wtorek, 22 stycznia 2013

NIGDY W ŻYCIU

Gdybym była na miejscu jakiegoś znajomego mego i jeszcze na dodatek bym się lubiła, to znaczy mnie, to po przeczytaniu tego wpisu zaczęłabym się bardzo o siebie, to znaczy o mnie martwić.
Podałabym termometr, względnie zadzwoniłabym po pogotowie lub kogoś z kaftanem.

Ci którzy mnie znają wiedzą, że jest na świecie kilka rzeczy, których nie zrobię NIGDY W ŻYCIU, albo których nie cierpię tak bardzo, że na samą myśl skóra na plecach mi się jeży i włosy dęba stają. Musiałoby się stać nie wiem co żebym zdanie zmieniła.
Nie założę bikini,
Nie będę chodzić na szczudłach.
Nie cierpię szpinaku i CZOSNKU.
Ten ostatni jestem w stanie znieść tylko w soli czosnkowej i to jako dodatek do mięsa przed obróbką termiczną, lub w sosie do pizzy w proporcjach pół łyżeczki sosu czosnkowego + wiadro pomidorowego.

Półtora tygodnia temu odstawiłam antybiotyk - dzisiaj znowu boli mnie gardło i zaczyna mi kapać z nosa. Jak już kiedyś wspomniałam, za sprawą pomyłki, jestem słabej dupy. Albo to może taka silna empatia. Niech biedak nie cierpi sam, pochoruje razem z nim.
U mnie w pracy niektórzy zaczynają wyglądać jak świnie. Nie wiem czy to za sprawą grypy czy charakteru. Przerażona że i ja mogę podzielić ich los, postanowiłam działać a nie tylko się przyglądać.
Nabyłam drogą kupna czosnek i zrobiłam sama, własnoręcznie, bez niczyjej pomocy (no dobra, korzystałam jedynie ze wskazówek mojej Gruszki) sos czosnkowy. Z makaronem i kurczakiem nie jest taki zły. Moje potomstwo stwierdziło nawet zgodnie że jest lepszy niż w naszej ulubionej pizzeri.
To że go zrobiłam to jeszcze nic, choć i tak nadaje się żeby zapisać szarym mydłem na kominie. Ja go ZJADŁAM. 

OGŁOSZENIE

Jeśli w najbliższym czasie zamierzasz nas odwiedzić i nie lubisz woni czosnku - nie przychodź, lub upewnij się wcześniej czy takowy został przez domowników spożyty.
Jeśli zjadłeś a my nie - nie wpuszczę do domu, chyba ze wcześniej umyłeś zęby.
Jeśli nie zjadłeś a ja tak - najwyżej nie będziesz się ze mną całować chyba że ci to nie przeszkadza.


****
Oraz pragnę wspomnieć iż mój ulubiony starszy syn od wczoraj, tzn od Dnia Babci jest pełnoprawnym nastolatkiem. Raczył bowiem skończyć 11 lat.
A ja ciągle piękna i młoda
 


2 komentarze:

  1. I trzymaj się tej piękności i młodości nadal:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam się wszystkimi dostępnymi mi przeszczepami. Przynajmniej się staram.

      Usuń