środa, 2 stycznia 2013

2013 UWAŻAM ZA ROPOCZĘTY

Nowy rok uznaję za rozpoczęty  ... i to jak.

Pierwsze postanowienia Noworoczne już mam - w ramach wyciągania wniosków i uczenia się na własnych błędach.
1 - Nigdy więcej nie chodzić do pracy z gorączką i gilami do pasa (ewentualnie wchodzą w grę takie do szyi).
2 - Nigdy więcej postanowień noworocznych, bo i tak szybko o nich zapominam, a jak przychodzi do podsumowania, to człowiek tylko doła łapie że taki mało zdyscyplinowany i z zagubiona silną wolą ...

Wirus, którego miałam wątpliwą przyjemność otrzymać w prezencie gwiazdkowym, zadomowił się na dobre. W zasadzie to chyba ustąpił miejsca już jakimś innym dziwnym bakteriom czy czemuś tam, bo ponoć już nie prątkuję. Można się ze mną całować - nie powinnam zarazić. To jakiś plus.
Zastanawiam się czy to nie jest nowoczesna wersja rózgi dla niegrzecznych dzieci?! 
Jak w większości miejsc pracy, koniec miesiąca to zazwyczaj niezły czad, a koniec roku to już niezły kosmos. Jako osoba nad wyraz odpowiedzialna (za swoją pracę, bo za zdrowie to już nie bardzo) chodziłam z gilem do pasa i lekko wrząca w przerwie między świętami a Nowym Rokiem. Bo stary trzeba było pięknie zakończyć, nie zostawiać niczego na nowy ... No zakończyłam cudnie.
Dzisiaj zamiast zameldować się w pracy, odmeldowałam się u swojego ulubionego lekarza pierwszego kontaktu.
- Ależ pani dzisiaj jest pociągająca! - przywitał mnie w progu.
I nie miało to związku z moim nieodpartym urokiem osobistym, wdziękiem, urodą, skromnością i masą innych.
Okazuje się że ze mnie taka gorąca laska, że aż mi się zatoki zapaliły, a mój lekarz wie jak kobietę położyć do łóżka. Nie to żebym strasznie się wzbraniała, nie. Oprócz leków, dostałam przymusowe wolne 1,5 TYGODNIA!!!!

Jedne z tabletek, podobno dają "niezłego kopa". Oprócz tego że działają jak kret na uparte zatoki, to jeszcze doprowadzają pacjenta do takiego stanu, po którym nie powinien wsiadać za kierownicę.
ZAPAMIĘTAĆ:
Nie prowadzić przez tydzień.
Jest szansa że się uda, wszak osobistego pojazdu nie posiadam, ale nigdy nie wiadomo.
A lek jest niezły. Jeszcze zanim go wzięłam, już miałam jazdy. Wstawiłam pranie zamiast szybkie 40 min, to wybrałam 40'C - 1,5 godz. Niby cyfra się zgadza ...

Tak więc teraz grzecznie doprowadzam się do stanu używalności.

A mówiłam wam że moje "Noworoczne dzieci" są cudne?!
- Mamo, ale ty jesteś z tym katarem biedna i obdarta!

No coś w tym jest, nie da się ukryć.
Musiałam wyglądać żałośnie, ponieważ potomstwo moje (wszystkie 2 sztuki na raz) nie dość że grzecznie odrobiło lekcje, pozmywali po sobie po obiedzie (tylko miseczki po zupie, ale zawsze) oraz sami między sobą ustalili grafik. Będą zmywać po śniadaniu i wyrzucać śmieci na zmianę, bez bicia.

Jestem w niebie, albo mam dobre leki :)


2 komentarze:

  1. Nie ma to jak Nowy Rok rozpoczęty w niebie ;-)
    Wszystkiego dobrego w nim, oraz jak najwięcej tego nieba, byle już nie spowodowanego lekami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Akularku.
      Liczę na to że moim chłopcom tak już zostanie, nawet jak mój widok nie będzie już wywoływał odruchów litości ;)

      Dla ciebie również - cudownego Nowego :)

      Usuń