środa, 13 czerwca 2012

WPŁYW EURO NA OKIENNICE

- Co za dzień - wymamrotała przez zaciśnięte zęby pani urzędniczka spoglądając na sznur ludzi ustawionych do jej okienka - Czy oni nie maja kiedy przyjść?! - pozostawiła bez odpowiedzi.

A no nie mają pomyślałam sobie., jako szczęśliwa "kolejkowiczka" usytuowana na pozycji prawie że początkowej.
O godzinie 8:10 byłam może 5-ta w kolejności. 10 min później, ludzi za mną było już milion, a kolejka wychodziła poza budynek.
Patrząc na minę "szczęśliwej" pani w okienku, jedyne o czym mogłam sobie pomyśleć to  to, że 13-ty nie jest taki straszny jak o nim mawiają, przy najmniej dla mnie. Mogłam wszak zaspać na ten przykład i kolejny raz nie zdążyć odebrać dokumentów umożliwiających mojemu potomstwu na wakacyjny wyjazd. Albo mogłam swojej osoby szukać na końcu kolejki gdyby pan kierowca autobusu zamarudził gdzieś po drodze i przyjazd mój opóźniłby się o kilka choćby minut. Mogłam również jak dnia poprzedniego nic nie załatwić, bo kto by pamiętał o zabraniu starych paszportów.  Mogło być tysiącpińćset powodów dla niezadowolenia, ale takowych znaleźć nie umiałam w przeciwieństwie do wspomnianej już pani z okienka. Kto to wymyślił, żeby ludzie stali w kolejce kilka minut po otworzeniu się wrót urzędu, nie pozwalając tym samym na poranne ploteczki, kawki i takie tam.
A może owa pani nie była zadowolona z wczorajszego wyniku meczu?!
Ja się nie znam, ale wszyscy mówią że źle nie było.
Więc oznaczać to może tylko tyle, że jest dobrze!

Nawet kibicowałam trochę - jednym okiem, bo drugim poczytywałam sobie. Wiedziałam również kiedy radość okazać swoją. Wcale nie dlatego że bacznie śledziłam akcję rozgrywająca się na ekranie. Chociaż pewnie i to nic by mi nie dało.
Otóż sąsiedzi moi, nie wiem którzy - za pewne większość - również obserwowali toczącą się piłkę oraz facetów za nią latających, głośno okazując swoje zadowolenie lub też jego brak. W pewnym momencie usłyszałam okrzyki, wiwaty, radości, trąbki. Gdyby dołożono do tego fajerwerki, gotowa byłabym pomyśleć że to Nowy Rok w środku lata. Zupełnie jak w "Lejdis".
Zastanawiałam się nawet, cóż za patriota ogląda inny mecz, kiedy jego rodacy w pocie czoła grają, bo na ekranie mojego telewizora, ciągle biegali i jakby nic się ciekawego nie działo. Aż tu po kilku sekundach domownicy aktualnie ze mną przebywający, podskoczyli z radości lekko dozując reakcje dźwiękowe z racji śpiącej obok Antoniny. W tym samym momencie za oknem usłyszałam buczenie, jęki i gwizdy niezadowolenia. Zupełnie zbaraniałam. Chwile później i u mnie wszyscy oklapli ze smutkiem na kanapy. I wtedy, mój mocno już zmęczony umysł zaskoczył. Mój już niekoniecznie pierwszej młodości, powiedziałabym wręcz ze długopoogwarancyjny telewizor pokazywał nam to, co inni widzieli już chwil kilka temu. I kiedy my z Radości skakaliśmy, inni już dawno o tym zapomnieli.
Podobno trochę to psuło emocje, bo już wiadomo było czy po akcji będzie gol - wszyscy z uwagą nasłuchiwali dźwięków z zewnątrz. Dla mnie jednak było to wybawienie. Zaczytana, jak usłyszałam okrzyki sąsiadów, nie przegapiłam żadnej akcji. Bramek co prawda nie było zbyt wiele, ale ich ilość i jakość względnie zadowalająca ogół, zadowoliła w zupełności i moją skromną osobę, gdyż w tym temacie wymagająca nie jestem.



Zdjęcie znalezione w sieci

2 komentarze:

  1. "nie jest źle" nie znaczy "jest dobrze". tak samo jak "nie być nieszczęśliwym" nie znaczy "być szczęśliwym".
    W powiązaniu jednak z wczorajszym meczem -
    JEST SUPER:)

    Królem strzelców Lewandowski!
    Błaszczykowski też jest boski!

    Polska gola!

    OdpowiedzUsuń