środa, 24 marca 2010

GPS

Kolejny punkt do listy zakupów, to GPS, albo chociaż mapa miasta uwzględniająca trasy komunikacji pt "tramwajem i autobusem"
Czasem sama siebie zadziwiam. Jaka jestem zdolna, wspaniała i zakręcona. Dzisiaj zwalam winę na ciemne okulary. Słońce tak dzisiaj pięknie świeci, że gdyby nie te w/w to bym stała zaryczana na przystanku, w tramwaju, autobusie. W sumie może to nie głupie?! Może ktoś by się użaliła nade mną i mnie podrzucił do pracy ... albo wywiózł do lasu ...
Jak wszyscy wiedzą, za każdym razem mój wypad do pracy (5razy w tyg), to wielka wyprawa. Myślę, że spokojnie można by zaliczyć ją (wyprawę), do sportów ekstremalnych.
Jeśli bym chciała łatwo, mio i przyjemnie, to wsiadłabym do autobusu który jedzie bezpośrednio do celu. Bez przesiadek, godzinką dla siebie ... Można by pomyśleć - idealne rozwiązanie. Tyle tylko że bez względu o której wsiadę do tego autobusu, to się spóźnię. Nie wiem jak to działa, ale czy wyjdę normalnie czy pół godziny wcześniej - zawsze jest to samo. Jakaś dziwna prawidłowość, której nawet nie próbuje zrozumieć.
W takie dni jak dzisiaj, kiedy jest cieplutko, słonecznie, pamiętałam żeby wstać prawą racicą zaraz po przebudzeniu, wybieram wersję dla odważnych - z przesiadkami.
Wersji jest kilka. od 2 zmian pojazdów (czyli 3 środki komunikacji),  do 4 przesiadek.  Na tym właśnie polega trudność. Należy bowiem bezbłędnie, czasem w ułamku sekundy zdecydować się czym, gdzie ...  Jeden mały błąd i dupa zbita.
Po ponad pół roku jazdy w taki sposób, trasy mam opanowane do perfekcji - prawie.
Dzisiaj rano, dumna i blada, czekając na ostatni autobus, wyobrażałam sobie zadowolona minę swojego szefa i to jego poczucie miny. Coś w stylu "Na wypowiedzeniu, a stara się dziewczyna ..."
2 przystanki, przed punktem docelowym, autobus skręcił, zamiast pojechać prosto. Ludzie w popłochu zaczęli wysiadać. Ja z uśmiechem na twarzy stoję twardo. Już kiedyś tak się wystraszyłam. To jedna z tych liń, co muszą okrążyć wiejską i zapomnianą część miasta, żeby po chwili powrócić na standardową trasę.
Z zadowoleniem podziwiałam okolicę. Zauważyłam nawet kilka fabryk, których wcześniej nie widziałam. Jednak przy wiosennym słońcu, jak człowiek ma dobry humor, to i wrok mu się poprawia, taki bystrzejszy jest ...
Zajęta oglądaniem widoków i rozmyślaniem, usłyszałam nagle  "Maratońska ...." (większość autobusów informuje pasażerów do jakiego przystanku się zbliża).
"Jaka k....Maratońska? " pomyślałam i w myślach dałam popis ze znajomości łaciny kuchennej.
ZABŁĄDZIŁAM
Oczywiście nadal byłam w Łodzi. Gdyby spojrzeć na mapę i zrobić linię prostą z punktu A do mojej pracy, to nawet nie byłoby daleko. Tylko że nie studiowałam mapy tej części miasta. Tyle razy obróciłam się dookoła siebie, że juz nawet nie wiedziałam z której strony przyjechałam
- Już dojechałaś? - w słuchawce zabrzmiał Seler
- Nie, zgubiłam się!
- Co zrobiłaś? - Tu nastała pauza w postaci szczerego ryku Sebastiana
- Ale jesteś w Łodzi? Jak to się stało?
- Tak, na Retkini. Wsiadłam do autobusu i on skręcił ... Bo one mają za dużo literek.  69, 69A, 69B. Nie mieli co postawić, to wybrali B ... Ja nie wiem gdzie jestem! Znowu się spóźnię!
- Nie martw się, co ci zrobią? Zwolnią cię? Olej to,  najwyżej cię wyleją.
- No tak, już bardziej nie mogą.
Przeszłam na 2ga stronę, wsiadłam do autobusu w przeciwnym kierunku. Zastanawiałam się tylko gdzie tym razem pojadę.
Ku mojemu rozczarowaniu, dojechałam bezpośrednio do pracy. A zapowiadał się taki "wycieczkowy" dzień.

Oczywiście szefa nie było, czyli nikt nawet nie zauważył ze dobiłam do portu z poślizgiem.
mmm .... jest pięknie :)


Mapa znaleziona w sieci

8 komentarzy:

  1. Ja tam lubię się czasem zgubić... :) ale z kimś... to takie romantyczne... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie Twoja wina, absolutnie, kombinacji narobili z literkami, bestie złośliwe, a porządny człowiek cierpi. A poza tym zmieściłaś się w granicach miasta i ani na Rawę Mazowiecką, ani nawet na Kalisz Cię nie zniosło ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. eeee tam zaraz GPS, to z GPSem bedziesz autobusem jezdzic? Myslisz, ze to pomoze? :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Mała Mi - dzisiaj było mało romantycznie. Co prawda pełno ludzi dookoła, ale ten z którym chętnie bym się zgubiła - gipsował ściany

    Beatta - zdecydowanie nie moja winna ;)
    W takich chwilach powtarzam, że urodziłam się blondynką i ej wersji się trzymam.
    Ciekawe gdzie zniesie mnie jutro?
    hihih

    Stardust - Z GPSem, nawet jak się zgubię, to nie tak do końca, bo będę wiedziała choć troszkę gdzie jestem ... Tylko to nie rozwiąże problemu jak wrócić z "zabłądzonego" miejsca ...
    Chyba wydrukuje sobie mapy z trasami autobusów i tramwai :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgubiłam się kiedyś w... przejściu podziemnym;D Trauma pozostała...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja to wsiadłam kiedyś do autobusu, bo mi się 500 m pieszo do marketu pójść nie chciało. A na moje nieszczęście to był pośpieszny - pierwszy przystanek w sąsiednim mieście... no... z dwugodzinnym poślizgiem dotarłam na zakupy:)
    A zima była.

    Tak więc...dziewczyno, się czym przejmować ni ma.
    Pięknie jest!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jestem przezorna i mam w torebce mapę Krakowa.Wszyscy sie śmieją ze mnie....a ja panicznie boję sie miasta.Boję sie ,że zginę.Nie znam Krakowa a mam jechać na drugi koniec miasta na badania okresowe.Już panikuje.Dla mnie to horror.
    Przykro mi z powodu pracy.U mojego męża to samo. Nie przyjął nowych warunków pracy, bo wszystko już jedno czy będzie bezrobotnym czy chodził do pracy za to co zaproponowali.Są to rzeczy karygodne.Tak więc i Mój szuka pracy.
    Znajdziesz dużo lepszą.Musisz.Moja siostra w grudniu też tak straciła pracę a teraz sie śmieje.Znalazła lepszą.Niech nam sie wszystkim wiedzie...

    OdpowiedzUsuń
  8. w cały alfabet chyba tam macie...
    ale Seler racje ma... Komorowski też: "Wyluzuj" ;)

    OdpowiedzUsuń