czwartek, 7 stycznia 2010

implant cd czyli o naszej służbie zdrowia i chorej kasie

Myślałam ze pominę dalszy ciąg tej historii, ale nie mogę,
Wczoraj byłam z kolejną wizytą u chirurga, w sprawie wspominanego wcześniej implantu (a ?).
Przez okres Świąt, miałam się czegoś dowiedzieć, tzn jak to wydłubać. Nie rozumiem tylko dlaczego ja. No ale nasze służby zdrowia nikt nie rozumie.

- 16:45, tylko proszę przyjść pół godziny wcześniej - usłyszałam miły głos w słuchawce. W końcu się dodzwoniłam. Po 2 dniach, ktoś raczył odebrać.
Pokonując śniegi, zaspy, problemy komunikacyjne, dotarłam na czas.
Muszę przyznać że popołudnie było urocze. Śnieg delikatnie prószył, a zaspy mieniły się kolorami w blasku chowającego się słońca ... I to był jedyny pozytyw mojej wycieczki.
W przychodni, okazało się że jest kolejka jak stąd do Krakowa. Na szczęście miałam ze sobą książkę
-Chwila dla mnie - pomyślałam oddając się lekturze. Tylko że skupić się w takim miejscu jest gorzej niż w zatłoczonym autobusie. Co chwilę, ciszę przerywał dźwięk czyjejś komórki, albo głośne komentarze na tempo pracy. Nasłuchałam się również o dnie moczanowej, ręce pociętej siekierą, pękniętym dysku, ropniu pod kolanem i ochraniaczach które nie wiadomo po co są.
Z nosem w książce udawałam ze mnie tam nie ma, żeby tylko nie zostać wciągniętą w jakąś dyskusję.
Po blisko 2 godzinach czekania, przyszła moja kolej.
Pani doktor szybko przypomniała sobie o co ze mną chodzi. Powiedziała że znaleźli coś w internecie i pokazał mi wydrukowaną stronę z przeróżnymi informacjami. Brakowało tam tylko choćby zdania o tym jak to coś wyciągnąć. Informacje zebrane przeze mnie były pełniejsze, chociaż chyba nie o to im chodziło.
Po minucie cmokania, wzdychania - że się niby zastanawiała czy coś - zapadła decyzja.
- Wytniemy, tzn spróbujemy. jak się nie uda to skierujemy Panią na jakiś oddział. Powiedziała panie doktor - Oczywiscie nie dzisiaj, bo to musimy się na zabieg umówić i wpisać do grafika ...
Termin za tydzień. Zabieg nie powinien trwać dłużej niż 5 minut.
Na ustalenie terminu i krótką, nic nie wnoszącą rozmowę zmarnowałam 2 godziny ...
Żeby ustalić termin - pani ma zeszyt w gabinecie zabiegowym - musiałam kupić ochraniacze.
- Proszę się jeszcze wrócić do lekarza po receptę na znieczulenie, bo my nie mamy - powiedział pan z rejestracji - NFZ nie pozwala nam mieć własnego.

Dobrze że nie muszę mieć własnego skalpela i nie będę płaciła za wynajęcie sali zabiegowej.
Tylko pytam się grzecznie - to na co idą nasze niemałe składki ?

3 komentarze:

  1. Odpowiadam na pytanie: na odprawy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja proponuję dać odprawę całej służbie zdrowia i zwolnić ją w cholerę. Zaimportujemy sobie potem chińskich lekarzy będzie taniej i szybciej, no i języków się pouczymy troszeczkę. ;)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Nivejko chyba masz racje. Ja chyba powinnam wziąć sobie część odprawy w ich imieniu, skoro to mi każą zbierać informacje na tematy, które przespali chyba na wykładach.

    Sebciu, jestem za. Oni robią wszystko dużo i szybko i tanio ... Może w końcu nie byłoby kolejek. Albo co gorsza, po ich urzędowaniu nie byłoby już kogo leczyć, bo byśmy wszyscy się wykończyli, tak hurtem ;)

    OdpowiedzUsuń