wtorek, 9 lutego 2010

Śnieg ...

Śnieg pada, śnieg pada ...
Z tej okazji przypomniała mi się historia sprzed ... hmmm półtora roku??

Kiedyś , dawno temu, nabyłam droga kupna dla swych pociech urocze, kolorowe poduszki do samochodu w kształcie dżdżownic. Nie znajdę teraz zdjęć, bo uległy biodegradacji za sprawą pewnego miłego młodzieńca, który na moim komputerze uczył się, "jak sformatować nie ten dysk co trzeba" (na kimś trzeba się uczyć). Ale kształt był jak na załączonym obrazku. Urok poduszek owych polegał na tym, że były wypełnione małymi kuleczkami, z plastiku czy coś, przez co były niezwykle milutkie.
Ponieważ nie miałam samochodu (poduszki miały przynieść mi szczęście w nabyciu pojazdu na 4 kołach), dzieci bawiły się nimi w domu.
Którejś pięknej soboty, miałam plan. Jak to zazwyczaj bywa - z planów nic nie wychodzi.
- śniadanko
- szybkie sprzątanko
- wypad do shop-center po buty na racice młodych osobników.
Reszta miał być dopisana w trakcie.
Podczas porannych ubieranek, Krzyś tylko nakablował na brata, że w poduszce zrobiła się dziura i zaczynają wysypywać się z niej kuleczki. Poprosiłam żeby ją wyrzucili zanim rozerwie się do końca.
Po śniadanku, dzieci zmobilizowane, zaczęły sprzątać w swoim pokoju. Wszak nie codziennie kupujemy fajowskie buty. W czasie kiedy oni ogarniali swój rewir, ja przelatywałam "lokale" na dole. Nagle, po schodach zbiega Marcin. Uhahany jak nie wiem co. Generalnie norma. Zdziwiło mnie tylko ze jest w samych majtkach, bez okrycia wierzchniego.
-Mamo! Zima! Zrobiłem aniołka na śniegu!
Niezła wyobraźnia, pomyślałam. Ale! zobaczyłam że ma jakąś wysypkę. Po bliższym przyjżeniu, okazało się że to kuleczki, małe, białe ...
Popedziłam na górę wymyślając po drodze co się tam mogło wydarzyć.
Zamarłam w progu.
- Zobacz, mamy zimę i śnieg. Zawołali radośnie
- A tu jest mój aniołek na śniegu - powiedział Marcin, pokazując miejsce na dywanie, gdzie prześwitywał granatowy dywan.
Cały pokój, każdy centymetr wolnej powierzchni, otulony był maleńkimi, plastikowymi kuleczkami, które żeby było zabawniej - elektryzowały się i przyczepiały do wszystkiego. W każdej szufladzie, na każdych majtkach, koszuklach, materacu .... wszędzie.
Tego dnia nie kupiliśmy butów.
Do późnych godzin popołudniowych usiłowaliśmy pozbierać to co się wysypało. Zapełniliśmy 2 worki w odkurzaczu i przegrzaliśmy tą że maszynę.
Nie sądziłam ze taka poduszka może być taka pojemna.
Przez kilka dni chłopcy budzili się rano, z buziami obklejonymi "sztucznym śniegiem"
Kulki sprzątałam jeszcze przez kilka miesięcy. i ciągle gdzieś sie pokazywały.
Jeszcze po powrocie do Polski, natknęłam się na kilka w zabawkach.
Ach ten śnieg ...

12 komentarzy:

  1. Moja córka kiedyś rozpirzyła taki pojemniczek z brokatem... Wszyscy bardzo długo mieliśmy "wszy" w karnawałowych kreacjach;))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kiedys siebie i Wspanialego wykapalam w romantycznej kapieli z takim glitter!!! Chlopisko swiecilo wszystkimi kolorami teczy przez tydzien, a jeszcze jak sie wyprowadzal to glitter byl wszedzie. Kilka lat temu cos mi zaswiecilo na kanapie?? oczywiscie glitter bo kanapy sa z tamtego mieszkania Wspanialego!!!
    Zasmiewamy sie z tej romantycznej kapieli do dzis:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Oni, to przynajmniej mieli "gotowy" śnie.
    My z siostrą ścierałyśmy na tarce styropian.
    To dopiero była jazda:-).

    OdpowiedzUsuń
  4. Nivejko, to był bardzo modny zmechanizowany łupież :)
    hihihih

    Stardust podobalibyście się Marcinkowi. On wręcz przepada za wszystkim co się błyszczy :)
    Błyszcząca ciocia Star - nieźle brzmi

    Ida - zastanawiam się co lepsze. Chociaż styropian też się elektryzuje, to jest lżejszy i pewnie fruwał w powietrzu ale za to kulki maciupeńkie wszędobylskie, upierdliwe.
    Jedno jest pewne - dzieci maja pomysły, że majtki opadają, albo jak mówił Holden - rajtuzy falują.
    Ja nawet nie staram sobie przypomnieć co robiłam w ich wieku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja podobnie ze styropianem kombinowałam...
    Widać czasy się zmieniają...
    Dziś dzieci mają łatwiej ;))))

    OdpowiedzUsuń
  6. o, a ja zawsze podczas macania takich niesamowicie milusich zabawek w sklepach zastanawiam się, co to takiego jest w środku, co jest aż tak SUPER w dotyku! Dzięki za uchylenie rąbka tajemnicy, nie będę musiała psuć :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Cała Ja - czasy się zmieniają, dzieci maja łatwiej, ale rodzice nie koniecznie. Ja z tego co pamiętam też bawiłam się styropianem, ale nigdy nie wpadłam na to żeby robić śnieżyce w domu.

    Diżejka - jeśli będziesz próbowała, to w ubraniu ochronnym i na zewnątrz, bo zmienisz okolice w biegun :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ahaha!!! śnieg w domu, bystrzaki :D

    OdpowiedzUsuń
  9. ja i w domu i w szkole próbowałam...
    cóż mama ze mną łatwo nie miała ;))

    OdpowiedzUsuń
  10. jak igły z choinki, też się wydłubuje z dywanu do kolejnych świąt:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Asiu - dzieci znalazły sposób na zimę w lecie ;)]

    Cała Ja - to jakiś medal dla naszych mam za dzielność i wytrwałość...

    Lelevina - oj, żebyś wiedziała

    OdpowiedzUsuń
  12. skoro mieli już śnieg ... mogli wymyślić zjeżdżanie na desce (do prasowania na przykład) hehe Więc nie jest źle ;)) pomysłowe te nasze dzieciaki ;)
    Buziak!

    OdpowiedzUsuń