środa, 18 lutego 2015

SUSHI, CZYLI TO CZEGO TYGRYSKI NIE LUBIĄ WCALE.

Miało być Sushi.
Oficjalnie nie lubię ryb i tak już mi chyba zostanie.
Potomstwu staram się je serwować w postaci różnej na obiady i inne, wszak cieszą się dobrą opinią. Że niby zdrowe są. Oni lubią, więc co im będę bronić.
Przy okazji jakichś zakupów nabyłam drogą kupna glony (takie zielone, śmierdzące bibułki) oraz matę bambusową do "rolowania".
Postawiłam jednak twarde warunki - moja wersja sushi - bez ryb.
Rozgotowałam ryż, naszykowałam warzywka i inne ...
Zabraliśmy się do roboty ochoczo. Przyznam szczerze że wizualnie wyglądało to lepiej niż smakowało.
Wszyscy zgodnie rozwijali glony, które lądowały w śmieciach.
Serio, ktoś to lubi?


Ale wynalazek mamy zaliczony.
Skończyła się grypa, teraz zastanawiam się czy po wczorajszym wynalazku nie będzie zatrucia pokarmowego. Pierwsze ofiary mojego gotowania?!

Gdyby ktoś chciał, to mam prawie całe opakowanie śmierdzących wodorostów. Oddam z radością!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz