czwartek, 27 grudnia 2012

ŚWIATECZNY BILANS

Zaczęło się nieźle.
1 połamany ząb potomka,
1 wizyta na pogotowiu dentystycznym, jeszcze zanim święta się dobrze rozpoczęły.
Przygotowana na najróżniejsze kataklizmy, wszak dzieci pomysłowe mam nad wyraz, rozczarowałam się. Nic specjalnego w zasadzie się nie wydarzyło. Może za wyjątkiem skuteczności, a raczej braku skuteczności życzeń.

Radości, zdrowia, szczęścia ... Też to gdzieś słyszeliście?!
O ile radości miałam pod dostatkiem, szczęścia również, bo jak tu nie być szczęśliwym mając takie potomstwo, o tyle z tym zdrowiem to jakoś nie wyszło.
Składający życzenia musieli mieć skrzyżowane palce. U nóg chyba, bo te u rąk miałam zazwyczaj w zasięgu wzroku.
Od Mikołaja oprócz masy książek, dostałam w prezencie wirusa. Dzięki niemu mogłam bezkarnie leżeć w łóżku przez 2 dni. Teraz mam wyjątkowe poczucie zmarnowania czasu, oraz dzisiaj musiałam wrócić już do pracy. Czuję się tak, że chyba wolałabym żeby mnie ktoś dobił.

Byle do wiosny.

Z Marianowych haseł (ci co mają mnie na FCB już czytali - mogą pominąć ten fragment).
Chwila przed kolacja wigilijną:
- Synku włóż spodnie
- Które? Te od munduru?!

4 komentarze:

  1. To faktycznie w tym roku w zdrowie uderzyło... wirus, ząb... ale święta się skończyły, zatem może kataklizmów również koniec:-)

    Pozdrawiam poświątecznie z pracy również:-) Ech, jak mi się dziś nie chciało tu przychodzić, ale jeszcze tylko jutro i znowu trochę wolnego:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też przy życiu trzyma myśl, że zaraz weekend

      Usuń
  2. Ja puki co bumeluję a wirus jeno Księcia Małżonka dopadł. I właściwie to nie wiem czy nie lepiej żeby mnie. Bo kłopotu byłoby mniej;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie kłopotu - zamieszania byłoby mniej, bo najgorsza katastrofa w domu to chory facet. Chociaż jak jedyna kobieta w domu choruje, to też nie ma lekko.
      W związku z powyższym - zdróweczka dal wszystkich was

      Usuń