Strony

niedziela, 21 grudnia 2014

JAK TO ŚCIANA MARCINOWI WYROSŁA PRZED STOPĄ, CZYLI ŻEBY ŚWIĘTA NIE BYŁY NUDNE

Stworzę chyba serię "1000 przypadków braci G".
Albo zacznę rozmyślania "Co by matka robiła, z wolnym czasem, gdybym potomstwa nie miała?!"
Pewnie dłubałabym łokciem w nosie z nudów i czasu wolnego miałam bym po kokardki.
Na szczęście potomstwo jest i głowy sobie nie mam czasu zaprzątać takimi głupotami.
Chłopcy organizują mi każdą minutę wolnego czasu. Jak tylko wyczują że już, już za momencik wszystko miałabym zrobione ... Wyobraźnie zdecydowanie odziedziczyli po mnie.

Przedświąteczna sobota.
Od rana sprzątanie, zakupy ...
Postanowiliśmy zrobić świąteczne ciasteczka. Zapomniałam tylko że nie mamy mąki ... i masła ... i proszku do pieczenia ... W sumie to miałam tylko cukier, co rzeczą jest dziwna bo tej białej śmierci w zasadzie tylko Krzyś używa i to też jak mu się przypomni o herbacie.
Dokupiłam brakujące produkty w sklepie po sąsiedzku. Jeszcze trochę a zacznę tam w kapciach chodzić. Upiekliśmy ciasteczka, posprzątałam po akcji kuchennej i już, już witała się z gąską...
Usłyszałam śmiech przez łzy Marcina.
Oczywiście kiedy ja ogarniałam pobojowisko w kuchni, chłopcy znaleźli sobie zajęcie, a że twórczy są wyjątkowo, musiało być to coś głupiego.
Mają rzutki, ale nie z ostrymi strzałkami, tylko takie zwykłe, na rzepy (dla bezpieczeństwa). Ubrali się w świąteczne sweterki i udawali że są żywym celem. Do momentu kiedy przed Marcinem wyrosła ściana - złośliwa.
Zamachnął się siarczyście, przypomniał sobie słowa potocznie uznane za wulgarne i wydając dziwne dźwięki przykuśtykał do kuchni.
No dobra, uderzył się. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
Upewniłam się tylko czy był przy tym - był.
Po zdjęciu skarpetki, okazało się że najmniejszy palec zmienił swoje ustawienia i stopa lekko opuchła. Po wykorzystaniu koła ratunkowego - telefonu do przyjaciela, postanowiłam pojechać do szpitala. Ten kto tu był, może sobie tylko wyobrazić jak Marian pokonywał schody ...

Naszykowani byliśmy na kilka dobrych godzin siedzenia. Jest to miejsce w którym jakby godziny inaczej płyną. Nikt się nie spieszy, każdy ma czas ...
Pielęgniarka obejrzała stopę potomka, dała leki przeciwbólowe i czekaliśmy na prześwietlenie, lekarza ... Po jakimś czasie doczekaliśmy się zaszczytu spotkania owego. Przyszedł taki w skrzaciej czapce i z wyraźnym zainteresowaniem zapytał się Marcina o przebieg zdarzenia. Po wysłuchaniu historii, stwierdził, że syn ma niezłego kopa, b
o jak to powiedział "to jest bardzo dobre złamanie".
Narysował na stopie strzałkę co by pielęgniarka nie odcięła zdrowego palca, ta z kolei wzięła i go przykleiła plastrem do drugiego i już.
Za 2 dni wizyta w klinice na kontroli. Jak mnie dobrze zdenerwuje to poproszę żeby całego go zagipsowali.
Póki co, potomek stanowczo odmawia przyjmowania leków przeciwbólowych - bo go nie boli, biega po mieszkaniu na pięcie i tylko będę musiała przygotować kąpiel dla księcia, co by stojąc pod prysznicem nie złamał sobie czegoś innego.

Wiedział skubany co zrobić żeby wymigać się od świątecznych zakupów.

niedziela, 23 listopada 2014

100 LAT, CZYLI 10% WYROKU JUŻ ZA NAMI

Mam najfajniejsze dzieci na świecie!
Lepszych nie mogłabym sobie wymarzyć.
Tego jak bardzo jestem z nich dumna, nie da się opisać w żaden sposób.
Każdy kto ich nie poznał osobiście, może tylko żałować!

Dzisiaj, jeden z najważniejszych facetów w moim życiu obchodzi swoje urodziny.
Od 10 lat mam przyjemność być mamą Marcina!
Wszystkiego najlepszego synku!


czwartek, 20 listopada 2014

QURRITO CZYLI NIESPODZIANEK CIĄG DALSZY

Dzisiaj będzie krótko, ale smacznie.
Od czasu jakiegoś potomek mój straszy napominał o przyprawach przeróżnych.
Zrobił nawet ich listę.
Długą.
Postanowił wypróbować nowo poznany przepis.
Nabyliśmy drogą kupna prawie wszystkie punkty z listy.
W sklepie - po sąsiedzku, piętro niżej.
Przyszliśmy, narobiliśmy hałasu, pośmialiśmy się, wykupiliśmy półkę przypraw, do popicia kupiliśmy szampana i poszliśmy sobie.


Chciałam powiedzieć że zaskoczona byłam niezwykle miło, bo to co poczynił mój syn starszy przy niewielkim udziale młodszego, w moim skromnym odczuciu było zaje ....fajne. Sąsiadka (która miała przyjemność próbować) z miejsca poprosiła o przepis i zapowiedziała w dniu jutrzejszym nalot na nasz ulubiony sklep w celu nabycia niezbędnych składników.
Z pewnością nie kupi szampana, ale pewnie nieźle sobie o nas pomyślą. Chociaż w sumie ... już jakiś czas nas znają to pewnie nic ich nie zdziwi.

Zdecydowanie potomek starszy odziedziczył zmysł kuchenny po dziadku. Ja w jego wieku z tego co pamiętam umiałam zrobić kanapki albo przypalić wodę.


Czy już kiedyś wspominałam że zazdroszczę ich przyszłym żonom?!

Jeśli będą częściej gotować, będę musiała jednego ich oduczyć - kucharz nie zmywa.


wtorek, 18 listopada 2014

NA WŁASNEJ KRWI WYHODOWANY

Dzisiaj, szukałam w czeluściach plecaka potomka mego Jurnala (coś w rodzaju polskiego dzienniczka ucznia) i pustych opakowań po Lunchu. Pod koniec tygodnia w takich zapomnianych opakowaniach różne cuda można znaleźć. Czasem również stają się być aromatyzowane. W pewnym momencie zaczęłam podejrzewać młodego o produkcję broni biologicznej, albo co najmniej nowego życia. Po tygodniu takie torebki to już same z plecaka wychodzą.
Biolog będzie - pomyślałam. Albo weterynarz, bo jak robił plany na co wyda wygrana w Totka - to schronisko! Na jego szczęście ja byłam na nieco wyżej punktowanej pozycji.
W jakże wielkim błędzie byłam.
Oto co na własnej krwi wyhodowałam!


Ja jestem zdecydowaną przeciwniczką testów na zwierzętach.
Młody chyba o tym nie wie.
Swoją drogą, chyba się nudzi na lekcjach w szkole


niedziela, 16 listopada 2014

ZBIOROWA GŁUPAWKA I BRAK KONTAKTU Z BAZĄ, CZYLI JAK TO CHCIAŁAM BYĆ DOBRĄ CIOCIA, ALE WYSZŁO JAK ZWYKLE.

Upieczenie tortu to w sumie żaden wyczyn. Lepiej lub gorzej, zawsze mi jakoś szło. Wczorajszy tort mnie pokonał.
Po 4 godzinach, 3 biszkoptach, 16 jajkach, byłam w lesie.
Zapanowała zbiorowa głupawka a z biszkoptów nic wyczarować nie byliśmy w stanie.
Dlaczego aż 3?! Najpierw miał być lew, ale forma okazała się być taka niewspółpracującą. Biszkopt był fajny, ale kształtem podobny do niczego i moja wyobraźnie miała kłopot  z wymyśleniem czegoś co można by z nim zrobić.
Upiekłam następny, ale nie urósł.
Potem następny - ten wyrósł i na chwilę zapanował spokój na mojej twarzy. Okazało się jednak że w całości z pozostałymi to tylko piramida albo choinka ... a to na 1 urodziny Olki.
W desperacji planowałam już konkurs na FB w temacie "co można z tego ulepić", ale nie mogłam zlokalizować aparatu.


Zaczęłam tracić kontakt z bazą. Nalałam sobie lampkę wina, po czym zanim spróbowałam zgubiłam ją. Odlazła się jakiś czas później kiedy to utopiłam w niej ładowarkę.
Ostatecznie upiekłam jeszcze jeden biszkopt który nie wyszedł.
Ale wbrew pozorom,  to nie ciasto było największym wyzwaniem, tylko krem. Musiał być bowiem bezlatozowy ze względu na Tośkę, która ma alergie na laktozę właśnie.
Nie powiem jak to smakuje, bo aż mi dziecka szkoda, oraz wszystkich którzy będą mieli wątpliwą przyjemność próbowania tego wynalazku.

O 3:15 zamknęłam lodówkę (zaczęłam maraton o ok 16 z małymi przerwami).


Najfajniejsze jest to ze na następny weekend muszę upiec jeszcze 2.
Istnieje możliwość że ci co dzisiaj go spróbują nie przeżyją i imprezy za tydzień zostaną odwołane, tym samym kolejne życia ocalone.

Niech mnie ktoś przytuli!



poniedziałek, 10 listopada 2014

SERYJNY ZABÓJCA, CZYLI JAK TO MATKA ZAKŁAD Z POTOMSTWEM PRZEGRAŁA

Zagadka - podpatrzone z jednej ze społeczności Facebookowych

Zgadnij jaki to film! 

"Seryjny morderca brutalnie zamordował kolesiowi żonę a syna uczynił kaleką.
W dramatycznym zwrocie akcji syn zostaje porwany a ojciec musi namierzyć i gonić
porywacza przez tysiące kilometrów z pomocą psychicznie upośledzonej kobiety."


Potomstwo walczyło pół godziny i nic.
Ja oczywiście odpowiedź znałam, ale pewnie sama bym na to nie wpadła. 
Większość z was (tego jestem pewna) owy film widziała.



"GDZIE JEST NEMO"

Kto na to wpadł ma u mnie kawę. Albo nie, bo będzie mi przykro - jestem na odwyku i łatwo nie jest.
Kto zgadnie sobie sam wybierze. Może być uścisk dłoni na ten przykład.
 
Kiedy już zagadka została rozwiązana, pojawiły się kolejne wątpliwości. 
Kto był seryjnym mordercą?!
Założyłam się z potomstwem o €3 na głowę. Całe szczęście że nie o PlayStation3 jak proponowali wcześniej, bo już bym miała pozamiatane.
Taka to ze mnie znawczyni kinematografii, że pomyliłam seryjnego zabójcę z porywaczem.

Chyba jednak pozostanę przy książkach.

czwartek, 23 października 2014

PIERŚCIONKI, NOŻYCZKI I HALLOWEENOWE ŁAMIANIE ZĘBÓW

Dzisiaj będzie jak zwykle o moich fajnych dzieciach, więc jak zwykle będzie nudno.
... i jeszcze o tym, jak to z tradycjami irlandzkimi jestem do tyłu.

Już nie pamiętam czym się chwaliłam a czym nie. Jak nic, to wszystko wina pogody (chociaż póki co nie narzekam, ale jesień jest jesienią), no bo przecież nie wieku.

Jakich czas temu syn starszy po powrocie ze szkoły
- Dostałem "exelenta" (czyli coś w stylu wyróżnienia) z pracy domowej
- Super
- Jako jedyny z klasy! - zaznaczył dobitnie
- Wow, to z czego to?!
- Siedzisz?! - zapytał że niby w trosce o moje bezpieczeństwo - z ANGIELSKIEGO

Dodam tylko że Krzyś jest jedynym Polakiem w klasie i jednym z 8 obcokrajowców na jakieś 30szt!

Dni temu kilka, oprócz pięknych ocen z testów (nauka, geografia, hiszpański, i nie wiem co jeszcze) przyniosło mi dziecię takie cudeńko.


Projekt z zajęć praktycznych - wieszak na nożyczki.
Ciekawe po kim to zamiłowanie do dłubactwa w drewnie.

Syn młodszy oczywiście nigdy nie pozostaje w tyle.
Dzisiaj mieli w szkole coś co przypominało trochę nasze Andrzejki, tylko data się nie zgadza. To podobno ich halloweenowa tradycja. Każdy dostał po kawałku ciasta zwanego BARM BREAD. Przypomina trochę naszego keksa. Szczęśliwiec, któremu trafi się kawałek z pierścionkiem, wyjdzie za mąż lub się ożeni - w zależności od upodobań - z osoba której podaruje ów pierścionek.
Oczywiście Marcin prawie sobie zęba połamał. Nie na orzechu czy rodzynkach, tylko na pierścionku właśnie. Dalej utrzymuje że poczeka przynajmniej po osiemnastki ... Ale kto go tam wie.

Drogie panie, potencjalne kandydatki, Marian decyzji jeszcze nie podjął. Można matce jego przesyłać drobiazgi w celu przekonania jej. Może zdecyduje się poprzeć waszą kandydaturę, albo chociaż wpisać na listę.
Rodzicielka syna swego lubi:
czekoladę, orzeszki, skarpetki, ciepłe piżamy, kubki, kwiatki ... o alkoholu nie wspominam, bo to dotyczy nieletnich.  Jak coś mi się przypomni to dodam do listy.
Jak to dobrze ze jak nie miałam w tym wieku takich dylematów.

sobota, 11 października 2014

SZYKUJE SIĘ MEGA WEEKEND, CZYLI IRLANDIA PÓLNOCNA W NATARCIU

Jak się człowiek spieszy ...
... to powinien wziąć coś na uspokojenie!
Złośliwości losu.
Mikser się obraził, odkurzacz przestał ze mną gadać w środku nocy. Rano mu przeszło - że niby zmęczony był czy co?! Ja wiem że na noc się nie powinno najadać, ale myślałam że odkurzaczy te zasady nie dotyczą.

A to tylko dla tego że chciałam odgruzować mieszkanie - jak co tydzień, tylko ciut wcześniej. Zazwyczaj akcja "sprzątanie" ma u nas miejsce w sobotę. Tym razem zagoniłam potomstwo do sprzątania już w czwartek. W sobotę nie będzie na to czasu gdyż .... na weekend przyjeżdża moja BZDĘGA, a chłopcy idą z moją ulubioną młodsza siostrą do kina!!!

No cóż Aga będzie musiała uruchomić swoją wyobraźnię. Ale co to dla niej?!

To będzie SUPER WEEKEND!

poniedziałek, 6 października 2014

DZIWNA TA JESIEŃ, CZYLI JAK POTOMSTWO POTRAFI MATKĘ ZASKOCZYĆ.

Dziwne zaczynają się poranki.
Za oknem wiatr, deszcz, zimno ...
Ostatnią rzeczą jaką chciałabym zrobić, to wyłonić się spod kołdry.
Z objęć Morfeusza wyrwał mnie dźwięk miksera.
Syn mój ulubiony starszy robił na śniadanie omlety.


I'm loving it!


A z cyklu Marianowy zawrót głowy:
Dnia któregoś w nie tak odległej przeszłości, w drodze do szkoły.
- Mamo, wkurzasz mnie!
- No co ty nie powiesz?! Ty mnie też.
- Świetnie! A wiesz co to oznacza?!
- Co?
- Że jesteś moją MATKĄ!

Pozostawię bez komentarza.

piątek, 3 października 2014

JESIEŃ. PIĘKNA, MOKRA JESIEŃ.

No i zaczęło się.
Pada! I to nie tak przelotnie jak to ma w zwyczaju, tylko regularnie, długo, wkurzająco, upierdliwie ...


Wychodząc z Marianem do szkoły, kurtki przeciwdeszczowej nie wzięłam, bo syn starszy zdążył mi ją zgubić, więc nie jestem w posiadaniu. Nie wzięłam też parasolki - bo tylko była lekka mżawka, jakby coś smarkało. Stwierdziłam że wystarczy mi kaptur w bluzie. Naszykowana jak na rower, bo taki był mój plan, pomaszerowałam z potomkiem.
Wracając trzymałam spodnie żeby mi nie spadły. Okazuje się że gumka nie musi być za luźna żeby walczyć z grawitacją. Wystarczy że się przesiąknie kompletnie wodą.
Ociekająca wodą, wróciłam, rower sobie dzisiaj darowałam. 2gi prysznic w dniu dzisiejszym mam zaliczony.
Teraz będę usiłowała dopłynąć do urzędu.

A poza tym żadnych skarg i zażaleń. Szczególnie na szkołę.
Potomek starszy na ten przykład zapisał się do klubu naukowego i koszykówki.
Kilka dni temu poinformował iż jako jedyny z klasy dostał "exelenta" z pracy domowej ... z angielskiego. Dodam że jest jedynym Polakiem w klasie. Pragnę wierzyć iż  to moje dziecko jest bystre, a nie poziom w klasie niski.

Byle do wiosny!



Zdjęcie znalezione w sieci