piątek, 8 marca 2013

BYLE DO WIOSNY

Wolne mi nie służy.
Jak zwykle nie mam na nic czasu, bo znajduję sobie milion zajęć.
W tym tygodniu na ten przykład odwiedzam moją Gruszkę, która szczęśliwie urodziła synka Dawida.
W moim mieszkaniu panuje ład i porządek taki, że gdyby przysłali kogoś z sanepidu, zapewne zamknęli by ten lokal. Nie to że syf z gilem, ale wszystko wszędzie (czyt. pod ręką) bardziej niż zwykle. Któregoś dnia wyprasowałam wszystko co się dało. Ci którzy mieli przyjemność mnie poznać, pewnie nie byliby w stanie sobie tego wyobrazić.
"Miszczem" kulinarnym tez zapewne nie zostanę. Okazuje się że potrafię przypalić nie tylko ryż czy zapiekanki, ale również ugotować wodę na twardo, zrobić zupę - krem bez blendera ... Na szczęście potomstwo jada obiady w szkole.
Dzisiaj przyszła do mnie koleżanka oddać mi pożyczoną walizkę. Przyszła o 14, wyszła po 22. Taka ciężka walizka była. W między czasie, przy okazji obcięłam włosy mojej mamie, synowi koleżanki, Selerowi, koleżance i zrobiłam jej (koleżance) pasemka.
Zaczynam marzyć o dniu kiedy będę chodziła do następnego dnia w piżamie i będę robiła nic.

Punktem kulminacyjnym dzisiejszego dnia była wizyta kuriera o nieprzyzwoitej jak na "doręczyciela przesyłek" porze.
O 21 zadzwonił domofon
- Przesyłka dla pani M.Sz-G

Moim oczom ukazało się ...

Sądząc po reakcji kuriera, moja mina była bezcenna.

DZIĘKUJĘ

I tym oto optymistycznym akcentem zamykam tydzień. Bo weekend to tylko chwila oddechu przed następnym tygodniem.
A patrząc za okno na świeże zaspy śniegu, chciałoby się powiedzieć:
Byle do wiosny!

2 komentarze:

  1. Małgorzato! Czy to znaczy, że potomstwo w weekend przymiera głodem? Bukiet piękny, zazdraszczam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieprzu, w weekend mamy opracowaną następującą taktykę:
      Sobota - suchy prowiant, tak dla odtrucia organizmy
      Niedziela - obiad u babci :)
      Czyli byle do poniedziałku

      Usuń