czwartek, 29 sierpnia 2013

ZAGLĄDA TU JESZCZE CZASEM KTOŚ?

Moja wina. Moja wina ...
Tyle czasu nie było mnie na blogu, że pewnie już nikt tu nie zajrzy.
Trudno.
Oj działo się, działo ...
Jakby chcieć opowiedzieć wszystko, to pewni jakiś bestseler by powstał ... pomyślę.

Tak czy inaczej:
Mieszkania nie sprzedałam, nie zamieniłam, nie kupiłam większego, tylko bałagan zrobiłam straszny. Co prawda nie sama, bo poza standardową siłą bałaganiąca miałam jeszcze do dyspozycji na czas wakacji swoją ulubioną młodsza siostrę z jej dziećmi szt 2. Czasem bywał również mój szwagier. Tak więc brygada konkretna.
Dodam że ów nieład powstał na skutek przebywania osób wielu na stosunkowo niewielkiej powierzchni oraz pakowania się*.

Ale co to taki bałagan dla takiej Jadzi (czyt. rodzicielka moja osobista, własna)?! Dla niej nie ma rzeczy niemożliwych.
Jak tylko zamknęły się za nami drzwi, skrzyknęła swoje koleżanki i znów mieszkanie błyszczy. Może spokojnie wpuszczać zwiedzających ...
Szkoda  tylko że nie wiedziałam wcześniej że ma takie znajome - miłośniczki porządków.

Ale jak by ktoś z okolic potrzebował ....

W każdym razie spakowaliśmy się, dolecieliśmy do celu (chociaż miałam obawy czy do samolotu nas wpuszczą) i teraz osiadamy na Zielonej wyspie.

Czekamy tylko na nasze paczki z ubraniami, bo jedne dziwnie błądzą ... a kolejne - czekają na wysyłkę. Kto inny mógłby zapomnieć zamówić kuriera jeśli nie ja?! Najwyżej moja siostra, ale ona jest ze mną spokrewniona, więc to raczej tendencja rodzinna.

Jak nie dotrą, to będziemy chodzić w tym co udało nam się przewieźć, aż zedrzemy - 1 para spodni, 3 podkoszulki, kila par majtek, skarpetek i kurtka - na osobę.
A miał być lans.






*Ostatniego wieczoru, jak już chaos dosięgnął sufitu, kiedy jeszcze ostatnie paczki były zaklejane, wpadli do mnie znajomi z pomocą i z winem. Na to wszystko weszła pani w sprawie ogłoszenia o sprzedaż mieszkania ... i mam wrażenie, że gdyby nie rower zostawiony pod klatką, przyłączyłaby się do pakowania. Ale zakupu nie dokonała. I dobrze jej tak.