środa, 13 sierpnia 2014

DOMEK NA DRZEWIE CZYLI WAKACYJNYCH WSPOMNIEŃ CIĄG DALSZY

Któż z nas nie chciał mieć domku na drzewie w dzieciństwie?!
Chyba każdy kogo znam. Ja z pewnością. Miałam szczęście mieszkać jako dziecko w Słupsku, w domku z ogrodem i niezliczoną ilością drzewek owocowych. W zasadzie połowa mojego ogródka wyglądała jak sad. No dobra mini sad. 3 śliwki miodówki, 2 jabłonki, gruszka, czereśnia, wiśnia. Byłam wtedy takich rozmiarów (tak, kiedyś byłam małą słodką dziewczynką) że czułam się tam prawie jak w lesie. Jedna z moich ulubionych śliwek miała niezliczone ilości gałęzi. Ułożone prawie jak drabina. Pamiętam że to był mój domek na drzewie.
Teraz nieliczni tylko mogą pracować na takie miłe wspomnienia z dzieciństwa.
Ale są też tacy, którzy maja zdolnych tatusiów.
I tu oto w tym miejscu mój zachwyt i pełen "szacun" dla męża mojej ulubionej Gruszki.
Obiecał dziecku domek na drzewie - i słowa dotrzymał.
2 dni prac na wysokościach i powstał domek o jakim nawet ja nie śniłam.
Kiedy opuszczaliśmy wieś polską nie miał jeszcze dachu, ale i tak już wtedy w moich oczach miał status najfajniejszego domku.

Marcin i właścicielka nadrzewnego M - Julka

Może za rok w nim schronimy się przed robactwem wiejskim - w namiocie nas pokonały stworzenia. Może część z nich tak wysoko nie wejdzie?!
Ale do tego czasu muszę popracować nad lękiem wysokości. Tym razem podziwiałam budowlę tylko z pozycji mocno stąpającej po ziemi. Nie wiem wszak kto by mnie  stamtąd ściągnął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz