Syn mój zabłyszczał był nową fryzurą w poniedziałek. Największą frajdą i atrakcją był DRED zrobiony na "kucyku", który pozostał jako wspomnienie po długich włosach.
Tego dnia, późnym wieczorem, będąc w szkole jeszcze odebrałam telefon z domu.
W słuchawce zapłakany Marcin.
- Mamo, bo ja zapomniałem że mam dreda.
- Czy coś się stało?
- Bo ja się wykąpałem i potem chciałem się uczesać ...
Święto na wsi pomyślałam. Moje dzieci bowiem grzebień znają prawie wyłącznie ze zdjęć, no i czasem jak kogoś ścinam, to widzą w dłoni mej. Z reguły starają się nie używać. Akceptują szczotkę do włosów, ale tez trzeba im o niej przypominać. Takie dziwactwo braci G. A tu proszę, sam z własnej nieprzymuszonej woli ...
Wracając do rozmowy
- No i zapomniałem i się rozczesałem ... i wyrwałem połowę włosów.
Tak więc moje dziecko własnoręcznie się oskalpowało.
Na szczęście odbyło się to bezkrwawo i bez ubytku skóry. Włosów jednak zrobiło się jakby mniej.
Ogonek zamiast sięgać do łopatek, sięga do ramion ...
Chyba wstrzymam się z eksperymentowaniem na dzieciach.
Tylko kto nam wybije z głowy nasze głupie pomysły?!
środa, 12 czerwca 2013
poniedziałek, 10 czerwca 2013
DZIECI ZMIENNE SĄ, ALE MATKA PORADZI SOBIE ZE WSZYSTKIM
Podobno to kobieta zmienną jest. Okazuje się że nie tylko.
Na ten przykład moje potomstwo, a szczególnie syn ulubiony młodszy, zmienia zdanie z prędkością światła. Zwalam wszystko na katar alergiczny, przez który moje dziecię najpewniej jest niedotlenione. Bo jak tu oddychać, kiedy kicha się cały dzień jak karabin maszynowy i smarcze tak, że grozi to odwodnieniem. Szkoda tylko że nasz pan alergolog za żadne skarby tego świata nie chce zmienić leków ... Nie wnikam. Nie chce on - zmienię ja - lekarza.
Ale do rzeczy.
W pewnym momencie, potomek mój stwierdził:
- Ty to jednak jesteś wyluzowaną matką.
Uznałam to oczywiście za komplement, bo słabo by było obrażać się tak z samego rana, koło 12tej.
Tego samego dnia wieczorem, wszyscy obecni w lokalu mieszkalnym moim panowie, postanowili skorzystać z mojej nowej udokumentowanej umiejętności, a mianowicie, poprosili o strzyżenie.
Włosy się posypały ... i łzy polały.
Marian, który do wczoraj miał długie włosy, chciał obciąć się na jeżyka. Zagroziłam wydziedziczeniem jeśli to zrobi. Oczywiście wiedziałam, że sam maszynki puki co nie złapie, więc byłam spokojna, bo spod nożyczek trzymanych moją ręką, taka fryzura mu nie groziła. Ścięłam go zwyczajnie, na krótko, ale nie tak że o matko.W końcu zaczął wyglądać jak Marcin! Jak powiedział przez łzy:
- Ale ja nie chciałem na łysa pałę!
I co "wyluzowana"matka mogła zrobić?! Mogła tylko uratować sytuację. W zasadzie to nie ja, tylko dred na "ogonie", który pozostał jako pamiątka po długich włosach.
Dziecię się rozchmurzyło, nawet bez oporów do szkoły poszło ... Teraz jest "COOL"
A z reakcjami dzieci po ataku przez moje nożyczki, bywa zabawnie.
W sobotę obcinałam syna moich znajomych. Po wszystkim stanął przed lustrem (potomek wspomnianych) i skomentował:
- O! Znowu wyglądam jak Filip! Naprawiłem się!
Znaczy się podobało.
Ufff
Na ten przykład moje potomstwo, a szczególnie syn ulubiony młodszy, zmienia zdanie z prędkością światła. Zwalam wszystko na katar alergiczny, przez który moje dziecię najpewniej jest niedotlenione. Bo jak tu oddychać, kiedy kicha się cały dzień jak karabin maszynowy i smarcze tak, że grozi to odwodnieniem. Szkoda tylko że nasz pan alergolog za żadne skarby tego świata nie chce zmienić leków ... Nie wnikam. Nie chce on - zmienię ja - lekarza.
Ale do rzeczy.
W dniu wczorajszym po teście z angielskiego stwierdziłam że należy się coś moim dzielnym
dzieciom i mnie po tak intensywnym wysiłku umysłowym i pojechaliśmy na fryty do
W pewnym momencie, potomek mój stwierdził:
- Ty to jednak jesteś wyluzowaną matką.
Uznałam to oczywiście za komplement, bo słabo by było obrażać się tak z samego rana, koło 12tej.
Tego samego dnia wieczorem, wszyscy obecni w lokalu mieszkalnym moim panowie, postanowili skorzystać z mojej nowej udokumentowanej umiejętności, a mianowicie, poprosili o strzyżenie.
Włosy się posypały ... i łzy polały.
Marian, który do wczoraj miał długie włosy, chciał obciąć się na jeżyka. Zagroziłam wydziedziczeniem jeśli to zrobi. Oczywiście wiedziałam, że sam maszynki puki co nie złapie, więc byłam spokojna, bo spod nożyczek trzymanych moją ręką, taka fryzura mu nie groziła. Ścięłam go zwyczajnie, na krótko, ale nie tak że o matko.W końcu zaczął wyglądać jak Marcin! Jak powiedział przez łzy:
- Ale ja nie chciałem na łysa pałę!
I co "wyluzowana"matka mogła zrobić?! Mogła tylko uratować sytuację. W zasadzie to nie ja, tylko dred na "ogonie", który pozostał jako pamiątka po długich włosach.
Dziecię się rozchmurzyło, nawet bez oporów do szkoły poszło ... Teraz jest "COOL"
A z reakcjami dzieci po ataku przez moje nożyczki, bywa zabawnie.
W sobotę obcinałam syna moich znajomych. Po wszystkim stanął przed lustrem (potomek wspomnianych) i skomentował:
- O! Znowu wyglądam jak Filip! Naprawiłem się!
Znaczy się podobało.
Ufff
niedziela, 9 czerwca 2013
NAUKA ANGIELSKIEGO - OPŁACA SIĘ
Każdy, mały i duży wie, że języków opłaca się uczyć.
No więc my się uczymy. Może nie tak że o matko.
Raczej powolutku, bez ciśnienia, własnym tempem.
Za 2 tygodnie okaże się na jakim poziome jesteśmy.
Za 2 tygodnie bowiem otrzymamy wyniki z Wielkiego Testu.
A dlaczego się opłaca?!
Nie tylko w związku z tym iż to bardzo przydatna umiejętność, która może nam się przyda np na wakacjach.
Dzieci dostały bowiem w nagrodę za wzięcie udziału w teście bilety do kina, teatru, komiksy ...
Nawet ja załapałam się na książkę.
Czad.
Ci co nie chcieli brać udziału i czekali przed wejściem, też mieli sporo atrakcji.
Obok bowiem przechodziła procesja do Katedry Łódzkiej. Co niektórzy nawet na kazanie z megafonu się załapali ... Ja tam jednak wolę swoją książkę.
To teraz czekamy na wyniki.
Okaże jacy mądrzy jesteśmy. To znaczy potomstwo moje wraz z rodzicielką są, czyli mną.
No więc my się uczymy. Może nie tak że o matko.
Raczej powolutku, bez ciśnienia, własnym tempem.
Za 2 tygodnie okaże się na jakim poziome jesteśmy.
Za 2 tygodnie bowiem otrzymamy wyniki z Wielkiego Testu.
A dlaczego się opłaca?!
Nie tylko w związku z tym iż to bardzo przydatna umiejętność, która może nam się przyda np na wakacjach.
Dzieci dostały bowiem w nagrodę za wzięcie udziału w teście bilety do kina, teatru, komiksy ...
Nawet ja załapałam się na książkę.
Czad.
Ci co nie chcieli brać udziału i czekali przed wejściem, też mieli sporo atrakcji.
Obok bowiem przechodziła procesja do Katedry Łódzkiej. Co niektórzy nawet na kazanie z megafonu się załapali ... Ja tam jednak wolę swoją książkę.
To teraz czekamy na wyniki.
Okaże jacy mądrzy jesteśmy. To znaczy potomstwo moje wraz z rodzicielką są, czyli mną.
sobota, 8 czerwca 2013
PREZENT IDEALNY
O czym marzy Małgorzata Sz-G?!
Oczywiście o całej masie rzeczy.
Z jakiego prezentu mogłaby się ucieszyć?!
Oczywiście z każdego.
Okazuje się że osoby które znają mnie ciut lepiej niż reszta populacji, wiedzą że lubię praktyczne i nietypowe rzeczy.
Na ten przykład wiertarka (typowo kobiecy gadżet), albo ... palety (euro - palety).
Te ostatnie dostałam w prezencie urodzinowym, wszak wiekiem chrystusowym od wczoraj mogę się pochwalić.
I co ja mogłam z nimi zrobić?!
Cięłam, skręcałam, malowałam i ...
To chyba oczywista oczywistość ze zamierzam się pochwalić ...
Będę się chwalić moim nowym siedziskiem - zielonym.
Potencjalni goście nie będą już musieli siedzieć jak susły na krzesłach.
Oraz stoliczkiem. Już nie trzeba będzie kubków na kolanach trzymać.
Rzecz jasna, wszystko jest w wersji dla leniwych, czyli na kółkach.
Oraz oczywiście jestem z siebie dumna i blada.
Oczywiście o całej masie rzeczy.
Z jakiego prezentu mogłaby się ucieszyć?!
Oczywiście z każdego.
Okazuje się że osoby które znają mnie ciut lepiej niż reszta populacji, wiedzą że lubię praktyczne i nietypowe rzeczy.
Na ten przykład wiertarka (typowo kobiecy gadżet), albo ... palety (euro - palety).
Te ostatnie dostałam w prezencie urodzinowym, wszak wiekiem chrystusowym od wczoraj mogę się pochwalić.
I co ja mogłam z nimi zrobić?!
Cięłam, skręcałam, malowałam i ...
To chyba oczywista oczywistość ze zamierzam się pochwalić ...
Będę się chwalić moim nowym siedziskiem - zielonym.
Potencjalni goście nie będą już musieli siedzieć jak susły na krzesłach.
Oraz stoliczkiem. Już nie trzeba będzie kubków na kolanach trzymać.
Rzecz jasna, wszystko jest w wersji dla leniwych, czyli na kółkach.
Oraz oczywiście jestem z siebie dumna i blada.
sobota, 1 czerwca 2013
TO BYŁ PIĘKNY DZIEŃ MATKI
Udało się.
Odbyło się i było .... miło.
Bałam się czy sobie poradzę. Zorganizowanie przyjęcia komunijnego dla syna mego. Pomieszczenie 16 osób na 38m2 ... Dałam radę. Bo któż jak nie ja.
To był przepiękny Dzień Matki.
Wszyscy goście dopisali.
Było wesoło i dokładnie tak jak miało być.
Odbyło się i było .... miło.
Bałam się czy sobie poradzę. Zorganizowanie przyjęcia komunijnego dla syna mego. Pomieszczenie 16 osób na 38m2 ... Dałam radę. Bo któż jak nie ja.
To był przepiękny Dzień Matki.
Wszyscy goście dopisali.
Było wesoło i dokładnie tak jak miało być.
Były kwiatki na Dzień Matki
I syn jak anioł
Oraz tort mej produkcji, który tylko wyglądał.
Niestety nie smakował tak jak powinien. Pewnie dlatego że to był pierwszy taki właśnie. Następny będzie lepszy.
A dzisiaj, wszystkim krasnalom i tym, którzy nadal czują się jak dzieci życzę worka cukierków i samych cudowności.
piątek, 24 maja 2013
SZYKUJE SIĘ IMPREZA
Słowo daję, że kiedyś nabędę drogą kupna wiatrówkę, albo inną broń na gołębie. Kiedyś widziałam w internecie rysunek:
Siedzą 2 gołębie na gałęzi i rozmawiają
- To co, sramy?!
- Nie. Poczekaj aż ta z 3-go umyje okna.
No i umyłam.
Ja mi te paskudy znowu nasrają, to jak babcie kocham, że upiekę na obiad.
A teraz z innej beczki. Chociaż może niezupełnie?!
Bo to sprzątanie, to z okazji szykującej się imprezy. W niedzielę mój ulubiony młodszy syn będzie "komunistą". Z tej oto okazji przylatuje do nas moja ulubiona młodsza siostra z całą ferajną w składzie małżonek oraz dzieci szt. 2. Tydzień przed planowaną podrożą szwagier mój ulubiony chciał odprawić bilety. Okazało się, że paszport ich starszej latorośli kończy się dokładnie w dniu wylotu.
Jak podsumował to nasz brat - od razu widać że jesteśmy spokrewnione.
W związku z tym iż sytuacja zaistniała w kraju innym niż Polandia, okazało się że można.
Wyrobienie paszportu w 3 dni, jest możliwe.
Oj, będzie się działo.
Siedzą 2 gołębie na gałęzi i rozmawiają
- To co, sramy?!
- Nie. Poczekaj aż ta z 3-go umyje okna.
No i umyłam.
Ja mi te paskudy znowu nasrają, to jak babcie kocham, że upiekę na obiad.
A teraz z innej beczki. Chociaż może niezupełnie?!
Bo to sprzątanie, to z okazji szykującej się imprezy. W niedzielę mój ulubiony młodszy syn będzie "komunistą". Z tej oto okazji przylatuje do nas moja ulubiona młodsza siostra z całą ferajną w składzie małżonek oraz dzieci szt. 2. Tydzień przed planowaną podrożą szwagier mój ulubiony chciał odprawić bilety. Okazało się, że paszport ich starszej latorośli kończy się dokładnie w dniu wylotu.
Jak podsumował to nasz brat - od razu widać że jesteśmy spokrewnione.
W związku z tym iż sytuacja zaistniała w kraju innym niż Polandia, okazało się że można.
Wyrobienie paszportu w 3 dni, jest możliwe.
Oj, będzie się działo.
poniedziałek, 6 maja 2013
JAK TO BRAT ZA BRATEM ZATĘSKNIŁ
Prawdziwą przyjaźń poznaje się w biedzie, a miłość braterską podczas nieobecności.
W dniu dzisiejszym, mój ulubiony starszy syn wyjechał szczęśliwie na 4-dniową wycieczkę. Cieszył się on, oraz jego ulubiony młodszy brat.
- Ale super - powiedział podekscytowany Marian, gdy rano zaprowadzałam go do szkoły - 4 dni bez Krzysia! Oł jeee
Nie skomentowałam, bo człowiek o godzinie wczesno porannej często mówi więcej niż chciałby faktycznie powiedzieć.
W godzinach wczesno - popołudniowych, kiedy to wracaliśmy do domu ...
- Wiesz, cały dzień szukałem Krzysia w szkole. Zapomniałem że wyjechał. Ale jakoś dziwnie bez niego. Czy możemy napisać do niego list?
Wieczorem zadzwoniliśmy do wycieczkowicza. Po 3 minutach rozmowy z rodzicielką, z kim spędził syn starszy kolejne pół godziny wisząc na telefonie?! Z bratem oczywiście.
Odetchnęłam z ulgą. Tłuką się, kłócą, dokuczają niemiłosiernie. Ale tęsknią za sobą z taką samą intensywnością. Za miesiąc kolejne rozstanie. Tym razem wyjedzie młodsza latorośl.
W dniu dzisiejszym, mój ulubiony starszy syn wyjechał szczęśliwie na 4-dniową wycieczkę. Cieszył się on, oraz jego ulubiony młodszy brat.
- Ale super - powiedział podekscytowany Marian, gdy rano zaprowadzałam go do szkoły - 4 dni bez Krzysia! Oł jeee
Nie skomentowałam, bo człowiek o godzinie wczesno porannej często mówi więcej niż chciałby faktycznie powiedzieć.
W godzinach wczesno - popołudniowych, kiedy to wracaliśmy do domu ...
- Wiesz, cały dzień szukałem Krzysia w szkole. Zapomniałem że wyjechał. Ale jakoś dziwnie bez niego. Czy możemy napisać do niego list?
Wieczorem zadzwoniliśmy do wycieczkowicza. Po 3 minutach rozmowy z rodzicielką, z kim spędził syn starszy kolejne pół godziny wisząc na telefonie?! Z bratem oczywiście.
Odetchnęłam z ulgą. Tłuką się, kłócą, dokuczają niemiłosiernie. Ale tęsknią za sobą z taką samą intensywnością. Za miesiąc kolejne rozstanie. Tym razem wyjedzie młodsza latorośl.
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
DZIECKO PRAWDĘ CI POWIE
Ostatnio warsztaty terapii zajęciowej w domu mym trwają.
W sumie to zawsze coś tam dłubię dla relaksu, ale ostatnio przechodzę samą siebie. Jeszcze nie staję obok, ale jest już blisko.
Jakiś czas temu nakręciłam się na meble ze skrzynek i z palet. Palety już u mojej koleżanki czekają na mnie, a w zasadzie na cud teleportacji. Oczyma wyobraźni widzę już stolik kawowy i pufę ...
Puki co zajęłam się skrzynkami, takimi na jabłka. Najpierw nie mogłam nigdzie znaleźć niechcianych, wszak jak się okazuje, to produkt pożądany i cenny jest dość. W końcu znalazłam oraz stałam się szczęśliwym posiadaczem pokaźnej sterty.
Na ostatni tydzień mój duży pokój zamienił się w warsztat stolarski ....
Miałam w planach zrobienie szafki na buty, bo "stojak" na obuwie mi się zmarszczył nieoczekiwanie.
Jak to jednak w pracach twórczych bywa, rezultat zazwyczaj jest daleki od tego pierwotnie zaplanowanego.
Milionpińcset drzazg, i 3 puszki bejcy później ...


Stojak na buty został zreanimowany, bo wyszło jak zwykle co innego.
Po przykręceniu ostatniej śrubki, zapytałam Mariana, który akurat się przypałętał, co sadzi o regale.
- Słabo, ale może być!
Na własnej krwi wychowałam krytyka od siedmiu boleści.
Słyszący to Sebastian, który stał z jeszcze ciepłą wiertarką stwierdził, że chłopak nie pogra sobie na komputerze przez następny tydzień.
Po kilku minutach usłyszeliśmy z za drzwi pokoju wycie. Otwieramy, a tam Marian z gitarą śpiewa, coś w rodzaju:
"Najpiękniejszy regał, Na na na, zrobili mama z wujkiem, Tra la la. Najcudniejszy on jest ..."
Ale i tak jestem z siebie dzielna.
No i z palet też coś popełnię - kiedyś.
P.S.
Na zdjęciu uwieczniony został tylko Marian, ale obaj z Krzysiem dzielnie mi pomagali. Nawet Sebastian miał swoich kilka ostatnich śrubek. Lista zasłużonych (albo winnych) jest długa.
W sumie to zawsze coś tam dłubię dla relaksu, ale ostatnio przechodzę samą siebie. Jeszcze nie staję obok, ale jest już blisko.
Jakiś czas temu nakręciłam się na meble ze skrzynek i z palet. Palety już u mojej koleżanki czekają na mnie, a w zasadzie na cud teleportacji. Oczyma wyobraźni widzę już stolik kawowy i pufę ...
Puki co zajęłam się skrzynkami, takimi na jabłka. Najpierw nie mogłam nigdzie znaleźć niechcianych, wszak jak się okazuje, to produkt pożądany i cenny jest dość. W końcu znalazłam oraz stałam się szczęśliwym posiadaczem pokaźnej sterty.
Na ostatni tydzień mój duży pokój zamienił się w warsztat stolarski ....
Miałam w planach zrobienie szafki na buty, bo "stojak" na obuwie mi się zmarszczył nieoczekiwanie.
Jak to jednak w pracach twórczych bywa, rezultat zazwyczaj jest daleki od tego pierwotnie zaplanowanego.
Milionpińcset drzazg, i 3 puszki bejcy później ...


Stojak na buty został zreanimowany, bo wyszło jak zwykle co innego.
Po przykręceniu ostatniej śrubki, zapytałam Mariana, który akurat się przypałętał, co sadzi o regale.
- Słabo, ale może być!
Na własnej krwi wychowałam krytyka od siedmiu boleści.
Słyszący to Sebastian, który stał z jeszcze ciepłą wiertarką stwierdził, że chłopak nie pogra sobie na komputerze przez następny tydzień.
Po kilku minutach usłyszeliśmy z za drzwi pokoju wycie. Otwieramy, a tam Marian z gitarą śpiewa, coś w rodzaju:
"Najpiękniejszy regał, Na na na, zrobili mama z wujkiem, Tra la la. Najcudniejszy on jest ..."
Ale i tak jestem z siebie dzielna.
No i z palet też coś popełnię - kiedyś.
P.S.
Na zdjęciu uwieczniony został tylko Marian, ale obaj z Krzysiem dzielnie mi pomagali. Nawet Sebastian miał swoich kilka ostatnich śrubek. Lista zasłużonych (albo winnych) jest długa.
środa, 24 kwietnia 2013
GRUNT TO DOBRA MOTYWACJA
To że urodziłam się blondynką i mentalną pozostałam do dziś, pomimo mocno ciemnego aktualnego koloru owłosienia - wiadomo.
Z tego też tytułu mało bystrą jednostką czasem bywam.
Dostałam zaproszenie od znajomej (mailowe) do przyłączenia się do grona znajomych gdzieś-tam*. Jako że zapraszająca jedną ulubieńszych znajomych mych jest, przyjęłam bez mrugnięcia.
Kliknęłam, zarejestrowałam, wpisałam co tam chcieli i ....
- Czego szukasz na randkowym portalu? - zabrzmiał głos w słuchawce 3 sekundy po kliknięciu. Że moje zwoje łączą długo dość, nie bardzo wiedziałam o jakie 2 drzewa chodzi?!
- Gdzie?
- Na portalu randkowym. Dostałem zaproszenie na wszystkie 3 adresy mailowe ...
Szanowni Państwo, jeśli otrzymaliście takowe zaproszenie od mej skromnej osoby, to wybaczcie. Ja wolę randki w REALU, ewentualnie w Tesco. Jeśli przyjęliście zaproszenie, mam nadzieję że zrobiliście to bardziej świadomie niż ja. Ja swój profil na ten tychmiast usunęłam, no chyba że nie udało się, to proszę o informację. Jeśli ktoś miałby ochotę spotkać się ze mną na kawę, to nie potrzebuję do tego żadnego serwisu randkowego wspomagającego. A już na pewno nie takiego, gdzie panowie prężą swe świeżo "wyfotoszopowane" muskuły, a panie wystawiają swe atuty na pokuszenie na "sweet fociach".
Tak więc jeśli ktoś by chciał, to piszcie, dzwońcie, bo poza tym że jestem mamą na pełen etat, aktualnie kończę czaderski kurs taki jeden (kiedyś się pochwalę) i mam pół pokoju zawalonego skrzynkami (drewnianymi, nie po winie), z których aktualnie tworzę w każdej wolnej chwili (nie powiem co, bo od niedzieli, czyli od dnia kiedy to stałam się ich właścicielem, kilka razy mi się zmieniło), to mam czau całe mnóstwo.
A!!!
Miało być o motywacji ...
No więc proceder ten zmotywował mnie to uporządkowania kontaktów na mojej poczcie. Z automatu mam ustawione żeby mój inteligentniejszy (nie ma takiego wyrazu w słoniku sprawdzającym pisownie - dobry słownik) ode mnie program pocztowy dodawał adresy do kontaktów, jak tylko na nie spojrzę ....
Tak więc były tam adresy ... szkoda gadać. No cóż, pracy już w Polsce nie znajdę, czas pakować walizki ...
A tak wyglądają moje skrzynki. Niektórzy mieli już przyjemność zobaczyć ja na FCB a nawet na żywo - taka jestem. Ci co nie mieli, nich patrzą, bo następne (mam nadzieję) zdjęcie będzie z efektem końcowym, tylko "TEMU NA GÓRZE"
znanym.
* Nazwy portalu nie pamietam, bo wszystkie wiadomości skutecznie pokasowałam.
Z tego też tytułu mało bystrą jednostką czasem bywam.
Dostałam zaproszenie od znajomej (mailowe) do przyłączenia się do grona znajomych gdzieś-tam*. Jako że zapraszająca jedną ulubieńszych znajomych mych jest, przyjęłam bez mrugnięcia.
Kliknęłam, zarejestrowałam, wpisałam co tam chcieli i ....
- Czego szukasz na randkowym portalu? - zabrzmiał głos w słuchawce 3 sekundy po kliknięciu. Że moje zwoje łączą długo dość, nie bardzo wiedziałam o jakie 2 drzewa chodzi?!
- Gdzie?
- Na portalu randkowym. Dostałem zaproszenie na wszystkie 3 adresy mailowe ...
Szanowni Państwo, jeśli otrzymaliście takowe zaproszenie od mej skromnej osoby, to wybaczcie. Ja wolę randki w REALU, ewentualnie w Tesco. Jeśli przyjęliście zaproszenie, mam nadzieję że zrobiliście to bardziej świadomie niż ja. Ja swój profil na ten tychmiast usunęłam, no chyba że nie udało się, to proszę o informację. Jeśli ktoś miałby ochotę spotkać się ze mną na kawę, to nie potrzebuję do tego żadnego serwisu randkowego wspomagającego. A już na pewno nie takiego, gdzie panowie prężą swe świeżo "wyfotoszopowane" muskuły, a panie wystawiają swe atuty na pokuszenie na "sweet fociach".
Tak więc jeśli ktoś by chciał, to piszcie, dzwońcie, bo poza tym że jestem mamą na pełen etat, aktualnie kończę czaderski kurs taki jeden (kiedyś się pochwalę) i mam pół pokoju zawalonego skrzynkami (drewnianymi, nie po winie), z których aktualnie tworzę w każdej wolnej chwili (nie powiem co, bo od niedzieli, czyli od dnia kiedy to stałam się ich właścicielem, kilka razy mi się zmieniło), to mam czau całe mnóstwo.
A!!!
Miało być o motywacji ...
No więc proceder ten zmotywował mnie to uporządkowania kontaktów na mojej poczcie. Z automatu mam ustawione żeby mój inteligentniejszy (nie ma takiego wyrazu w słoniku sprawdzającym pisownie - dobry słownik) ode mnie program pocztowy dodawał adresy do kontaktów, jak tylko na nie spojrzę ....
Tak więc były tam adresy ... szkoda gadać. No cóż, pracy już w Polsce nie znajdę, czas pakować walizki ...
A tak wyglądają moje skrzynki. Niektórzy mieli już przyjemność zobaczyć ja na FCB a nawet na żywo - taka jestem. Ci co nie mieli, nich patrzą, bo następne (mam nadzieję) zdjęcie będzie z efektem końcowym, tylko "TEMU NA GÓRZE"znanym.
* Nazwy portalu nie pamietam, bo wszystkie wiadomości skutecznie pokasowałam.
sobota, 20 kwietnia 2013
ZDROWIE PSYCHICZNE RODZICÓW PRZEDE WSZYSTKIM
Jak to jest z kategoriami wiekowymi filmów? O ile te od 16 czy 18 lat jestem w stanie zrozumieć, o tyle te od 12 roku życia, zazwyczaj mnie zastanawiały. Moje potomstwo, szczególnie to młodsze, często załapuje się na nie właśnie i rzadko kiedy dostrzegam powód dla którego oglądać takiego filmu nie powinien.
Otóż od dzisiaj już wiem.
To wszystko w trosce o dobro i zdrowie psychiczne rodziców!
Połowa filmu spędzona na tłumaczeniu i odpowiadaniu na pytania
- A co to?
- Co to znaczy?
- Czy to oznacza że ...
- Dlaczego on cośtam ...
A jak jeszcze nie daj Boże przez przypadek leci film na jedynym kanale, na którym kiedyś niechcący włączono napisy i z lenistwa tylko rodzicielka nie zgłębiła metody ich wyłączania, to można spodziewać się pytań:
- A dlaczego napisane jest tak, a on powiedział co innego?
Na szczęście młody nie wyłapuje jeszcze różnic w oryginalnym tekście (angielskim) i lektora. To w zestawieniu z napisami byłoby strzałem w kolano.
W dniu dzisiejszym, moje wrodzone: spokój, opanowanie i cierpliwość, zostały mocno nadszarpnięte. Powiedziałabym nawet że coś im się naderwało.
Od jutra:
1 - uważnie patrzę na przedział wiekowy
2- wyłączam napisy
3- kupuję melisę
Otóż od dzisiaj już wiem.
To wszystko w trosce o dobro i zdrowie psychiczne rodziców!
Połowa filmu spędzona na tłumaczeniu i odpowiadaniu na pytania
- A co to?
- Co to znaczy?
- Czy to oznacza że ...
- Dlaczego on cośtam ...
A jak jeszcze nie daj Boże przez przypadek leci film na jedynym kanale, na którym kiedyś niechcący włączono napisy i z lenistwa tylko rodzicielka nie zgłębiła metody ich wyłączania, to można spodziewać się pytań:
- A dlaczego napisane jest tak, a on powiedział co innego?
Na szczęście młody nie wyłapuje jeszcze różnic w oryginalnym tekście (angielskim) i lektora. To w zestawieniu z napisami byłoby strzałem w kolano.
W dniu dzisiejszym, moje wrodzone: spokój, opanowanie i cierpliwość, zostały mocno nadszarpnięte. Powiedziałabym nawet że coś im się naderwało.
Od jutra:
1 - uważnie patrzę na przedział wiekowy
2- wyłączam napisy
3- kupuję melisę
Subskrybuj:
Posty (Atom)







