piątek, 14 stycznia 2011

Flower Killer

Zdolna jestem niesłychanie.
Skromna, mądra, piękna (tu trochę przesadziłam, ale ja mogę z racji posiadania papierów "technika ogrodnika" ze skomplikowaną specjalizacją).
Słyszę czasem więcej niż przeciętny Seler. Nie jest to może słuch absolutny, ale jakiś taki wrażliwy na inne częstotliwości - jak nietoperz.
Jeszcze węch.
Podobno od palenia, węch zanika, ale u mnie jakoś nie chce. Uwielbiam "piękne" zapachy. Musi mi pachnieć wciąż i dużo. Domownicy nie poddają się w unieszkodliwianiu różnych odświeżaczy. Wyjmują z kontaktu, wyjmują wkłady, wyłączają  ...
Po przejściu koło tzw tramwajowego śmierducha, mam wrażenie ze śmierdzę jak on przez następne 2 dni. Działa to również na miłe wonie. Stałam kiedyś przez jakieś 2 przystanki koło pewnego jegomościa , który pachniał tak, że klękajcie narody! Bosko! Później chodziłam jak zaczarowana, czując to do następnego dnia rano.  Nie wiem czy to wynik empatii czy jakiejś dziwnej pamięci zapachowej, a może zaburzenia umysłowego?! Ta ostatnia opcja wydaje mi się najbardziej prawdopodobna.
W każdym razie zaczynam się zastanawiać czy to nie jest jakieś natręctwo. Jeśli wyjmę np czystą bluzkę z szafy, a ona nie pachnie jak zaraz po wyschnięciu - Srrrru - wraca do prania. Jeśli przykrywając się kocykiem nie czuję że pachnie pięknie - znowu jest prany, choćby 2 dni wcześniej tańcował w pralce. Producent płynów do płukania, powinien dać mi złota kartę i super zniżkę. Znikają bowiem w takim tempie, jak bym co najmniej wznosiła toasty owymi środkami.
Tak mam i już.
Któregoś pięknego styczniowego poranka, poczułam dziwny "smrodek" gdzieś w pokoju. Z racji godzin bardzo wczesno-porannych, nie byłam w stanie zlokalizować źródła. Podejrzewałam już nawet młodzież, która podstępnie przypaputowała do mojego łoża. Oczywiście niewinne - jak się później okazało istoty, zaraz po przebudzeniu zostały odprowadzone pod prysznic.
Śmierdziało mi cały czas, ciągle i wciąż i żadne odświeżacze nie były w stanie nic zrobić.
Śmierdziało mi rzygami czy czymś!!!
Odsuwałam szafki, wyszorowałam wszystko. Obwąchałam każdy zakamarek stołu, szafki, łóżka, każdy koszyczek ...
Seler spoglądał tylko na mnie z politowaniem i tym swoim dziwnym uśmieszkiem mówiącym coś w stylu, "biedna wariatka, coś jej śmierdzi, ale i tak ja kocham".
Po dwóch dniach prania niewinnych kocy, mycia szafek, podłóg i jeszcze raz szafek, podłóg i parapetów, zlokalizowałam smroda.
Jak wspomniałam na wstępie, jednym z moich zawodów jest "przesadzacz dyplomowany". Wszyscy wiedzą że szewc bez butów chodzi, wiec logicznym jest ze ogrodnik nie ma w domu kwiatów. Ja na przekór wszystkim mam, a w zasadzie miałam 2 szt. Ponieważ notorycznie zapominałam o podlewaniu, zdarzało im się ginąć śmiercią męczeńską - z pragnienia. Któregoś dnia postanowiłam stać się istota bardziej humanitarną. Podlałam na zapas. Ale nie tak że do doniczki bezlitośnie. Tylko do podstawka. Tyle tylko że za podstawek w moim ulubionym kwiatku służyła doniczka ozdobna ... Po kilku tygodniach taplania się w błotku, zbuntował się i zgnił. ZGNIŁ I ŚMIERDZIAŁ.
Jest mi przykro, bo to był kwiatek urodzinowy od mojej koleżanki.
Martusiu - wiem że czasem cichaczem tutaj zaglądasz - przepraszam. Wybacz  że zamordowałam prezent od ciebie. Ale nie smuć się, za miesiąc mam imieniny - możesz mi kupić nowy. Teraz to chyba już sztuczny?!

P.S. Skrzydłokwiat nie jest kwiatem wodnym :)


Zdjęcie znalezione w sieci

6 komentarzy:

  1. haha! fajnie, że znalazłaś tego smroda, plus masz najczystsze mieszkanie w okolicy...

    OdpowiedzUsuń
  2. A myślałam, że piszesz o rubasznicy;-)
    Bo chyba tak się nazywa ten kwiat, który kwitnąc śmierdzi tak, że klękajcie narody!
    A ty po prostu zamordowałaś kwiatka;-(
    Pozdrawiam cieplutko.
    PS
    I myślę, że masz pamięć zapachową;-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Asiu -czyste i nawet chwilowo posprzątane. Ale spokojnie wracamy do normy, nasz nieład artystyczny powraca :)
    pozdrawiam cieplutko

    Akularku -m takiego kwiatka bym nie zniosła raczej :)
    A co do pamięci zapachowej, nawet jeśli to co mi dolega tak się nazywa, to tego nie lubię raczej, chyba ze mi miło pachnie.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  4. Każdy jakieś hobby ma:)

    A jak facet pachnie, że "klękajcie narody" - hmmmmm....:)

    OdpowiedzUsuń
  5. No... ale mnie kiedyś autentycznie kwiat zaśmiardł. W okolicach kanapy w salonie potwornie śmierdziało jakaś ropą, rozpuszczalnikiem albo innym tego typu świństwem. Dużo czasu minęło zanim się zorientowałam ze to chemikalia którym był podlewany w kwiaciarni;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja dopiero od kilkunastu lat mam kwiaty w domu, bo nic nie bylo w stanie przezyc:(( Mordowalam je regularnie albo za czestym podlewaniem, albo robilam susz zapominajcac o podlewaniu:))
    Wech tez mam raczej psa policyjnego:))

    OdpowiedzUsuń