piątek, 13 czerwca 2014

TAKIE TAM ...

 - Wstawać, jest już wpół-do, zaspaliśmy! - rozległo się moje wołanie. Daję głowę że mój głos dotarł nie tylko do sąsiedniego pokoju, w którym to w najlepsze spało potomstwo w ilości szt 2. Spokojnie słychać mnie było zapewne na przystanku autobusowym pod oknami, jeśli nie dalej.
- Serio? To ile mamy czasu - wymamrotał któryś spod kołdry.
- No, maksymalnie 10 min. Wstać, umyć buzie zęby, ubrać się, na drogę, w ramach śniadania,  dostaniecie po kawałku ciasta które upiekła nam sąsiadka.
Sama w locie myłam zęby, robiłam kawę, szukałam skarpetek i tylko nawoływałam obywateli do żwawszego poruszania się.
W pewnej chwili zobaczyłam na wpół przytomnego, aczkolwiek kompletnie ubranego Krzysia.
- Synu, ubrałeś się, świetnie, to buty i za 3 minuty wychodzimy.
- No chyba nie.
- Słucham?
- No chyba raczej nie!
On to umie podnieść ciśnienie człowiekowi z samego rana. Chyba zacznę go wypożyczać osobom które odzwyczajają się od kawy.
- Chyba raczej tak!
- Chyba raczej za godzinę!
- Chyba ... co?!
W godzinach porannych mój mózg przetwarza informacje baaaaardzo wolno, z naciskiem na bardzo.
Szczęśliwie okazało się że jest godzinę wcześniej niż mi się przyśniło.
W tym tygodniu podobna sytuacja miała miejsce 2 razy, co może oznaczać tylko jedno. Jeśli zasypiam (nawet jeśli jest to tylko moim urojeniem), zaczynam się tu czuć jak u siebie.
Za kilka lat może się tu nawet zadomowię?!

A tym czasem przedstawiam wam kolejny mebel z serii,tym razem ( w końcu) tytułowy "coffee table"
Jeszcze go pomaluję tam gdzie moja ręka nie dotarła, ale chwilowo nie mam na to warunków ani czasu. Ale doczeka się - kiedyś.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz