niedziela, 30 maja 2010

ODNALEZIONY

Do wszystkich dzielnych poszukiwaczy!
Poszukiwania zakończone!
W piątkowo -  sobotnią noc, o godzinie 1:23 został odnaleziony w tygodniowej stercie ubrań do prasowania, gdy doszłam już do połowy. Spał słodko, niczego się nie domyślając.
Dziecię me szczęśliwe. Zaginiony nieco zdezorientowany. Obiecał, że już więcej nie będzie się objadał na kolację, gdyż skutkuje to zbyt raptownym podniesieniem się poziomu cukru we krwi i zasypianiem gdzie się da.

P.S.
Od dzisiaj mój ulubiony, starszy syn, jest 100% komunistą.
Było pięknie, uroczyście, rodzinnie ...

piątek, 28 maja 2010

KTOKOLWIEK WIDZIAŁ, KTOKOLWIEK WIE

Ktokolwiek widział.
Ktokolwiek wie.

Zaginął szczur, maści brązowej. Przez przyjacół zwany Emilem.
Cechy charakterystyczne:
- wzrost - ok 30 cm
- milusie futerko
- długi różowy ogonek
- lekka nadwaga
Ostatnio widziany na ZIELONYM PRZEDSZKOLU, na nocnej szafce. Prawdopodobnie utknął gdzieś w drodze do autobusu, przez słusznej wielkosci brzuszek.

Apeluje się o nierozstawiane trutek i łapek na gryzonie, oraz nie wzywanie ekip deratyzujących, do czasu odnalezienia zaginionego.

Na ukochana maskotkę czeka zrozpaczony Marcin vel Marian


Na znalazce czeka nagroda!!

środa, 26 maja 2010

Dzień Mamy


Kwiaty, laurki, portret, wierszyki, piosenki, buziaki ...

I bajka dla MAMY

 

Czyli to co mamy lubią najbardziej.
Najbardziej kochają swoje dzieci.

wtorek, 25 maja 2010

MAŁE TĘSKNOTKI

Wczoraj, 14:50
SMS
"Dojechaliśmy szczęśliwie. Zjedliśmy pyszny obiadek, zwiedziliśmy ośrodek, teraz odpoczywamy."
Podpisano
Zadowolone przedszkolaki.

Zielone przedszkole, wszystkie dzieci kocha ... czy jakoś tak to szło. Pewnie i kocha, ale mama tęskni i źle jej strasznie, a on wziął i pojechał, nicpoń mały. A w domu cicho jakos tak dziwnie, spokojnie ...
Nikt nie biega, nie krzyczy ...
Nawet Krzysiowi nie chce się rozrabiać samemu.
Bardzo brakuje mi wrzasków, kłótni, ciągłego "mamo, on mnie bije ..."
Aż w uszach piszczy ...

Ale jestem z siebie dzielna.
Puściłam mojego 5-letniego synusia na wyjazd od poniedziałku, do piątku ...
Tyle dni bez nas (albo raczej niego)

Byle do piątku ... i znowu będę marzyła o chwili ciszy i spokoju.



Smutny misiu znaleziony w sieci

niedziela, 23 maja 2010

Dzieci badylary

Farma Mariana
  Farma Krzysia

Niektórzy powiadają, że geny to straszna rzecz.
Dzieci dziedziczą inteligencje po mamie, co moim skromnym zdaniem, moim potomkom wyszło na zdrowie. Wszak skromna i niezwykle bystra dziewczynka ze mnie jest.
Odziedziczyli też ośli upór,  gadulstwo, dowcip. Nawet trochę słuchu muzycznego im się dostało. i zdolnosci plastycznych ... Jednym słowem genialne dzieci. 

Ostatnio zaczęli wirtualnie grzebać w ziemi.
Na znanym portalu internetowym, można założyć sobie farmę. Na początku, dzielnie pielęgnowałam swoją. Widząc jednak podnoszące się za każdym razem, kiedy "zasiadałam przed grządkami" swymi, Selerowe ciśnienie, postanowiłam zadbać o zdrowie wspomnianego. Szkoda by chłopina za szybko zszedł.
Moja farmę odziedziczył w spadku Krzyś. Sebastian założył nawet własną, pod warunkiem przekazania jej w ręce Mariana. Dobrze ze umów notarialnych nie trzeba było sporządzać, ani opłat związanych z podatkiem uiszczać.

- Mamo, zobacz, straciłem pieniądze - powiedział Marian odwiedzając swoja farmę
- Jakie pieniądze? Dlaczego?
- No popatrz, wszystkie dynie mi padły - dodał zawiedziony. - Ale to nic, nie martw się. To tylko pieniądze. Najważniejsze jest życie ... - i zabrał się do pielenia swojego ogródka

Tak wiec potomstwo dba o wirtualne grządki. Realna działkę, opanowały chwasty i różne kwiatki, które zamiast upiększać, porozłaziły się tu i tam, tworząc nieład artystyczny, w domu kwiatki w doniczkach usychają. Jednym słowem, sprawdza się stare przysłowie że "szewc bez butów chodzi", a ogrodnikowi chwasty wyłażą bokiem.
Bo u mnie do wyboru, do koloru. Zawodów dostatek. W końcu nigdy nie wiadomo co się w życiu przyda. Wasza pani pedagog resocjalizacji, wśród znajomych znana jako "super niania", u innych również jako kosmetyczka, jest także technikiem ogrodnikiem. Pewnie dlatego własnie wiele lat przepracowałam jako pracownik biurowy i ciągle marzę o śpiewaniu ... ale któż by mnie słuchał?! Kiedyś chciałam nawet przeprowadzić sondę - ile małżeństw przetrwało wśród tych, na których ślubach "wyłam". Zaniechałam jednak, obawiając się dołującego wyniku.





wtorek, 18 maja 2010

Dzielny zuch

- Ci faceci! - powiedziała z uśmiechem pielęgniarka w zabiegowym- Do widzenia. I samych takich dzielnych pacjentów Pani życzę! - zaśmiałam się na pożegnanie


- Ale byłem dzielny? - zapytał Krzyś z podkrążonymi od łez i płaczu oczyma
- Jak stąd to tamtąd i z powrotem - odpowiedziałam tuląc swojego "zucha"

No jak nie, jak tak!
Trzymały go tylko 2 osoby, a 3-cia (pielęgniarka) nie musiała łamać rąk żeby pobrać krew.
Udało się!

Faceci to tak mają, a już na pewno z wiekiem nabywają zdolności panikarskich i nie wiem czego jeszcze.

Rok temu Marian, musiał oddać kilka kropel swej bezcennej krwi.
Pani pielęgniarka pobladła jak go zobaczyła
- Ja mam mu krew pobrać?
- Ja nie potrafię! Ale mogę spróbować.
- Ale on jest malutki!
- No nie taki znowu malutki. Całe 4 lata i jeszcze ciut!
Pani pielęgniarka, swoimi trzęsącymi się  rączkami, wbiła igłę. Ze zdziwieniem spoglądała na Marcina, który mruczał coś do mnie.
- Boli go? - zapytała wystraszona
- Nie. Pyta się, kiedy już sobie pójdziemy bo mu się nudzi.






Strzykawka znaleziona w sieci

czwartek, 13 maja 2010

Zakaz oddychania


- Co za dzieci! Psa mi wystraszyły
- Że co proszę?
- No, tak głośno schodziły ze schodów, że mój pies aż się wystraszył. Myślał że wojna jakaś. Mógł ich ugryźć.
- Nie zauważyłam zmiany godzin ciszy nocnej. Z tego co wiem, to psy powinny chodzić w kagańcach. Poza tym, nie ma zakazu oddychania i śmiania się przez dzieci.
- No, ale hałasują.
- Bo są dziećmi?! Ma pani problem ze swoim psem, to niech przejdzie się pani z nim do weterynarza i zakłada mu kaganiec - wtedy pani nie ugryzie!
- Ja się o dzieci boję! Je by ugryzł!
- Dlatego właśnie są kagańce. Dla psów, nie dla dzieci!
- Takie rozwydrzone bachory!
- Proszę pilnować swojego podwórka i na cudze z zabłoconymi buciorami nie włazić.
- Właśnie pilnuję! pani też tu mieszka!
- Tylko piony i pietra się pani pomyliły. Żegnam!
Jak to ludzie doskonale wiedza co ich zwierzęta myślą!
Jest już zakaz grania w piłkę (wisi na bloku). Ze sporego placu przed blokami, wydzielono ok 1/6 na plac zabaw dla dzieci. Jest tez boisko. Tyle tylko ze zabawa na nim grozi maseczką z odchodów.

Całe życie człowiek się uczy. Ja do tej pory żyłam w świadomości, że dziecko które jest wesołe, mówi dzień dobry sąsiadom, nie pluje na przechodniów, chętnie bawi się z kolegami, to dziecko raczej grzeczne.
Okazuje się, że takie są właśnie "rozwydrzone bachory".
Mojej sąsiadce bardziej pasują wyrostki przesiadujące na półpiętrze, (zaraz obok jej drzwi), palący, pijący napoje niekoniecznie z niską zawartością alkoholu. Na schodach niedopałki papierosów i nie tylko, puste puszki i butelki, obsikana ściana .. miło i bezpiecznie.


A tu, jako ciekawostka, zapis znaleziony gdzieś w sieci, odnośnie czworonogów i namordników.

"Na tereny użytku publicznego psy mogą być wyprowadzane tylko na smyczy i z nałożonym kagańcem. Zwolnienie psa ze smyczy jest dozwolone tylko w miejscach mało uczęszczanych i pod warunkiem, że pies ma kaganiec, a  właściciel ma możliwość sprawowania bezpośredniej kontroli nad jego zachowaniem"


Tabliczka znaleziona w sieci

niedziela, 9 maja 2010

Magic

- Wow! To gumy dla mnie? - zapytał uradowany Marcin, wychodząc ze sklepu - Dziękuję! To moje ulubione! - ucałował je z radości.
- Mamooo?! A kupiłaś też gumy dla Krzysia? Będzie mu smutno jak nie dostanie.
- Myślałam że się podzielicie! Ale dobrze, kupimy Krzysiowi jak wróci ze szkoły. Sam sobie wybierze.

Kilka godzin później, w szkole, chłopcy zdarzyli już się pokłócić.
-  Mama mi kupiła gumy! A ci nie-e! - powiedział Marcin pokazując dorodny swój jęzor bratu
- Ja tez na pewno dostane! Prawda mamo?
- Tak, przecież obiecałam! Dlaczego miałbyś nie dostać?
- Bo on jest niegrzeczny. Za kare nie kup mu gum. On się brzydko odzywa i nieładnienie mnie mówi, rozrabiał z Jasiem .... - litania Marcina nie miała końca
- Marcin, a ty zdaje się że masz problem ze słuchem ostatnio. Jakoś dziwnie nie słyszysz jeśli o coś cię proszę. Mimo to, dostałeś gumy. Krzyś też dostanie.
Foch Mariana był tak wielki, że zadartym naburmuszonym nosem dosięgał niemalże wierzchołka płotu.

Stojąc w kolejce do kasy, Marcin desperacko zawołał
- Mamo, no nie możesz mu kupić, spójrz!
- W sensie że dlaczego?
- Spójrz jakie one są drogie!
- Marcin, to są zwykłe gumy, takie jak twoje. Nie mogą być dużo droższe ...
Tu spojrzałam, na półkę gdzie owe leżały. Przez kilka sekund nie mogłam wyjść ze zdziwienia, jak gumy za 1,50 zł mogą nagle kosztować 6 zł z kawałkiem?! Przyjrzałam się półce uważnie. Moje zdesperowane dziecko, poprzekładało ceny dokładnie wszystkich produktów na półce. Pomieszał gumy z batonikami, cukierkami ...
Szybko zapłaciłam i zwiałam z dziećmi. Jeszcze ochrona kazałaby mi poprawiać etykiety. Swoją drogą, nie wiem jak on zdołał pozamieniać taka ilość karteczek z cenami w ciągu kilku minut. Najśmieszniejsze jest to, że cały czas stałam obok i patrzyłam na niego.
A okulista powiedział, że wzrok mi się nie pogorszył!

Rośnie mi mały magik?!

piątek, 7 maja 2010

węgiel i odwiedziny Dominika

Wszystkim wiadomo, że "czysty" węgiel, stosowany jest w medycynie. 
Zastanawia mnie jednak, jak może byc czysty, skoro brudzi - i to jak?!
Dzieci się nie zastanawiają. Pewne rzeczy przyjmują za oczywiste, po swojemu sobie tłumacząc
- Marcinku, ty masz bardzo brudne rączki. Może umyjesz je, zanim zaczniesz jeść?! Rozboli cie brzuszek.
- Nieeee! Ciociu, one nie są brudne. To tylko węgiel z grilla - powiedział Marian oblizując palce po zjedzeniu jajka z majonezem.


***


Kilka dni temu, odwiedziła mnie koleżanka z pociechami swymi, płci obojga. Starsza - córka, jest w wieku pierworodnego mego. Młodszy - syn, ma 2 lata. Jest to przykład przysłowiowego żywego srebra. Powiedziałabym nawet że ma ADHD i DVD w jednym.

Przed ich wizytą, udało mi się pokłócić z Krzysiem. Tak to jest jak dziecko jest wyszczekane jak mamusia. 

- Mamo, to przyjeżdżają Trąbki dzisiaj? - zapytał Krzyś, eksponując focha.
- Tak, zaraz przyjadą
- To dobrze, że będzie Dominik. Przynajmniej będę miał z kim pogadać spokojnie, bo do ciebie się nie odzywam!
(generalnie co mówi Domiś, tego nie wie nikt)

Dzieci rozbiegane i rozkrzyczane, uhahane jak nie wiem co.
Idąc do kuchni, przechodziłam obok pokoju, gdzie potomstwo me zajmowało się gośćmi.
- Domiś, możesz bawić się czym chcesz, maleńki - powiedział opiekuńczo Krzyś. Po chwili dodał
- Tylko nie dotykaj niczego co tutaj jest - mówiąc to, zatoczył krąg, pokazując dokładnie wszystko co było w pokoju.
Nie ma jak polska gościnność.




Zdjęcie przedstawia Mariana po zjedzeniu loda na patyku!
Dziecko się domyło, ubrania nie chcą się doprać.

wtorek, 4 maja 2010

Majówka


Nasza majówka była jak każda - za krótka.
Jestem tak zmęczona, ze nie am siły o tym pisać, więc pokażę Wam jak się bawiliśmy.


Było wesoło i głośno.
Wyścigi ślimaków, polowanie na motyle, łapanie żab, to tylko nieliczne z atrakcji.

 
Urodzinki Lulaska
I w końcu powrót