sobota, 21 września 2013

OBIECANKI MACANKI

Ostatnio zaczęliśmy namiętnie uprawiać z potomstwem bieganie - taka nasza fanaberia. Oczywiście pogoda jest słaba, ale siostra moja ulubiona posiada bieżnię.
No i tak sobie truchtamy powolutku.

Wczoraj, jak Marian biegał już nie stałam obok, tylko kręciłam się po pokoju. W pewnym momencie zobaczyłam że nóżka mu się "zesmykła" i się przewrócił. To była scena jak z filmu akcji. Widziałam wszystko w zwolnionym tempie. Podbiegłam do niego z wyciągniętą ręką wołając Maaaaa - rciiiiin ...
Wyłączyłam sprzęt i uratowałam syna.
Upadł tak niefortunnie, że nie wypiął się "safety key" i szurał potomek kolankami.
Kończyny dolne syna, a w zasadzie tylko kolanka wyglądają tak, jak by je ktoś ostro potraktował papierem ściernym.

- Mamo, już nigdy więcej ie będę na tym biegał! Nigdy! - mówił przez łzy

Ze 2 godziny później, kiedy już przestało szczypać i boleć:
- Mamo, mogę wejść na bieżnię?
- ?
- Na najmniejszą prędkość. Wiesz, tak żebym się tylko czołgał.

Ten osobnik na własnych błędach się nie uczy.
Ja tak. Następnym razem pamiętać:
1 - stać przy dziecku podczas biegania choćby nie wiem co.
2 - założyć długie spodnie od dresu - krótkie chronią tylko tyłek

Syn nogi w kolankach zgina - rokowania są dobre.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz