poniedziałek, 18 sierpnia 2014

CIĄGLE JESZCZE POURLOPOWO, CZYLI LEKKI NIŻ NASTROJOWY

Tak, ja ciągle w nastroju pourlopowym.
Mam nadzieję że do Bożego Narodzenia mi przejdzie.

Często znajomi pytają się do czego tęsknię w Polsce. Zawsze i do znudzenia odpowiadam to samo (pewnie już to słyszeliście albo czytaliście) do ludzi - przyjaciół.
Takich sprawdzonych w każdej sytuacji, w każdych warunkach nie tylko atmosferycznych nie mam wielu, ale ta garstka jest niezastąpiona. I chociaż ja nie zawsze spisuję się jak trzeba, to oni są. Zawsze!

Kilka dni temu dostałam awizo - przesyłka do odbioru. Pan listonosz był uprzejmy zaznaczyć na nim że mnie nie zastał. Otóż był w błędzie i to wielkim. Gdzież ja mogłam pójść o 8:30 czy 9 rano? W czasie wakacji? Z wirusem?
Spałam za pewne snem spokojnym i głębokim. On po prostu za bardzo się nie postarał. A wystarczyło rzucić kamieniem, albo np do sąsiadów zadzwonić.
Nie uczynił tego - leniwy był zapewne.
Zafundował mi zatem wycieczkę na pocztę. I to nie tą u nas na wsi, tylko gdzieś niewiadomo gdzie. Godzina spaceru, albo 2 przesiadki autobusem ...
Dotarłam.
Odebrałam.
A w środku ...

Łapacz snów (od mojej Gruszki) - żebyś już się nie bała gasić światła jak zasypiasz.
No i jak za takimi nie tęsknić?!

Fajnie że was mam.
Wy już wiecie że to do was!

Szkoda tylko że ten łapacz nie jest wielofunkcyjny, bo jeszcze mógłby wirusa przepędzić co to na mnie poleciał.
Ale za to zacznę oszczędzać na prądzie, bo będę mogła wyłączyć światło na noc w przedpokoju.

A wirus nie taki zły, bo moje ulubione dzieci robią świetną herbatkę i nawet propozycja ugotowania obiadu była.
Nie skorzystałam, po tym jak sama wczoraj włączyłam alarm przeciwpożarowy piekąc potomstwu bagietkę czosnkową. Chociaż, może byłoby mniej start?!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz