piątek, 16 lipca 2010

Powroty

Potomek wrócił dni temu kilka. Opalony, zadowolony ...
Nagadać z Marianem się ni mógł ze 2 dni. Buzia im się nie zamykała. A miłość braterska ... aż sie człowiekowi miło na sercu robiło jak na nich patrzył i słuchał.
Powróciło już wszystko do normy. Już się kłócą, tłuką ....
Uffff - myślałam że mi dziecko nad morzem podmienili.
Ja też powoli wracam do normy. Tumiwisizm i mamtowdupizm opuszczają mnie powoli.
Może dlatego, że znalazłam pracę?!
Może dlatego że zaczęłam znajdować sobie co raz to nowsze zajęcia?!
Od przekopywania ogródka, po oklejanie okna, na robieniu regałów na książki kończąc.







A to mój nowy piękny regał :)
Oczywiście bez pomocy Selera nie obyło by się.
Pewnie dlatego tak bardzo ucieszył się z faktu iż znalazłam pracę, bo następne w planach były drzwi przesuwane w pokoju bąków. Ale to może przy okazji następnego bezrobocia ;)


W poniedziałek jeszcze tylko na dni kilka z Marianem do CZMP -będą go naprawiać, a jak już skończą ... DO ROBOTY!!!

6 komentarzy:

  1. No i cie przechytrzył. Nie wiem kto, ale przechytrzał. Chciałaś się byczyć, leżeć do góry bebechami, a tu nie ma! Do roboty:d

    OdpowiedzUsuń
  2. Slowem skonczyla sie laba:) Powodzenia w nowej pracy!!

    OdpowiedzUsuń
  3. cieszę się, że masz pracę - uściski!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bez pracy nie ma kołaczy. No, to już lepiej te kołacze mieć i zajadać.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. No i proszę ...marzyło się leżenie "martwym bykiem", a tu kicha;-)
    Cieszę się;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Leżenie do góry brzuchem - haha - nie wiem co to jest. W domu, przy krasnalach tak się nie da :)
    Jestem już tym niepracowaniem bardzo zmęczona. Muszę trochę odpocząć w pracy ;)
    Tylko nie wiem jak ja się przestawię na to wczesne wstawanie.
    Ściskam was serdecznie

    OdpowiedzUsuń