piątek, 27 lutego 2015

Z ADMINISTRACJI DO SZKOŁY SPECJALNEJ I POLICYJNE REKORDY, CZYLI JAK DOSTAŁAM PRACĘ

Wspominałam coś ostatnio że chwalić się będę swoją osobą na rozmowie o prace?!
Otóż  nic z tych rzeczy. Wcale nie musiałam.
Jak tylko przekroczyłam próg biura w którym byłam umówiona, wszyscy poznali się na moim wewnętrznym pięknie. Zewnętrzne było schowane głębiej.

A tak serio, to nigdy nie byłam na takiej rozmowie, a kilka już w swoim życiu zaliczyłam.
Zawsze mi się wydawało i wspomniane doświadczenie to potwierdzało, na rozmowie o prace trzeba się prężyć i swoje zalety eksponować - umysłowe rzecz jasna. Zawsze TO JA musiałam przekonywać że to właśnie MNIE potrzebują do pracy.

Wczoraj było nieco inaczej.
Z 20 min rozmowy - 15 min dwie panie przekonywały mnie dlaczego to właśnie tam powinnam się zatrudnić ..., a nie odwrotnie.

Szłam z nadzieją że dostane pracę w biurze, a zaoferowano mi miejsce w szkole specjalnej (wbrew pozorom nie w charakterze podopiecznego).
A gdybym się jednak nie czuła tam najlepiej to przeniosą  mnie do biura bez najmniejszego problemu ...
Nie wiem jeszcze gdzie jest haczyk, bo chyba musi być nie?!
Jestem zajebista, no ale nie aż tak.

Teraz czekam - kolejny już raz, na potwierdzenie o niekaralności.
Jak tylko upewnią się że grzeczna ze mnie dziewczynka - zaczynam pracę.



środa, 25 lutego 2015

MATKA POLKA CZYLI KOBIETA MULTITASK

My kobiety, matki, to jednak jesteśmy zajebiste.
Robię pranie, myjąc naczynia, drukując referencje i tuląc do snu potomstwo. Jednocześnie biorę prysznic i robię kanapki na rano do szkoły dla potomka, bo pewnie o świcie nie będę miała do tego głowy. Tylko na prasowanie zabrakło mi ręki przez kieliszek z winem.


Zapomniałam jeszcze o tym że czytam materiały o Vacie. I nie mam tu na myśli Waty cukrowej przez "V". Tu się rozgrywa walka o podatki.
Tak, na stare lata dla rozrywki, albo dla samobiczowania się uczę. Na księgową znaczy się.
Czytam i sama nie wierze w to co widzę.

Kobieta Multitask

A jutro rano wszyscy trzymają kciuki, bo będę się chwalić własną osobą na rozmowie o pracę!

P.S.
Czy dodałam że w przerwie popełniam posta?!

środa, 18 lutego 2015

SUSHI, CZYLI TO CZEGO TYGRYSKI NIE LUBIĄ WCALE.

Miało być Sushi.
Oficjalnie nie lubię ryb i tak już mi chyba zostanie.
Potomstwu staram się je serwować w postaci różnej na obiady i inne, wszak cieszą się dobrą opinią. Że niby zdrowe są. Oni lubią, więc co im będę bronić.
Przy okazji jakichś zakupów nabyłam drogą kupna glony (takie zielone, śmierdzące bibułki) oraz matę bambusową do "rolowania".
Postawiłam jednak twarde warunki - moja wersja sushi - bez ryb.
Rozgotowałam ryż, naszykowałam warzywka i inne ...
Zabraliśmy się do roboty ochoczo. Przyznam szczerze że wizualnie wyglądało to lepiej niż smakowało.
Wszyscy zgodnie rozwijali glony, które lądowały w śmieciach.
Serio, ktoś to lubi?


Ale wynalazek mamy zaliczony.
Skończyła się grypa, teraz zastanawiam się czy po wczorajszym wynalazku nie będzie zatrucia pokarmowego. Pierwsze ofiary mojego gotowania?!

Gdyby ktoś chciał, to mam prawie całe opakowanie śmierdzących wodorostów. Oddam z radością!

piątek, 13 lutego 2015

CHCESZ ROZBAWIĆ PANA BOGA? POWIEDZ MU JAKIE MASZ PLANY. CZYLI JAK TO MATKA DZIECIOM FERIE ZAPLANOWAŁA

Robotnicy poszli sobie.
Chociaż nie wierzyłam że cokolwiek może się zmienić - temperatura w mieszkaniu utrzymuje się na poziomie takiej, która nie zagraża odmrożeniom. Rano nie doznajemy szoku termicznego.
Nawet syf po ich pracy nie był tak wielki jakiego się spodziewałam.
No rozczarowanie na całej linii :)
Więc jest dobrze!

Ale z innej beczki.
Ostatni dzień w szkole przed feriami.
Planowałam potomstwu rozrywkę. Już w niedziele mieliśmy jechać na północ wyspy. Mieliśmy zobaczyć się ze znajomymi, chłopcy mieli spotkać się z tatą. A nie, przepraszam. Dawca jak się dowiedział że przyjeżdżamy to przestał ze mną gadać więc szanse na spotkanie były minimalne.
Tak, zionę jadem.
Już nawet miałam zaplanowany sposób na zdobycie dodatkowych pieniędzy co by na bilet kolejowy było - a to nie tania impreza.

Tak czy inaczej przyszły tydzień zapowiadał się pięknie.

No i dzisiaj się mi dziecko zagotowało.
Od jakiegoś czasu trąbią ze na wyspie panuje grypa. Wszyscy dookoła już mieli. Nawet ja. Moje potomstwo trzymało się dzielnie.
Aż do dzisiaj.
Tak więc nasze plany poszły się paść.
Chyba że to psikus piątku 13go :)

poniedziałek, 9 lutego 2015

REMONTY, ROBOTNICY, CZYLI CO ZROBIĆ ŻEBY POTOMEK BYŁ W SZKOLE PRZED CZASEM

Przyszli z samego rana. Robotnicy znaczy się.
Na szczęście uprzedzeni zostaliśmy o tym fakcie, więc byliśmy już zwarci, gotowi i nawet po śniadaniu.
Odprowadziłam potomka do szkoły, gdzie zauważyłam zaniepokojenie wśród niektórych rodziców.
Bo jak my do szkoły docieramy, to znak że zostało już tylko kilka minut do dzwonka. Tym czasem dzisiaj zaskoczyliśmy wszystkich. Byliśmy tak wcześnie, że aż mi prawie było wstyd.

Po powrocie do domu ugotowałam obiad, a że nie było na co popatrzeć, wszak panowie pracowali u sąsiadki no i ogólnie w wieku daleko poza moim zainteresowaniem, poszłam sobie. Bo co będę marnowała czas marznąć, jak mogę to samo robić w bardziej przyjaznej atmosferze - u mojej siostry.

Wracając z młodym jeszcze nakupowaliśmy owoców i radośnie pomaszerowaliśmy do domu zastanawiając się po drodze jak pięknie wygląda nasze mieszkanie.
Wyglądało pięknie - tak jak je opuściłam.
Syfu, kurzu i innych remontowych dodatków było pełno - ale u sąsiadki.
Do mnie nie mieli czasu wejść. Nie zdążyli.
Zagrozili że przyjdą jutro.
Porozstawialiśmy znowu meble co by było gdzie obiad zjeść - jak ludzie.
A teraz znowu trzeba wszystko na kupę.

W sumie to dobrze że do niej poszli na początku, Przynajmniej wiem że nic, totalnie nic nie może zostać na wierzchu. Tylko że owoców nie zdążymy zjeść. Podejrzewam że wszystko jutro będzie na środku łóżka przykryte gęsto tkanym prześcieradłem - tym którego nie mam.
W mieszkaniu zapanuje zima (jak po gładzi gipsowej) no i obiad pewnie będziemy jeść w jakiejś przydrożnej knajpie, bo nie będzie jak ugotować.
I dobrze mi tak.

Widzieliście już nowe tapety u Sebka?! Jeśli się nie wyprowadzę to na pewno taka właśnie będę miała na ścianie.




Jak by nie mógł ich mieć jak w PL mieszkałam.


sobota, 7 lutego 2015

ODCINEK SPONSOROWANY, CZYLI URODZINY CÓRKI I LOKOWANIE PRODUKTU

Czas pędzi jak szalony.
Kiedyś byłam piękna i młoda teraz zostało samo "i", a moja ulubiona córka skończyła 3 lata.
Wszystkiego Najlepszego Tosieńko!


A ja zaczynam przemeblowanie.
Pamiętacie jak przedstawiciel właściciela mieszkania groził że mi ociepli ściany?!
Panowie robotnicy maja przyjść już w poniedziałek. Trzeba się przygotować, ogolić nogi,  poodsuwać meble ...
I chociaż w głowie mam przeprowadzkę jeszcze nie wiem gdzie, to teraz zastanawiam się czy jak mi ściany pomalują, to czy będzie pięknie?!
A może tak by namówić ich na tapety?!
Chociaż długo byłam ich przeciwniczką, to po bliższym ich poznaniu nabrały zupełnie innego znaczenia.
Ale co ja tam się wymądrzać będę. Chcecie, to poczytajcie sobie u tego, co się na nich naprawdę zna.
Seler prawdę wam powie.


czwartek, 5 lutego 2015

PIZZA DOMOWA, CZYLI JAK WYPIĘŁAM SIĘ NA GLUTEN

Nie lubię gotować. Tak zwyczajnie.
Nie umiem gotować - chociaż ci co muszą to jedzą i nikt jeszcze nie umarł, a przynajmniej nic na ten temat nie wiem (możliwe że nie miał jak się tą informacja ze mną podzielić).
Staram się żeby moje dzieci przede wszystkim, a ja całkiem przy okazji - zdrowo się odżywiały.
Jemy dużo owoców warzyw i takich tam.
Naczytałam się nawet o glutenie że straszny i w ogóle samo zło. Ja od jakiegoś już czasu zauważyłam że zdecydowanie osobnika (glutenu znaczy się) nie trawię, a przynajmniej nie toleruję.
Więc starałam się wyeliminować jak mogłam. Nie wykluczam że w moim przypadku to jak z hipochondrykiem - naczytałam się i teraz mam, ale chyba coś w tym jest.
Ale ja tu nie chciałam hejtów na gluten, tylko zachwyt nad moją osobą a raczej umiejętnościami ...

Wyobraźcie sobie że nabyłam drogą kupna mąkę bezglutenową. Moja ulubiona młodsza siostra co prawda była szybsza i jej naleśniki biły rekordy zjadalności. Ja nie wiem, nie jadłam, naleśników z założenia nie lubię.
Postanowiłam zrobić sobie pizzę. Bo czemu wszyscy mogą jeść, a ja żarłok pospolity nie, a jak już zjem, to po 1 kawałku umieram.
I zrobiłam. Chłopakom kupiłam zwykłą - a co.
Zjedli moją, kupnej nie dokończyli . Tu chowam twarz między kolanami i przyznaję się bez bicia - wywaliłam, co by nikogo nie kusiło. Wiem, zmarnotrawiłam jedzenie, ale wstydzę się i obiecuję - to był ostatni raz.
Dzisiaj popełniłam taką pizze kolejny raz na prośbę potomstwa.
Chciałam powiedzieć że jestem z siebie dumna.
Była po prostu pyszna!
I wbrew pozorom taka pizza nie jest droższa w porównaniu z "glutenową" własnej roboty. Z tego względu że jest bardzo syta. Nawet moje "głodne Chiny" najadły się 2 małymi kawałkami. I porcja która normalnie na obiad wystarczyłaby na styk, wystarczyła jeszcze na kolację.


Albo się starzeje albo nie wiem co.

środa, 4 lutego 2015

REFERENCJE MOGĄ WSZYSTKO

Powiedziałam wysłannikowi właściciela mieszkania które wynajmuję (nadążacie?!) podczas jego comiesięcznej wizyty po haracz, że życzę sobie i grzecznie proszę o referencje, gdyż jedyne o czym marze to wyprowadzka w związku z niesprzyjającymi warunkami klimatycznymi.
3 dni później:
- W poniedziałek przyjdę z robotnikami i ocieplimy ci ściany. Może to zapobiegnie wychładzaniu mieszkania ... No i może jednak będziesz chciała zostać?!


No jak mi jeszcze zaczną dopłacać za to że zaszczycam ten lokal swoją skromną osobą, to się pewnie zacznę zastanawiać.
Jest dobrze!



Obrazek znaleziony w sieci

niedziela, 1 lutego 2015

PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY, CZYLI JAK TO W IRLANDII TEMPERATURĘ MIERZY SIE W EURO, A ŚNIEG W GODZINACH

Tutaj, na zielonej wyspie śnieg liczy się w godzinach, a temperaturę w euro - wydanych na ogrzewanie.
Olaf miałby tu jak w raju.


Nie każdy ma taką krainę lodu jak ja więc do tej pory czułam się trochę wyróżniona. Choć dzisiaj zobaczyłam wpis mojej blogowej koleżanki na FCB - ona ma prawie jak ja. 2 kołdry, 3 koce ...
Mój zestaw jest podobny, choć w nieco innej wersji. Śpimy w 1 pokoju bo łatwiej ogrzać i nachuchać razem niż osobno. Materace na podłodze ścielą się gęsto. W sumie to pokój chłopców zwany lodówką mogłabym wynająć.
Gruba piżama, 2 pary skarpet, szlafrok, gruba kołdra i koc - to zestaw nocny.
W dzień chodzimy owinięci w koce z termoforami pod ręką.
Goście zazwyczaj nie ściągają kurtek, a do toalety nie wchodzą jak nie muszą, wszak życie im miłe.
Dzisiaj rano pobudkę miałam nietypową - poleciała na mnie deska do prasowania. To było spotkanie bliskiego stopnia. Szczęście że spałam na brzuchu, bo pewnie gdyby skleiła się z moim nosem nie śmiałabym się z tego teraz.
Po takiej pobudce, zaczęłam łapać kontakt z bazą i zastanawiać się czy przed pójściem spać wyłączyłam grzejnik w salonie.
Wieczorem w stanie na wpół zamarzniętym włączyłam kaloryfer na "ciągłe maksymalne grzanie". Normalnie włącza się co kilka godzin.
Zmobilizowana weszłam do salonu. Zawiało mrozem, wiec odetchnęłam z ulgą. Nie na długo, bo okazało się że ogrzewanie jednak włączone na całą noc na maxa było.

Przed następną zimą muszę nabyć drogą kupna śpiwory do ekstremalnych warunków- takie do -30'C

Oraz jeśli na wiosnę, kiedy to umowa najmu będzie mi się kończyć, a ja będę się zastanawiać czy szukać mieszkania czy też nie, użyjcie proszę ciężkiego narzędzia i wybijcie mi z głowy wszelkie wątpliwości.

Przede mną wyzwanie jak co wieczór - prysznic.
Będzie gorący więc miły, ale jak tu się rozebrać, kiedy w łazience temperatura zbliżona do tej na zewnątrz?!

Dzisiaj podobno jest pierwszy dzień wiosny - irlandzkiej rzecz jasna.
Ja się pytam gdzie?