wtorek, 4 stycznia 2011

...

Nie ma ludzi złych.
Każdy człowiek ma całą masę zalet.
U niektórych jednak są one przykryte "sukinsynizmem"

Mała, przeciętna, prywatna "firemka" świadcząca usługi dla bardziej zamożnych jegomości.
Zrobimy "CI" to i tamto i siamto jeszcze naprawimy.
Na 5 osób pracujących - 2 zatrudnione + właściciel - w dobie kryzysu gospodarczego, to zrozumiała oszczędność.
Oszczędny i "troskliwy" ...
- Pani Krysiu - zapytał kiedyś BOSS - a może chciałaby pani ubezpieczenie? Niedrogie. Jak ubezpieczy się kilka osób, to będzie taniej. Tylko 75 zł ...
Nie ubezpieczyła się, bo nie było jej stać na ten luksus. Nie mogła jednak oprzeć się wrażeniu, że to nie troska o pracownika, tylko szukanie oszczędności kosztem innych.
Oznak zainteresowania dobrem pracowników, można by cytować wiele.
- Pani Krysiu, nie dam pani całej wypłaty dzisiaj. Ale proszę spojrzeć na to z innej strony. Jak bym dzisiaj pani wszystko dał, to od razu by pani wydała. A tak, będzie odłożone na później.
Zakładając oczywiście, że z pensji 1300 zł, po opłaceniu wszystkiego, przy 2 dzieci jest co odkładać.

Pracę w "firemce" w zasadzie można by uznać za miłą.
Pani Krysia siedziała w biurze, gdzie praktycznie nikt nie zaglądał. Wystawiała co jakiś czas fakturki, odbierała telefony.
Kłamać nauczyła się tu jak nigdzie indziej. Spokojnie mogłaby ubiegać się o dyplom z dziedziny :Bzdurologia i twórczość własnej wyobraźni". W sekund pięć wymyślała kolejna bzdurę, dlaczego jej przewspaniały szef nie zapłacił kolejnej faktury wierzycielowi, albo dlaczego nie odbiera telefonów ...
I tak na treningu umysłu miło upływał dzień po dniu.

Któregoś pięknego, zwykłego poranka, wszyscy jak nigdy siedzieli w biurze.
BOSS siedział grzecznie w swoim gabineciku, pani Krysia liczyła to i owo. Pozostali, czyli panowie szt 2 naprawiali "siamto" dawno już przez niech zapomniane. Niestety szanowny klient się upomniał.
Nagle z za ściany swojego biurka, pani Krystyna usłyszała głuchy dźwięk, jakby coś spadło i dziwny odgłos wydawany przez jednego z naprawiaczy.
- Janek, co ci jest? - zapytał drugi - Co jest? - zawołał już zdenerwowany po braku odpowiedzi na swoje pytanie.
W tym momencie, wybiegła z za swojego biurka, szef ze swojego gabineciku i zobaczyli Janka wijącego się po podłodze, ściskającego ręce na klatce piersiowej. Wyglądał tak, jakby nie mógł nabrać powietrza.
- Dzwonie na pogotowie - oznajmiła nie czekając na odpowiedź.
Oczywiście jak zwykle w takich sytuacjach, ręce jej się trzęsły. Wykorzystując resztki jasnego umysłu złapała za komórkę. Zapomniała jak się odblokowuje klawiaturę. Chciała zadzwonić ze stacjonarnego - tam przynajmniej klawisze są aktywne - nie mogła znaleźć słuchawki. Wszystko to trwało pewnie kilka sekund, chociaż wydawało jej się, że to lata świetlane. Znalazła telefon. Wybrała  999  zastanawiając się czy to atak serca, czy może się dusi, poraził go prąd czy coś przygniotło ...
- Niech już pani nie dzwoni - usłyszała głos Bossa - zaraz mu przejdzie!
- Ale jak? Co się stało? - myśli ciągle jeszcze biegały w jej głowie.
- Skurwysyn miał atak padaczki. - diagnozował dumnie
- Nie rozumiem. 
- Bo tak to jest jak się da pracownikowi kilka dni wolnego. Wie że nie może i się napił, sukinsyn jeden. Aż cały się trzęsę - dodał oburzony
- Ale i tak chyba powinien zobaczyć go lekarz?!
- Po co?
Kilka minut później Janek zaczął dochodzić do siebie. Zaczęła wracać mu świadomość. Oczywiście nic nie pamiętał. Co usłyszał?!
- Chuju jeden, następnym razem zabije cie osobiście.
- Co?
- Własnymi rękami!
- O co ci chodzi?
- Miałeś debilu atak.
- Co miałem?
- Miałeś atak, z 10 minut. Masz szczęście że dziewczyna nie dodzwoniła się na pogotowie. Bo byś już w szpitalu leżał i mieli byśmy przejebane.
Nie dość że nie ubezpieczony, nie zatrudniony, to jeszcze bez niego ciężko byłoby wyrobić się z umówionymi pracami.

Pani Krysia tego dnia nie mogła skupić się już na niczym. Siedziała za biurkiem, przed komputerem i usiłowała pojąć co się stało.
- Co pani taka bladziutka?! - Zapytał rozbawiony BOSS przechodząc obok - Widzi pani jak sukinsyn może człowieka wykończyć?!

Tego popołudnia obiecała sobie uroczyście, że jeśli znajdzie jakąś normalną, legalną pracę, to któregoś dnia po prostu nie przyjdzie.
Bez pożegnania.
Może kiedyś odpowie na jego telefon. Wymyśli wtedy, że ją okradli, albo zgubiła komórkę, długo czekała na wyrobienie duplikatu karty, w końcu zmieniła numer telefonu. Na maile nie odpowiadała, bo miała problem z pocztą elektroniczną no i popsuł jej się komputer.
Na pytanie gdzie są dokumenty dla księgowej może powie że zgubiła. Ale dobrą stroną tego jest to, że będzie mógł zaoszczędzić na podatku do zapłacenia.
W końcu czegoś ją nauczył.


Kwiaty znalezione w sieci

8 komentarzy:

  1. Zatkalo mnie... a to mi sie rzadko zdarza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nela - prawda?!

    Stardust - życie zaskakuje

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak...Kochanie znasz ten kraj, znasz ten kraj....

    OdpowiedzUsuń
  4. często praktykowane. Niestety. Ale z drugiej strony, gdyby legalność nie była tak droga.
    Nie to żebym broniła szefa...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nivejko - niestety. Muszę przyznać że trochę to nawet rozumiem. Poza tym sporo z tzw bezrobotnych, świadomie wybiera taką formę zatrudnienia. Nie mogę pojąć jednak jak można być takim zwyrodnialcem? Jak można tak traktować ludzi? Jak można spokojnie spać, mając innych w dupie?

    OdpowiedzUsuń
  6. Problem jest złożony i trudno rozwiązywalny.Niestety.Praktyka jak najbardziej uznawana za normalną, bo nikt tego nie ściga.Szara strefa. Przykre ale prawdziwe. Ludzie wybierają to świadomie bo nie mają innego wyboru. W moim mieście nagminne.Znam bardziej drastyczne przypadki.Niestety. Bo ten cały kraj jest chory.

    OdpowiedzUsuń
  7. jak dobrze znów poczytać o Twoich perypetiach :-)

    Asia - http://nieopanowanie.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń