoczony młodymi pannami - przeżył.
Krzyś - syn mój pierworodny - przeżył pobranie krwi!
ZUCH, a może kombinator i manipulant?!

Otwierać szampana  w celu świętowania powodzenia i braku ofiar?!
A może poczekam do Sylwestra. Kto wie co się jeszcze wydarzy?!


Kiciuś znaleziony w sieci

wtorek, 25 października 2011

IAIO A'LA MARIAN

Najlepsze na świecie jest JAJO i każdy doskonale o tym wie. Nikomu nie trzeba o tym przypominać. Nie każdy jednak miał okazję próbować JAJA FASZEROWANEGO a'la MARIAN.


Oczywiście nazwa oraz przepis objęte są prawem autorskim potomka mego:

IAIKO NAPU
KEĆUP.MAIOZEN
I PIEPSZ

Pisownia oryginalna zachowana.
A jajka - wyśmienite
SMACZNEGO


wesołe iaia znalezione w sieci

piątek, 7 października 2011

GOLLLL

Piłka nożna jest to taka dyscyplina sportu, która zdecydowanie do mioch ulubionych nie należy. Powiedziałbym wręcz że znacząco mnie uczula każda jej forma. Od ogladania na czynnym uczestnictwe kończąc. Ale czegórz matka nie zrobi dla dzieci swoich w ramach uszczęśliwiania i spełniania marzeń?! Więc zrobi wszystko co tylko bedzie mogła we wszechświecie. Tak myślę. Przynajmniej ja tak mam.
Tak wiec zdarzyło mi sie nie raz, nie pięć a ze dwadzieście grać na pozycjach przeróżnych w rozgrywkach ... nazwijmy je "podwórkowymi".
Kiedy w TV jest mecz, pokornie oddaje się prasowaniu albo błąkaniu po necie. Wtedy również Marian może liczyć na długie usypianie z przytulaniem i pogaduchami, na które nie zawsze jest czas. Pewnie dlatego - ku mojej radości - syn mój młodszy nie przepada za tą gra wspaniałą.
Wożę na treningi 4 razy w tygodniu starszego potomka. Chociaż "wożę" w moim przypadku ogranicza sie raczej do "organizuje transport". W kazdym razie jak na razie skutecznie.
Słucham relacji z superakcji na boiskach ...

- Mamo! Strzeliłem gola! - wykrzykiwał Krzyś radosnie po powrocie z treningu
- Super. - opdowiedziałam z lekko udawanym zainteresowaniem.
- Ale wiesz jak to było?
- No opowiadaj.
- No więc to było troche przypadkiem. Jak stałem tak koło bramki i tamten strzelił tak mocno że ona mi sie odbiła o brzuch. Zgięło mnie w pół i wpadła bo bramki.
- No to rzeczywiscie niezły przypadek.
- Tylko że ona wpadła nie do tej bramki co powinna.
Po chwili namysłu dodał
- Ale liczy sie sztuka nie?

Tak więc rośnie mi w domu strzelec wyborowy.
Byle tylko goli w postaci pał w szkole za dużo nie strzelił.


GOL znaleziony w sieci

środa, 5 października 2011

U FOTOGRAFA

Potomstwo me znane jest z niezwykłej żywotności, radości ogólnej, wyobraźni niezmierzonej i ogólnego zakręcenia. Tę ostatnia cechę mają oczywiście po matce.
To że nie zdąrzę zrobić młodemu zdjęcia do legitymacji, było do przewidzenia. Wszak zawsze można zrobić to później lub kiedy indziej, ale wtedy zazwyczaj jest już za późno oraz tysiąc innych rzeczy nagłych wyskoczy. Jak na ten przykład zdejmowanie gipsu, czy wizyta alarmowa u stomatologa. Swoją drogą, czy wiedzieliście że gips ściąga się 5 godzin?! Nasze placówki medyczne są najlepsze na świecie!

No ale nie o placówkach medycznych i chorej służbie zdrowia miało być.
Wszak brak zdjecia do legitymacji, kiedy informacja wyraźna DO WTORKU, to sprawa poważna.
Marian wizje miał najstraszliwsze. Od pały na wydaleniu ze szkoły kończąc.
Ja oczyma wyobraźni widziałam "szczęśliwą" minę pani sekretarki, na wieść o tym, że "Galińskie" znowu czegoś nie mają, zapomnieli, zgubili, wyprali... Wszak ostatnio już prawie groziła mi śmiercią jak grzecznie poinformowałam że zagubiłam dzieciom karnety na obiady - ZNOWU. 150 uczniów spożywających posiłki nie ma problemów, tylko zawsze MY.
Zapewne na dźwięk naszego nazwiska, pani sekretarce opadaja ręce i rajtuzy falują oraz dostaje dreszczy. No ale w sumie dzięki temu jesteśmy zapamiętywalni :)
Tak czy inaczej problem zdjęcia był. Bo jak pojechać do fotografa, kiedy wracam z pracy po 18tej, a wszystkie mi znane automaty do zdjęć uległy biodegradacji?! Z pomcą przyszla nam NASZA NIANIA. Zabrała krasnali w celu wyżej wymienionym.

Historie z "u fotografa" znam niestety tylko z opowiadań ...

Syn mój artysta, aktor i wszystko inne w jednym przepięknie ustawił się do zdjęcia. Pani fotograf zachwycona była postawą potomka mego, do czasu ...
- To teraz PATRZ na mnie i się uśmiechnij ... PSTRYK
W tym momencie następowało zamiast skupienia, rozluźnienie i Marcin posmarkany musiał pozować jeszcze razy kilka.
 W oczekiwaniu na wywołanie zdjęcia
- Zobaczcie chłopcy. Na tym zdjęciu w złotej ramie to jest chyba pani fotograf! - powiedziała nasza Agatka
- No! - odpowiedzieli znudzeni. Po chwili dodali - ale musiała być tu baaaaardzo młoda!
Młodzież latała po pracowni szukając co ciekawszych eksponatów. W pewnym momencie, NASZA NIANIA zauważyła, że panowie z zainteresowaniem, wielkim oraz chichotaniem pod nosem oglądają jeden z albumów położonych zapewne do oglądania. A tam pośród portretów i zdjęć przeróżnych prawie AKT. Co prawda pani na zdjęciu miała szarfy przesłaniające jej walory, ale dzieciom w tym wieku wiecej nie potrzeba. Zadowoleniu nie było końca.
Jak już ów album został zwiniety przez NASZĄ NIANIĘ, chłopcy znaleźli sobie inne zajęcie. Stały tam bowiem różne rekwizyty, jak na ten przykład konie na biegumach. Krzyś wskoczył na mniejszy, Marian na większy i urządzili wyścig po zakładzie. Nasza Agatka czekała tylko na moment, kiedy zostanie wezwana ochrona i wszyscy razem zostaną usunięci.

Były zdjęcia prawie posmarkane, uchachane oraz z nienaturalnym wytrzeszczem oczu, wszak dziecko starało się bardzo.
Nie wiem jakim cudem, ale im się udało.
Zdjęcie wygląda całkiem fajnie, a w zasadzie to syn mój na zdjęciu.
Nie trzeba będzie zanosić do szkoły zdjęcia z przed 4 lat :)

A nasza niania .... jest aniołem :)

wtorek, 4 października 2011

Romans

Jego podchody trwały długo.
Od kilku tygodni kręcił się gdzieś w okolicy. Zaprzyjaźnił się z potomstwem, kolegami z pracy. Ostatnio nawet posunął się do bliskiej znajomości z Selerem.
Wprosił się na imprezę do znajomych ...
Czy było mi żal że mnie nie zauważa ?! Nie bardzo.
Powiedziałbym nawet, że starałam się ograniczać kontakt z osobami z którymi aktualnie przebywał. Nie specjalnie przypadł mi do gustu.
Okazało się jednak,  że jego podchody miały konkretny cel.
Uśpił moją czujność.
Jak już byłam pewna, że moja skromna osoba w ogóle go nie interesuje, że nawet nie obróci się za siebie przechodząc obok - DOPADŁ mnie.

Najdziksze bywają wieczory. Rozpala mnie wtedy do nieprzytomności, nie pozwala spać ...
Mam nadzieję, że nasza znajomość nie potrwa długo. Zdecydowanie nie pasujemy do siebie. Sypia się z nim niewygodnie ...
Tylko jak mu to powiedzieć, żeby nie urazić?!
Dostrzegam jednak  plusy tej znajomości. Po raz pierwszy w pracy usłyszałam od swoich kolegów
"Kosa, ależ ty pociągająca dzisiaj jesteś ..."

Romans z KATAREM musi zostać zakończony!