
Co widnieje na zamieszczonym obrazku?!
To proszę państwa są jasne skarpetki mojego potomstwa w stanie tzw "poobozowym" namoczonym.
Szczęście że nie miałam tej wątpliwej przyjemności widzieć i czuć wspomnianych.
Panowie się odmeldowali, cali, zdrowi i mega zadowoleni.
Po 3 tygodniach w głębokim lesie, najchętniej by tam jeszcze zostali.
Jeśli zdania nie zmienią, to przyszłoroczne wakacje mam już dla nich zaplanowane.
Wygląda na to że to tylko ja się tu męczyłam. W sensie że dziwną matką jestem. Albo może właśnie zwyczajną?! Brakowało mi ich codziennego słowotoku i ogólnie jakoś nie mogłam sobie miejsca znaleźć. Wszystkie plagi egipskie mnie dopadły z jelitówką włącznie. Dzisiaj na ten przykład musiałam się ewakuować z autobusu w drodze do pracy, co by widowiska nie zrobić. Godzinny spacer dobrze mi zrobił. Teraz mobilizuje siły na jutro.
A potem ...
A potem to już tylko urlop.
Jutro jest mój ostatni dzień użalania się nad sobą.
Potem się podniosę, otrzepię i pójdę do przodu.
A co!
Praca???? jaka?
OdpowiedzUsuńKasiu od kilku miesięcy (jestem pewna ze się chwaliłam) pracuje w szkole specjalnej w roli powiedzmy nauczyciela wspierającego. W wakacje jak dzieci nie ma, pomagałam w sekretariacie szkolnym.
UsuńA teraz pakowanie i WAKACJE!
Najczesciej tak wlasnie jest, ze my matki sie stresujemy niepotrzebnie, a potomstwo sobie radzi:))
OdpowiedzUsuńMartwiłam się na początku, ale wiedziałam że wszystko jest ok. Ja sobie po prostu nie umiałam znaleźć miejsca bez nich.
Usuń