sobota, 13 sierpnia 2011

13 ty

JEDZIEMY DO GDYNI - trąbiłam od tygodni.
Wszystko niemalże zaplanowane. Delegacja powitalna na dworcu docelowym umówiona. Miał być szampan, fajerwerki, dzieci sypiące kwiatki, białe gołębie i takie tam.
W myślach już spakowana - bo w rzeczywistości to nie koniecznie, buty skierowane w odpowiednim kierunku.


"Jak będziesz kupowała bilety, to kup do Oliwy" otrzymałam wiadomość od koleżanki, naszej nadmorskiej gospodyni i głównego członka komitetu powitalnego.
Oliwa?! Że Gdańsk Oliwa jest, to wiem, ale że Gdynia, to nie wiedziałam.
I tak od smsa do smsa, kilka dni temu dowiedziałam się, że jednak jedziemy do Gdańska!
Dobrze że wiem to teraz, a nie jak już przejechalibyśmy docelową stację. Zostałoby nam jedynie pomachanie czymkolwiek oczekującym nas na peronie.
Planowy wyjazd MIAŁ być w piątek, a w zasadzie to w sobotę o 1:13.
Zapobiegawczo - bo ja rozsądna jestem, postanowiłam kupić bilety 2 dni wcześniej, żeby nie stać w kolejce do kasy z zaspanymi krasnalami, w środku nocy kiedy to normalni ludzie przewracają się na drugi bok i smakowicie mlaszczą w sennej otchłani. Ale nie to żeby na mus, tylko przy okazji przebywania w okolicy dworca ...
Przecież w dzisiejszych czasach nikt już nie jeździ pociągami.
"WSZYSTKIE BILETY WYPRZEDANE"
"NIE MA MOŻLIWOŚCI DOBRANIA 3, a nawet 2 MIEJSC W JEDNYM PRZEDZIALE"
Zastanawiam się tylko, czy rzeczywiście jest takie przeludnienie, czy pani w okienku kasowym zapobiegawczo nie chciała sprzedać MI biletów?!
W końcu ja z chłopcami, to niezły skład.
No ale jak ktoś chce jechać 13go, to musi się liczyć ze wszystkim.
Ten sam tekst wyrecytowany został przy kolejnych kilku pociągach.
Pierwsze wolne miejsca w niedzielę.
Tak więc wypad będzie krótszy, ale będzie.

W związku z katastrofą o której cały czas trąbią (wykolejony pociąg relacji Warszawa - Kraków), pociąg którym mieliśmy jechać, będzie najprawdopodobniej odwołany albo coś.
Więc jak zwykle jest dobrze.
I mam czas na spakowanie :)
A zatem do poczytania po powrocie.

2 komentarze:

  1. Warszawa - Katowice, chyba? Bo to warszawsko - wiedeńska jest:)
    Przesada z tą trzynastką, chińczycy uważają za nieszczęśliwy numer 4, a trzynastka im nie wadzi:)
    Dobrej drogi i bawcie się znakomicie:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieprzu, masz rację Warszawa - Katowice.
    Ja osobiście nie mam nic przeciwko 13tce.
    Dojechaliśmy cali i szczęśliwi. Co prawda przyciągnęliśmy za sobą deszcz, ale zaopatrzeni w kalosze zamierzamy bawi się doskonale.Całuski

    OdpowiedzUsuń