czwartek, 21 sierpnia 2014

NIE MIAŁA BABA KŁOPOTU, CZYLI JAK ZAMIESZKAŁ Z NAMI DZIKUS I KREW SIĘ POLAŁA.

Rzeczą oczywistą i powszechnie znaną jest iż kocham zwierzęta, pod warunkiem iż nie mieszkają ze mną. Mi rozrywki dostarcza potomstwo. Uważam że jak na jeden system nerwowy, jest to ilość wystarczająca.
Odkąd pamiętam, młodzież usiłowała mnie namówić - bezskutecznie.
Kilka lat temu, kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Irlandii Północnej ...
- Mamo, czy możemy mieć kota?!
- Nie synku, nie możemy. Zobacz, po ogródku chodzą koty.
- A możemy mieć chociaż psa?!
- Nie, psa tez nie. Ale spójrz, te koty w ogrodzie są takie wielkie jak psy.
- A chomika?!
- Nie umiecie posprzątać w swoim pokoju, a po chomiku będziecie?!
- Dobrze że mamy chociaż nasze pająki!

W tym czasie mniej więcej ustaliłam że na pająki najlepszy jest Cif do łazienek.

No i tak się matka broniła i co?


I od poniedziałku mamy nowego mieszkańca. Przyjechał do nas w zielonym autobusie.
Sama w to nie wierzę.
Bestia zwie się JJ (czyt DżejDżej), ale ja tam na niego wołam Dzikus.
Ofiary w postaci pogryzionych palców już były, krew się lała. Jeszcze nie znalazł się śmiałek który by to stworzenie wziął na rękę i pogłaskał. Ktoś chętny?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz