sobota, 6 października 2012

PIWNICOWY POTWÓR

- Wam to się do piwnicy chyba ktoś włamał! - przekazała nowinę mojej mamie sąsiadka
- Wysypanie gwoździe, śrubki, drzwi rozwalone. Widać że ktoś przy zawiasach grzebał ...

Jakaż radość wielka moja nastała. Wszak ciemne piwnicę są na jednym z pierwszych miejsc, które lubię najbardziej. Nie dodałam że od końca?!
Nie zejdę sama do piwnicy, choćby skały srały i żabami padało.
Swoją drogą, złodziej to musiał być złośliwą jednostka nad wyraz. Dzień wcześniej uprosiłam Sebastiana żeby ze mną tam zszedł w ciemne zakamary bloku mieszkalnego, gdzie komórka moja się mieści, w celu przytargania obuwia zimowego.  Dał się wykorzystać bez bicia. W sumie to nie wiadomo kiedy taka okazja by się znowu natrafiła. Tylko jakoś nie udało nam się zgrać dni ze złodziejem. Następnym razem wywieszę grafik chyba.
Przez moment to nawet rozważana była opcja czy ten złodziej jeden z drugim (bo to już prawie cały gang się zrobił)  nie został przypadkiem przygnieciony przez klamoty i teraz konają tam w męczarniach w mojej piwnicy. Musieli by się jednak dobrze przytulić, bo pomieszczenie to jest wielkości ciasnego kibla, o zwiększonej pojemności. Bo jak wytłumaczyć fakt, że na powierzchni 0.5x1m zmieścił się regał na klamoty, choinka, stare opony chyba, kartony z bombkami, z butami, narzędziami  i śmieci innych 3 tony.

Tak więc problem powstał.
Roztrząsany dzień i noc (bo śniłam o tych zakamarach także), podczas spaceru z Rybką i psem.
Swą pomoc zaproponowała mi Ola (koleżanka moja, mama koleżanki Mariana, z którą to wraz z Rybką ostatnio wychodzimy z psem/psami). Dziewczę drobniutkie, malutkie, przy którym to ja wyglądam jak BABA. Nie to żebym na co dzień drobną i szczupłą dziewczynką była, ale moje "możliwości" rosną kiedy stoję przy jednostkach zagrożonych zdmuchnięciem przez wiatr. Takie zestawienie kontrastów.
W pierwszej chwili pomyślałam, ze niewiasta żartować sobie raczy. Okazało się że nie, (jak już byłam po). Na szczęście wybaczyła mi nietakt (mam taką nadzieję).
Do piwnicy na ochotnika żwawo i radośnie poszło ze mną całe stado w postaci potomstwa mego.

- O rany, ale tu strasznie i ciemno - skomentował się jeden z bohaterów ...

Odbyło się wszystko nad wyraz szybko, bez ofiar i upływu krwi.
Gwoździe , śrubki, nakrętki walały się po piwnicznym korytarzu. Pikanterii wszystkiemu dodawał półmrok oraz smród trutki na szczury. Kilka pomieszczeń dalej słychać było kapanie kropli wody ...

Okazało się, że będąc tam ostatni raz (dzień przed katastrofą odkrytą przez sąsiadkę) karton z narzędziami został postawiony "na szczycie" .... i się przechylił na tyle stanowczo, że ułatwił śrubkom, nakrętkom i innym gównom uwolnić się z pojemnika (wiaderka) oraz radośnie rozbiec się po korytarzu.

Zastanawiam się tylko skąd te przypuszczenia że z drzwiami coś było nie tak?!
Chyba że złoczyńca był na tyle kulturalny, ze naprawił po sobie drzwi, tylko wiadereczko mu się spierniczyło ?!


2 komentarze:

  1. :))) ach...piwnica, piwnica...dziecięce wspomnienia! Teraz to mam wykafelkowane po sufit pomieszczenia, które sie odkurza i myje mopem:/ Zero tajemnicy, zero potworów, zero pajęczyn...proza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do takiej piwnicy to ja bym mogła sama schodzić.
      Tym czasem potrzebuję obstawy :)

      Usuń