poniedziałek, 18 stycznia 2010

O IMPLANCIE I ZALOTACH NA KIBEL

Już nie mam siły o nim pisać.
Nie lubię go, nie chce i już.
Chodzi o "Implanta" co to szuka różnych sposobów, żeby go tylko ze mnie nie wyciągnąć.
Używa chyba tajemnych sztuczek, którymi wpływa na otoczenie.
I tkwi w moim ramieniu, wcale nie chciany.
Dzisiaj miałam kolejną wizytę u chirurga, tym razem już taką z litości. A może dla świętego spokoju?!
Pan doktor obejrzał mnie 3 minuty.
- Wyjecie tego nie będzie takie proste. Wie Pani o tym?
Następny znawca się znalazł.
Pomarudził coś jeszcze ze nie dobrze że od rana nie mam czasu ...
W mordę misia, przecież ktoś w tym kraju musi pracować, tak?
- Dlaczego nie wyjęła pani tego w  Irlandii?? - zapytał
- Bo mi się nie chciało - pomyślałam.
Dostałam skierowanie do szpitala w Zgierzu  (dobrze że nie do Gdańska, bo bym się pewnie po pracy nie wyrobiła). Mam tylko nadzieję że się nie pomylę i nie trafię do szpitala psychiatrycznego. Jak bym tam zaczęła tłumaczyć ze mam coś jak zapałkę w ramieniu i chcę ją wyjąć, ale jej jakby nie widać na RTG, to czuję, że czekało by mnie dłuuuugie leczenie na oddziale zamkniętym. Mam zadzwonić  w środę. Jeśli pan "głowa szpitala" się zgodzi, to powie mi kiedy na zabieg.
Obawiam się tylko ze nic z tego nie będzie. Nie miałam ze sobą pękatej koperty, ani nawet bombonierki z likierem - nie wiem jak mogłam.
No, ale zobaczymy.
W każdym razie Pan Grzegorz z rejestracji ma u mnie kawę. To on "załatwił" mi ta wizytę.
Wiecie co jeszcze zrobił ?! - dał mi klucze do toalety dla personelu, bo powiedział że w tej dla pacjentów strasznie śmierdzi i lepiej żebym tam nie szła.
Panie Grzesiu - bardzo dziękuje ;)
Rwanie na kibel - nieźle co?
Oczywiście, to było z życzliwości, a ja sobie tylko humor poprawiam. Do toalety poszłam sama - bo jak coś to tylko z Selerem w duecie ;)

Instrukcja wyjęcia implanta jest mniej więcej taka:
  1. wyczuć intruza pod skórą
  2. odkazić "okolice"
  3. zaznaczyć
  4.  znieczulić
  5.  zrobić 2-3 mm nacięcie
  6.  wyjąć pęsetą
  7. upewnić się że wszystko wyjęte
  8. zalepić plastrem

5 komentarzy:

  1. o takim sposobie na podryw jeszcze nie słyszałam :P cóż to za uczynny pan Grzegorz :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Asiu - prawda?!
    Ma chłopak wyobraźnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Każdy sposób jest dobry... byleby był skuteczny:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Prezenty fajnie się daje wtedy gdy nikt na nie czeka.
    Lekarzy to chyba nie dotyczy, więc dobrze, żeś nic nie miała.:-).

    OdpowiedzUsuń
  5. ej, zapomniałaś dopisać: podstawić wiadro na sikającą krew! brrr! :\

    OdpowiedzUsuń