niedziela, 28 października 2012

7 NIEBO

Dzieciom niewiele do szczęścia potrzeba. Moim wystarczył przyjazd taty. 
W perspektywie miałam cały długi weekend bez potomstwa.
Jak to w takich sytuacjach bywa, nie wiedziałam co zrobić z taka ilością czasu.  Ostatnio jak ich nie było, zrobiłam remont mieszkania, ale wtedy miałam na to ponad miesiąc. Cóż można zrobić w 2 dni?!
Pomysłów było kilka. Został zrealizowany jeden.
Piękny sobotni dzień spędziliśmy razem. Tylko ja i ON.
Leżeliśmy cały dzień pod kocykiem,  nie robiąc kompletnie nic. No może tylko pranie, i 30 aniołów.
Zapomniałam już jak może być z nim cudnie.
Ale jak to w życiu bywa, wszystko co dobre, musi się skończyć. Czasem wcześniej niż planowaliśmy to na początku.

- Mamo, my chcemy do domu! - w słuchawce telefonu zabrzmiał głos zapłakanego potomka.

Okazało się że w 5 osobowym samochodzie, nie ma miejsca na 3 dorosłe osoby i 2szt dzieci. Nie mogli więc odwieźć taty na lotnisko.

 Cóż matka robi w takiej sytuacji?!  Staje na głowie, rzęsach oraz innych ewentualnych częściach ciała, które na co dzień to stawania nie są używane! Nie zważając na zaspy śnieżne (bo oto mamy regularną zimę w październiku), wiatr, ziąb i inne przeciwności losu ...
Pożegnałam grzecznie swojego gościa. Podziękowałam że był, bo gdyby nie to, to pewnie gdzieś bym polazła i po potomstwo pojechać bym nie mogła.  Przeprosiłam i obiecałam kolejne urocze spotkanie. Na szczęście nie obraził się - mój niezastąpiony LEŃ!!

W perspektywie miałam pokonywanie zasp w drodze po dzieci autobusami,tramwajami, ewentualnie piechotą.
Na szczęście znalazł się taki, co to poświęcił dopiero co otworzone piwo i pojechał ze mną po potomstwo - DZIĘKI!!!

I tak oto 7 NIEBO moich dzieci trwało całą dobę, dokładnie tyle ile moja randka z LENIEM.
I mamy znowu niedzielną sielankę. Wszyscy w komplecie i śnieg za oknem.
Piękna październikowa zima.

Efekt mojego lenistwa.


poniedziałek, 22 października 2012

ZDRADZIŁAM

Zdrada jest nieopłacalna. Tak przynajmniej jest w moim wypadku. A że jednostką w tym temacie jestem niewyuczalną to mam.

Miało być miło.
Nowe doświadczenia w domowym zaciszu no i korzyści materialne również.
Wyszło jak zwykle.
To już chyba trzeci raz, kiedy się o tym przekonałam.
Tego faceta się nie zdradza. Jest najlepszy na świecie - przynajmniej dla mnie. Żaden inny nie jest w stanie mu dorównać.
Raz tylko znalazła się jedna kobieta - moja koleżanka, z którą kiedyś pracowałam, która umiała go godnie zastąpić. Ale kontakt nam się urwał ...


ZDRADZIŁAM swojego fryzjera.
Powierzyłam swoje przecudnej urody włosy znajomej. Na pewno jest świetnym fachowcem, ale z moją specyficzną głową nie bardzo sobie poradziła. Dlaczego nie poszłam od razu do FRYZJERA PRZEMKA?! - Bo miało być taniej i z pewnością genialnie.
Skończyło się jak zwykle, wizytą u wspomnianego czarodzieja w celu uratowania tego co zostało i doprowadzenia mnie do stanu używalności.

Na szczęście włosy nie zęby - odrastają

wtorek, 16 października 2012

CZY JEST NA SALI LEKARZ?

Był miły, zimny, mokry wieczór.
Dzieci już dawno poszły spać.
Postanowiła zapalić. Jak zwykle w takich przypadkach bywa, udała się na balkon. Znalazła nawet papierosy. Zorientowała się jednak, że nie ma na parapecie zapalniczki.
Udała się więc po nią do kurtki. Kiedy znalazła się w przedpokoju, przez jej czoło myślą niezmącone nie przebiegł pomysł aby zanurzyć dłoń w przepastnej kieszeni w poszukiwaniu celu. Nawet nie wpadła na to że o czymś zapomniała. Uznała że szła do łazienki, żeby się wykąpać.
Wzięła prysznic, powiesiła pranie ...
O tym, że chciała zapalić, przypomniał jej 2 godziny później papieros samotnie leżący na parapecie gdzieś pomiędzy doniczką i zdjęciem dzieci.
Była już zbyt zmęczona, a pogoda za oknem niezbyt sprzyjająca wyjściu na balkon w celu realizacji planu.
Poszła spać.

Czy kwalifikuję się już na terapię?
Czy jest na sali lekarz?

czwartek, 11 października 2012

SKLEROZA?!

- Od czego boli cię brzuszek?
- Nie wiem, ale boli mnie jak siedzę i stoję. W ogóle to cały czas mnie boli.
- Może coś zjadłeś? - usiłowałam znaleźć powód Marianowych dolegliwości.
- Nie, nie mam apetytu.
- A kiedy robiłeś siku?
- Wczoraj rano?! - oznajmił z niepewnością.
- I od wczoraj nic?
- Nie. Zapomniałem!

Ot i mamy winowajcę. Skleroza! Marian zapomniał od 2 dni zrobić siku!
Po problemach, które skończyły się kilkudniowym pobytem w szpitalu z wycięciem dziwnych rzeczy z pęcherza potomka, na dźwięk "infekcja pęcherza" dostaję drgawek.

Podejrzenie - zapalenie dróg moczowych.
Po lekach pamięć mu wróciła. Czekamy na wyniki badań.

To, że ja zapominam o różnych rzeczach, wie każdy.
Moi znajomi przyzwyczaili się już do tego. Przypominają mi o wszystkich, nawet najbardziej oczywistych oczywistościach. Ale żeby zapomnieć gdzie jest toaleta?
Zaniki pamięci rzuciły mu się dziwnie. Nie zapomniał o odrobieniu lekcji. Nawet tych, których nie miał zadanych, wywołując niemałe zamieszanie wśród kolegów i koleżanek.

Taka wybiórcza skleroza z urojeniami.

poniedziałek, 8 października 2012

PODMIANKA?!

- Człowieku, daj sobie na dzisiaj spokój z lekcjami.
- Mamo, ale ja nie mogę!
- Marian, jest piątek, godzina 21:30. Cały weekend przed tobą.
- Ale ja nie mogę się powstrzymać.
- Synu, jutro rano, jak wstaniesz wyspany, to zrobisz szybciej i dokładniej. Ja też będę wyspana, to ci pomogę, bo teraz już nawet liter nie odróżniam.
- Mamo, ale ja się niepokoję, że nie zdążę, bo mam tyle zadane.
- Kochanie, ale jutro ci pomogę, zrobimy szybciutko razem.
- Mamo, ale ja nie będę mógł zasnąć z obawy że nie zdążę ...
- MARIAN!!!!! - zawyłam korzystając z okazji że nie ma jeszcze 22, oraz pokazując wszystkim przebywającym w pokoju moją świeżo zaplombowaną górną 6.
- Tak? - zapytał spokojnie znad książek
- Natychmiast to zostaw i odmaszeruj do łóżka!
- Ale jak nie zdążę to będzie twoja wina!

Masakra. Jeszcze dni kilka temu, trzeba było podstępem do lekcji zagonić., Dostało to to takie małe przez przypadek chyba 6 i kilka piątek i się rozkręciło tak, że klękajcie narody.

Na własnej krwi wyhodowałam KUJONA


W ciągu następnych 15 rozegrało się co następuje.
- Marian wstał od stołu. Zastygł w pozycji "zamyślony" przez ok 3 min
- przykucnął koło kanapy na której siedziałam - ok 2 min
- uklęknął zaraz obok - ok 2 min
- usiał na podłodze obok kanapy z głową w między kolanami - ok 5min
- płynnie zsunął się do pozycji półleżącej-podpartej na łokciu - ok 2min
- z gracją przeszedł do pozycji "lezący na brzuchu" z nogami ugiętymi w kolanach

Nie sądziłam, że kiedyś zobaczę mojego syna, który zasnął na podłodze w drodze do swojego pokoju.
WYKOŃCZONY KUJON


P.S.
Potomek starszy nie został w tyle. Umył się, przebrał w piżamkę i zasnął nad lekturą. Obudziwszy się nad ranem, pierwsze co zrobił to złapał się za nią!


PODMIENILI MI DZIECI!!!

sobota, 6 października 2012

PIWNICOWY POTWÓR

- Wam to się do piwnicy chyba ktoś włamał! - przekazała nowinę mojej mamie sąsiadka
- Wysypanie gwoździe, śrubki, drzwi rozwalone. Widać że ktoś przy zawiasach grzebał ...

Jakaż radość wielka moja nastała. Wszak ciemne piwnicę są na jednym z pierwszych miejsc, które lubię najbardziej. Nie dodałam że od końca?!
Nie zejdę sama do piwnicy, choćby skały srały i żabami padało.
Swoją drogą, złodziej to musiał być złośliwą jednostka nad wyraz. Dzień wcześniej uprosiłam Sebastiana żeby ze mną tam zszedł w ciemne zakamary bloku mieszkalnego, gdzie komórka moja się mieści, w celu przytargania obuwia zimowego.  Dał się wykorzystać bez bicia. W sumie to nie wiadomo kiedy taka okazja by się znowu natrafiła. Tylko jakoś nie udało nam się zgrać dni ze złodziejem. Następnym razem wywieszę grafik chyba.
Przez moment to nawet rozważana była opcja czy ten złodziej jeden z drugim (bo to już prawie cały gang się zrobił)  nie został przypadkiem przygnieciony przez klamoty i teraz konają tam w męczarniach w mojej piwnicy. Musieli by się jednak dobrze przytulić, bo pomieszczenie to jest wielkości ciasnego kibla, o zwiększonej pojemności. Bo jak wytłumaczyć fakt, że na powierzchni 0.5x1m zmieścił się regał na klamoty, choinka, stare opony chyba, kartony z bombkami, z butami, narzędziami  i śmieci innych 3 tony.

Tak więc problem powstał.
Roztrząsany dzień i noc (bo śniłam o tych zakamarach także), podczas spaceru z Rybką i psem.
Swą pomoc zaproponowała mi Ola (koleżanka moja, mama koleżanki Mariana, z którą to wraz z Rybką ostatnio wychodzimy z psem/psami). Dziewczę drobniutkie, malutkie, przy którym to ja wyglądam jak BABA. Nie to żebym na co dzień drobną i szczupłą dziewczynką była, ale moje "możliwości" rosną kiedy stoję przy jednostkach zagrożonych zdmuchnięciem przez wiatr. Takie zestawienie kontrastów.
W pierwszej chwili pomyślałam, ze niewiasta żartować sobie raczy. Okazało się że nie, (jak już byłam po). Na szczęście wybaczyła mi nietakt (mam taką nadzieję).
Do piwnicy na ochotnika żwawo i radośnie poszło ze mną całe stado w postaci potomstwa mego.

- O rany, ale tu strasznie i ciemno - skomentował się jeden z bohaterów ...

Odbyło się wszystko nad wyraz szybko, bez ofiar i upływu krwi.
Gwoździe , śrubki, nakrętki walały się po piwnicznym korytarzu. Pikanterii wszystkiemu dodawał półmrok oraz smród trutki na szczury. Kilka pomieszczeń dalej słychać było kapanie kropli wody ...

Okazało się, że będąc tam ostatni raz (dzień przed katastrofą odkrytą przez sąsiadkę) karton z narzędziami został postawiony "na szczycie" .... i się przechylił na tyle stanowczo, że ułatwił śrubkom, nakrętkom i innym gównom uwolnić się z pojemnika (wiaderka) oraz radośnie rozbiec się po korytarzu.

Zastanawiam się tylko skąd te przypuszczenia że z drzwiami coś było nie tak?!
Chyba że złoczyńca był na tyle kulturalny, ze naprawił po sobie drzwi, tylko wiadereczko mu się spierniczyło ?!


piątek, 5 października 2012

RZĘSY

Nie, nie chodzę na rzęsach, chociaż są przecudnej urody.
Ja się na nich opieram, żeby ry ..... to znaczy twarzą nie walić w stół.

- Mamo, czy ty jesteś zła, albo smutna? - Marian wykazał szczyptę troski o stan rodzicielki swojej
- Nie synku, po prostu zmęczona.
- W sensie że od czego?
- Kochanie, jest 21. Właśnie wchodzimy do domu, z którego wyszłam dzisiaj o 8:15. Ja tylko padam z nóg.
- I wcale nie byłaś w domu?!
- Byłam, zabrać spodnie dla cioci o których zapomnieliście.
- Nie zmienia to faktu, że jednak byłaś.

Jakie dowcipne to moje dziecię ...


wtorek, 2 października 2012

POWRÓT

Doprowadziwszy swój organizm niemalże do stanu używalności, powróciłam do pracy.
Niemalże, bo moja krtań jest nadal innego zdania. Mówię i brzmię na oko w zasadzie normalnie. Na ucho profesjonalisty ponoć mam papier ścierny w gardle. Dyskutować nie zamierzam, tylko kisielki, tabletki "mydlane" zażywać zamierzam grzecznie.
Tylko oleju nie wypiję - BLECHHHH

Zazwyczaj po urlopie, albo choćby kilkudniowej nieobecności, stałym punktem jest depresja pourlopowa. Ale któż jej nie ma?!
Organizm rozleniwiony, ma kłopoty z nawiązaniem współpracy z wstawaniem o godzinie dalekiej od humanitarnej, a wieczory przeciągają się do godzin "dnia następnego", widok niektórych osób doprowadza do "refluksu"...
Z drugiej strony ocena własnej osoby w takim dniu pierwszym czy drugim po powrocie rośnie ...
Nikt bowiem nie cieszy się na mój widok tak bardzo, jak niektórzy moi koledzy, którzy na czas mojej nieobecności, bez względu na to czy chcą, czy też nie, przejmują moje obowiązki z różnym skutkiem.
Oraz klienci witają mnie okrzykami "jak to dobrze że w końcu pani wróciła".
Nie powiem, miło jest - przez chwilę.
Po kilku godzinach słuchania cudnych komentarzy skierowanych w kierunku mojej osoby, postanowiłam odsyłać wielbicieli moich kompetencji (bo nie urody przecież) do "od kierownika po dyrektora".
Sugerowałam grzecznie, że numer telefonu czy adres mailowy z radością podać mogę, aby taki klient jeden z drugim wykazać się wyobraźnią mógł do woli. Wówczas zachwytów mogą nie szczędzić.
Wszak osoby wyższego stanowiska żyją w zupełnej nieświadomości, jaki to skarb posiadają.

Dzisiaj postanowiłam sobie, że jeśli zachwyty do końca tygodnia nie skończą się, albo chociaż nie osłabną, wywieszę kartkę w stylu:

SZANOWNI PAŃSTWO
W TROSCE O DOBRO I ZADOWOLENIE KLIENTÓW ORAZ PRACOWNIKÓW, WSZYSTKIE POCHLEBNE UWAGI DOTYCZĄCE PRACY, KOMPETENCJI I INNYCH WARTOŚCI POZYTYWNYCH, PROSIMY KIEROWAĆ BEZPOŚREDNIO DO:
KRS: Jakiśtam Ktośtam
tel: 0123456789
DYREKTOR: Inny Bardzowazny
tel: 0987654321
mail: innybardzowżny@cośtam
PRACOWNIK TĄ DROGA POCHWALONY, MA SZANSE NA DOCENIENIE PRZEZ PRACODAWCĘ


Jeszcze pomyślę, rozważę i zastanowię się.