środa, 3 marca 2010

siedziałam

- Ale zawieziesz mnie? - zapyałam słodko
- No jasne, że tak. A gdzie dokładnie i o której?
- No do szpitala, na 8, do Zgierza ... Wiem, ze miałeś gipsować sufit przed pracą. Jeśli nie możesz, to jakoś sobie poradzę...
- O której mam być rano?
- Dzięki. Przepraszam, że pokrzyżowałam ci plany. Kocham cię
- W końcu po coś jesteśmy
- W sensie że po to żeby kochać was, czy żebyście mieli kogo wozić?
- W sensie po to, żebyście miały komu krzyżować plany ...
No i jak tu nie kochać?! No nie da się. Po prostu nie potrafię.
Cała akcja z przemieszczaniem się z punktu A do punktu Z, była w związku z pewnym telefonem ...

- W środę o 8 rano, proszę przyjść ze skierowaniem do szpitala X w Zgierzu, Proszę się zgłosić ...
- Wow - pomyślałam. Ze niby w końcu się uda? Że niby w końcu go wytną? Tak po prostu?
- Czyli 8 rano ze skierowaniem, wyznaczymy godzinę. Zrobimy to w środę.

Nie wierzę. Jakieś "Mamy cię"?
Rano, na wpół przytomny Seler odmeldował się u mnie. Po jechaliśmy do Zgierza. Oczywiście nie do końca wiedzieliśmy gdzie, wiec korzystaliśmy z wspaniałej nawigacji w postaci czarno-białej mapy wydrukowanej z internetu. Zazwyczaj kiedy jestem pilotem, nawigatorem, czy kimkolwiek kto pilnuje prawidłowości trasy - błądzę. Zgubiliśmy drogę i tym razem.:) Z małym poślizgiem - dojechaliśmy.
Godzina 8:09
Na gabinecie napis w stylu:
Przyjęcia i umawianie terminów 8:00-9:00
W gabinecie lekarza brak - wyszedł
Przed 9 zostałam poproszona do gabinetu. Obejrzeli, wymacali, "przespelowali" moje nazwisko.
- Proszę iść do Izby przyjęć, przebrać się, a potem do pielęgniarek. Koło południa wyjdzie pani do domu. Dzisiaj wytniemy!
Ale o co chodzi? W sensie że mam się położyć do szpitala? Przecież miałam ustalić godzinę i pojechać do pracy. W co przebrać? Jaka Izba no i jakie schodami w dół? Gdzie są schody? ...

-Sie Pani udało! Dzisiaj przyszła i juz przyjęta. Ma Pani szczęście - pani w rejestracji nie mogła wyjśc z podziwu. W nagrode dostałam piekny zielony fizelinowy jak sądze płaszczyk. Sebus pojechał do pracy, a ja już zlokalizowanymi schodami na oddział.
No i mnie posadzili, na fotelu w korytarzu. Prosili czekać aż się zwolni sala zabiegowa.
Skończyłam czytać książkę, zaczęłam ją czytać od nowa ... Czułam że płaskodupie od siedzenia, postępuje coraz szybciej. Z niekryta radością ustępowałam miejsca pacjentom, którzy to akurat udali się na spacer korytarzem, ale sił im zabrakło .Dwóch miłych starszych Panów na zmianę umilało mi czas ...
Przy okazji podsłuchiwałam pielęgniarki i lekarzy wołających do siebie na korytarzu: "Przetoka już jest?" albo "O której Lewatywa ma iść na stół?" "Grasica idzie według planu"
Czyli ze ja to niby kto? "Implant"?!
O godzinie 14 przyszedł do mnie lekarz i powiedział że jest mu bardzo przykro, ale nie wie ile to jeszcze potrwa. W sumie jak chcę, to mogę sobie wyjść ze szpitala na jakieś 2-3 godzinki ...
Wyszłam, kontrolny tel do Selera. Odłożyłam słuchawkę ...
- Juz Pani wyszła ze szpitala?
- Tak, ale jestem niedaleko
- Proszę jak najszybciej tu przyjść!
Prawie ze schodów zgarnęły mnie pielęgniarki. Dostałam piękną sukienkę i nawet lekarskie butki ...
Pół godziny później było po.
Wcisnęłam się (a raczej mnie wciśnięto z zabiegiem) przed "Grasicę"

Jeszcze trudno mi w to uwierzyć! Tyle miesięcy i nic. Aż tu nagle jeden telefon - i wydłubali.
Chylę czoła.
Tak więc na dobre rozstałam się z IMPLANTEM. Zostawiłam go sobie tylko na pamiątkę. Może oprawię w ramkę i będę opowiadać wnukom?!
To małe coś na zdjęciu obok kolczyka to jest właśnie "TO"

Odzyskałam wiarę w lekarzy. Może stanowią już gatunek na wyginięciu, ale jeszcze są. Należy tylko zaopatrzyć się w świecę, żeby poszukiwania były skuteczniejsze i w dużą ilość meliski do picia.

11 komentarzy:

  1. Fiku miku i po krzyku:)
    Fajnie, że wycięli. Choć nie mam pojecia CO TO:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzizas, nareszcie!!! zdecydowanie opraw w ramki i powies gdzies na honorowym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
  3. :) odzyskać wiarę - bezcenne,
    uśmiech podsyłam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gosiu - takie maleństwo? Trzeba było dać znać- sama bym ci wydłubała w ramach koleżeńskiej przysługi.Pozdrawiam i cieszę się, że gładko poszło!

    OdpowiedzUsuń
  5. Uf.Gratuluję.Takie korowody z powodu tej zapałki?To jest naprawdę "dziki kraj"...

    OdpowiedzUsuń
  6. No, super! :) I obyło się bez własnoręcznego wydłubywania w łazience :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ida - to jest implant antykoncepcyjny, nie stosowany w Polsce (niestety)
    Historia z jego wyjęciem zaczęła się już we wrześniu, a zaczęłam pisać o nim tu
    http://gosia-szg.blogspot.com/2009/12/majtki-opadaja.html

    Nivejko - no najwyższy kurcze czas :)

    Stardust - Szukam teraz odpowiedniej ramki. Chyba taka w złocie albo platynie ...
    hihihi

    Holden - uśmiech dla Ciebie również

    Czarny(w)Pieprzu - oj nie jeden chętny był do wydłubania. Sama nawet planowałam po (jak to me dziecię mówi) "upijanieniu się".
    Ale teraz mam 2 piękne niebieskie szwy!
    Następnym razem będę pamiętać o Tobie :)

    Kasiu - dziki kraj, ale jaka satysfakcja teraz :)

    Didżejko - obyło się. Na szczęście. I to bez ofiar w postaci omdlałego Selera. Że niby taki delikatny
    hihih

    OdpowiedzUsuń
  8. Się udało w końcu ...należy się cieszyć. A pomysł z ramką? Doskonały;-)))

    OdpowiedzUsuń
  9. O kurcze... słowo implant przeraża mnie bardzo, więc musieliby mnie przywiązać...

    Jednak miło o służbie zdrowia? To nowosć :)

    OdpowiedzUsuń
  10. a ja cały czas myślałam że ty masz jakiś implant zęba czy coś takiego... no tak to jest jak człowiek nie doczyta tylko zgaduje...
    ale gratuluję :D

    OdpowiedzUsuń