czwartek, 31 stycznia 2013

JAK DZIECKO WIE ...

Jak to jest mieć dziecko kujona?! Może nie kujona zaraz ale dziecko które bardzo, czasem za bardzo przejmuje się szkołą (nie wierzę że to mówię).
Chyba niezdrowo dla niego, w sensie dziecka.
- Czy jak się nie nauczę tej tabliczki mnożenia, to będę mógł zostać jutro w domu?
- Nie ma takiej opcji. - stwierdziłam - Poza tym bystry chłopcze jesteś i dasz radę. Razem będziemy się uczyć.
- A jak się nie nauczę?! Brzuch mnie boli!

I tak przy kubku mięty minął nam wieczór. No i jeszcze przy stosie kartek na których robiłam mu kolorowe "dyktanda"?! z tabliczki mnożenia.
Mnożenie, dzielenie .... blech

- 24:2?
- Yyyyyyy... nie wiem.
- Marian wiesz. Skup się.
- Nie wiem! Ja nie umiem - mamrotał już prawie przez łzy.
- Stary, mam 24 cukierki dla ciebie i Krzyśka. Musisz je podzielić. SPRAWIEDLIWIE - dodałam na wypadek gdyby chciał liczyć 2 - dla mnie 1 - dla niego.
- No, to chyba oczywiste że 12 -odpowiedział bez zastanowienia.
- No popatrz! Czyli że ile to jest 24 :2?
- No 12! Ha, wiedziałem!
- Czyli że da się? Umiesz?
- Mamo, bo jak dziecko wie, to potrafi!


wtorek, 22 stycznia 2013

NIGDY W ŻYCIU

Gdybym była na miejscu jakiegoś znajomego mego i jeszcze na dodatek bym się lubiła, to znaczy mnie, to po przeczytaniu tego wpisu zaczęłabym się bardzo o siebie, to znaczy o mnie martwić.
Podałabym termometr, względnie zadzwoniłabym po pogotowie lub kogoś z kaftanem.

Ci którzy mnie znają wiedzą, że jest na świecie kilka rzeczy, których nie zrobię NIGDY W ŻYCIU, albo których nie cierpię tak bardzo, że na samą myśl skóra na plecach mi się jeży i włosy dęba stają. Musiałoby się stać nie wiem co żebym zdanie zmieniła.
Nie założę bikini,
Nie będę chodzić na szczudłach.
Nie cierpię szpinaku i CZOSNKU.
Ten ostatni jestem w stanie znieść tylko w soli czosnkowej i to jako dodatek do mięsa przed obróbką termiczną, lub w sosie do pizzy w proporcjach pół łyżeczki sosu czosnkowego + wiadro pomidorowego.

Półtora tygodnia temu odstawiłam antybiotyk - dzisiaj znowu boli mnie gardło i zaczyna mi kapać z nosa. Jak już kiedyś wspomniałam, za sprawą pomyłki, jestem słabej dupy. Albo to może taka silna empatia. Niech biedak nie cierpi sam, pochoruje razem z nim.
U mnie w pracy niektórzy zaczynają wyglądać jak świnie. Nie wiem czy to za sprawą grypy czy charakteru. Przerażona że i ja mogę podzielić ich los, postanowiłam działać a nie tylko się przyglądać.
Nabyłam drogą kupna czosnek i zrobiłam sama, własnoręcznie, bez niczyjej pomocy (no dobra, korzystałam jedynie ze wskazówek mojej Gruszki) sos czosnkowy. Z makaronem i kurczakiem nie jest taki zły. Moje potomstwo stwierdziło nawet zgodnie że jest lepszy niż w naszej ulubionej pizzeri.
To że go zrobiłam to jeszcze nic, choć i tak nadaje się żeby zapisać szarym mydłem na kominie. Ja go ZJADŁAM. 

OGŁOSZENIE

Jeśli w najbliższym czasie zamierzasz nas odwiedzić i nie lubisz woni czosnku - nie przychodź, lub upewnij się wcześniej czy takowy został przez domowników spożyty.
Jeśli zjadłeś a my nie - nie wpuszczę do domu, chyba ze wcześniej umyłeś zęby.
Jeśli nie zjadłeś a ja tak - najwyżej nie będziesz się ze mną całować chyba że ci to nie przeszkadza.


****
Oraz pragnę wspomnieć iż mój ulubiony starszy syn od wczoraj, tzn od Dnia Babci jest pełnoprawnym nastolatkiem. Raczył bowiem skończyć 11 lat.
A ja ciągle piękna i młoda
 


środa, 16 stycznia 2013

ŚRODA

Po poniedziałkowej depresji przyszedł czas na środę.
Na razie nie najgorszą, bo koniec tygodnia już widać, więc dam radę. Chyba?!

Wstawanie o 6 mi nie służy. Powiedziałabym nawet że to bardzo niehumanitarne jest. Bardziej jednak nie służy mi zbyt długie przebywanie poza domem (zastanawiam się czy jestem do końca świadoma słów moich). Wychodzę przed 8, wracam po 21. Wyrazy szacunku dla osób które maja tak na co dzień i nie zwariowały.
Ja na dłuższą metę pewnie bym nie podołała.  Poległabym po kilku tygodniach (w wersji optymistycznej) gdzieś pod jakimś przecudnej urody płotem i zaklęłabym siarczyście.
Ale już zauważam syndrom ... opętania przez zmęczenie?!

Wczoraj, wracając do domu po pracowitym i długim dniu, postanowiłam wejść jeszcze do sklepu co by żywności nieco nabyć. Groziło bowiem że potomstwo zje na śniadanie suchary i z rzeczonymi pójdzie do szkoły. Z tego co pamiętałam w lodówce radośnie hulało światło i tylko resztki chleba pozostały. Była jeszcze opcja na kisiel,  bo tam mleka nie potrzeba.
Poszłam wiec do sklepu. Pani kasjerka gdyby miała taką moc, to by mnie pogryzła - tak bardzo uradowała się na mój widok. Ja też nie lubię tych co przychodzą 5 min przed zamknięciem, ale ja miałam całe 24 minuty. Mogłabym w tym czasie wykupić pół sklepu, a ja tylko po płatki, mleko i serek przyszłam. Udałam więc że nie widzę wymownego wzroku owej pracownicy. Przemknęłam szybko miedzy regałami zgarniając co ważniejsze oraz mniej ważne rzeczy. Przy kasie stanęłam z koszykiem i garścią pełną zakupów. Zanim wyłożyłam towar na taśmie, sprawdziłam po omacku czy portfel jest na swoim miejscu - był. Radośnie spakowałam zakupy zagadując kasjerkę, co by ugłaskać ją nieco. No i stało się to, czego już pewnie każdy z was się domyśla. Portfel był, ale pusty. To znaczy nie zupełnie, bo była w nim cała masa papierów, paragonów, wizytówek ... gotówy (co było do przewidzenia) oraz jakiejkolwiek karty brak. Żeby chociaż była jakaś stara, pusta, popsuta. Poudawać i dziwić bym się mogła, a tak - dupa zbita. Zrobiłam z siebie osła i już (do tego też można się przyzwyczaić).
Komentarz miny pani kasjerki jest w tym momencie chyba zbędny. Jeszcze tak szybko ze sklepu nie wychodziłam. W drzwiach minęłam się z ochroniarzami, którzy właśnie podjechali. Patrzyli się na mnie dziwnie i przez myśl mi przebiegło że pani kasjerka chyba nie tylko się wkurzyła ... Nie dogonili mnie. Nie wiem czy w ogóle zaczęli. Pewnie zobaczyli jak znikam niczym błyskawica i sobie odpuścili.

No i wróciła matka do domu bez pożywienia.
Na szczęście w domu znalazło się jeszcze jajko, co uratowało poranne śniadaniowe grzanki.

A dzisiaj jest fajny dzień.
Przynajmniej na razie. Czeka mnie jeszcze rozmowa z wychowawcą potomka mego i zdanie mogę zmienić. Na szczęście takie prawo przysługuje nam - kobietom, z którego i panowie często korzystają, ale co tam, niech sobie poużywają. To znaczy prawo do częstej zmiany zdań oczywiście.

Wczoraj dowiedziałam się od jednej mamy, że mój syn namawia do przemocy - śnieżkami, oraz że powinien leczyć się psychiatrycznie. Taaak ...

Byle do niedzieli.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

...

Depresja poniedziałkowa mnie dopadła. Z lekko zwiększoną siłą, wszak w tym roku jeszcze w pracy nie byłam. To znaczy byłam - dzisiaj.
Dzisiaj okazało się również że jestem taką normalną babą. Bo co robi każda prawdziwa kobieta?! - Nie ma się w co ubrać. Rzadko mi się to zdarza, ale dzisiaj uświadomiłam sobie że ...
W piątek koncert.
Tym razem wyjątkowo nie będę w roli widowni. Dobrze by było więc upodobnić się choć odrobinę do człowieka, co by pomidorem nie zarobić w twarz i z godnością ze sceny zejść no i wstydu potomstwu nie przynieść.
Do tej pory jakoś nie przejmowałam się tym w co się ubiorę, wszak mój urok osobisty, najcudniejszym przyodzieniem ... No i chyba będzie musiał mi wystarczyć. Mam tylko szpilki i krawat. Oraz niedoczas. Cały tydzień prosto po pracy będę jeździć na próby, a w piątek ... to chyba się teleportuję do BAJKONURA.

Może ktoś ma jakiś pomysł?
Może jakiś ocieplany worek jutowy na zbyciu ...


wtorek, 8 stycznia 2013

POMYŁKA

Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i na temat.
Nie gwarantuję że słowa użyte będą cenzuralne (chociaż jeszcze się zastanowię), bo te potocznie uznane za dozwolone nie mają takiej mocy przekazu. Oraz może być mydło z powidłem, czyli bałagan odzwierciedlający stan mojej głowy.

No prezent świąteczny na pewno jest oryginalny i najwyższej jakości!
GLUT.
Ile można mieć katar?! Podobno tydzień albo 7 dni. Ja jako wyjątek jestem potwierdzeniem reguły!
Dzisiaj mija 15 dzień mojej znajomości z nim No żesz kur.... de. Ile można?!
Kończy mi się antybiotyk, zwolnienie z pracy, a glut jak się rozgościł, to pójść sobie nie chce. Karmię ci ja potomstwo profilaktycznie witaminami i poję syropem z cebuli (ku ich radości ;). Na razie młodzi dają radę, a ja ... a mnie mógłby ktoś dobić?!

Bo temu na górze SIĘ POMYLIŁO!
Ja miałam być chudej dupy, a nie słabej!

Czy ktoś wie gdzie mogę napisać zażalenie?



środa, 2 stycznia 2013

2013 UWAŻAM ZA ROPOCZĘTY

Nowy rok uznaję za rozpoczęty  ... i to jak.

Pierwsze postanowienia Noworoczne już mam - w ramach wyciągania wniosków i uczenia się na własnych błędach.
1 - Nigdy więcej nie chodzić do pracy z gorączką i gilami do pasa (ewentualnie wchodzą w grę takie do szyi).
2 - Nigdy więcej postanowień noworocznych, bo i tak szybko o nich zapominam, a jak przychodzi do podsumowania, to człowiek tylko doła łapie że taki mało zdyscyplinowany i z zagubiona silną wolą ...

Wirus, którego miałam wątpliwą przyjemność otrzymać w prezencie gwiazdkowym, zadomowił się na dobre. W zasadzie to chyba ustąpił miejsca już jakimś innym dziwnym bakteriom czy czemuś tam, bo ponoć już nie prątkuję. Można się ze mną całować - nie powinnam zarazić. To jakiś plus.
Zastanawiam się czy to nie jest nowoczesna wersja rózgi dla niegrzecznych dzieci?! 
Jak w większości miejsc pracy, koniec miesiąca to zazwyczaj niezły czad, a koniec roku to już niezły kosmos. Jako osoba nad wyraz odpowiedzialna (za swoją pracę, bo za zdrowie to już nie bardzo) chodziłam z gilem do pasa i lekko wrząca w przerwie między świętami a Nowym Rokiem. Bo stary trzeba było pięknie zakończyć, nie zostawiać niczego na nowy ... No zakończyłam cudnie.
Dzisiaj zamiast zameldować się w pracy, odmeldowałam się u swojego ulubionego lekarza pierwszego kontaktu.
- Ależ pani dzisiaj jest pociągająca! - przywitał mnie w progu.
I nie miało to związku z moim nieodpartym urokiem osobistym, wdziękiem, urodą, skromnością i masą innych.
Okazuje się że ze mnie taka gorąca laska, że aż mi się zatoki zapaliły, a mój lekarz wie jak kobietę położyć do łóżka. Nie to żebym strasznie się wzbraniała, nie. Oprócz leków, dostałam przymusowe wolne 1,5 TYGODNIA!!!!

Jedne z tabletek, podobno dają "niezłego kopa". Oprócz tego że działają jak kret na uparte zatoki, to jeszcze doprowadzają pacjenta do takiego stanu, po którym nie powinien wsiadać za kierownicę.
ZAPAMIĘTAĆ:
Nie prowadzić przez tydzień.
Jest szansa że się uda, wszak osobistego pojazdu nie posiadam, ale nigdy nie wiadomo.
A lek jest niezły. Jeszcze zanim go wzięłam, już miałam jazdy. Wstawiłam pranie zamiast szybkie 40 min, to wybrałam 40'C - 1,5 godz. Niby cyfra się zgadza ...

Tak więc teraz grzecznie doprowadzam się do stanu używalności.

A mówiłam wam że moje "Noworoczne dzieci" są cudne?!
- Mamo, ale ty jesteś z tym katarem biedna i obdarta!

No coś w tym jest, nie da się ukryć.
Musiałam wyglądać żałośnie, ponieważ potomstwo moje (wszystkie 2 sztuki na raz) nie dość że grzecznie odrobiło lekcje, pozmywali po sobie po obiedzie (tylko miseczki po zupie, ale zawsze) oraz sami między sobą ustalili grafik. Będą zmywać po śniadaniu i wyrzucać śmieci na zmianę, bez bicia.

Jestem w niebie, albo mam dobre leki :)