piątek, 3 października 2014

JESIEŃ. PIĘKNA, MOKRA JESIEŃ.

No i zaczęło się.
Pada! I to nie tak przelotnie jak to ma w zwyczaju, tylko regularnie, długo, wkurzająco, upierdliwie ...


Wychodząc z Marianem do szkoły, kurtki przeciwdeszczowej nie wzięłam, bo syn starszy zdążył mi ją zgubić, więc nie jestem w posiadaniu. Nie wzięłam też parasolki - bo tylko była lekka mżawka, jakby coś smarkało. Stwierdziłam że wystarczy mi kaptur w bluzie. Naszykowana jak na rower, bo taki był mój plan, pomaszerowałam z potomkiem.
Wracając trzymałam spodnie żeby mi nie spadły. Okazuje się że gumka nie musi być za luźna żeby walczyć z grawitacją. Wystarczy że się przesiąknie kompletnie wodą.
Ociekająca wodą, wróciłam, rower sobie dzisiaj darowałam. 2gi prysznic w dniu dzisiejszym mam zaliczony.
Teraz będę usiłowała dopłynąć do urzędu.

A poza tym żadnych skarg i zażaleń. Szczególnie na szkołę.
Potomek starszy na ten przykład zapisał się do klubu naukowego i koszykówki.
Kilka dni temu poinformował iż jako jedyny z klasy dostał "exelenta" z pracy domowej ... z angielskiego. Dodam że jest jedynym Polakiem w klasie. Pragnę wierzyć iż  to moje dziecko jest bystre, a nie poziom w klasie niski.

Byle do wiosny!



Zdjęcie znalezione w sieci

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz