niedziela, 11 listopada 2012

KAPCIE

Są rzeczy, do których nie przyzwyczaję swojego młodszego dziecka, choćby nie wiem co. Są rzeczy, którymi obaj różnią się tak bardzo, że trudno uwierzyć że są spokrewnieni.
przykład?! - Kapcie.
Starszy jak by mógł, to by w kapciach spał. "Zapodziewa je często", więc czasem zdarza się że chodzi tylko w 1 kapciu, bo bez - nie potrafi.
Marian na kapcie ma alergię. Trzeba by było chyba przybić gwoździkiem do pięty żeby  zostały w pobliżu jego stóp. Nie walczę z tym. Po prostu często myje podłogę. Jedynym momentem kiedy nalegam stanowczo dość, jest stan "po kąpieli". Wówczas z łazienki bez kapci nie wypuszczę. Czasem wymknie się cichaczem w mokrych bosaczkach i słuchać urocze mlaskanie stóp na wykładzinie. Wówczas po śladach mokrych przeszczepów łatwo intruza można zlokalizować i odesłać do ponownego mycia.
Zdarzają się jednak rzeczy, które wywracają wszystko do góry nogami.
Marian dostał PŁETWY. Są to kapcie doskonałe. Jego zdaniem nadają się idealnie również do spania. Kłapie w nich cały dzień. Słowo PŁETWY, jest w moim mieszkaniu słowem zastrzeżonym. Jak tylko ktoś je wypowie, Marian automatycznie zakłada owe i nie zdejmuje aż do późnego wieczora. Ponieważ porusza się nich pokracznie, strąca wszystko co w zasięgu się znajdzie.
Jak przyszła koleżanka, to chodzili w płetwach razem - byli żabami. Teraz nie wiem, czy przetrzymać płetwy w domu i udobruchać sąsiadów którym nad głową "w nich mlaszcze", czy liczyć że jakaś księżniczka go pocałuje i moje żabsko z nich wyskoczy zamieniając się w królewicza?!
Pierwszym krokiem będzie chyba jednak wizyta na basenie.

4 komentarze: