poniedziałek, 7 grudnia 2009

Wszystko wraca do normy :)

Już zaczynałam się martwic ze wszystko jakoś gładko idzie.
Nic nie potłukłam, nie pomyliłam. To nie jest normalne w mojej rodzinie.
Na szczęście wszystko wraca do normy.
Już w sobotę Marian miał temperaturę - no bo co to za weekend bez wirusa.
W weekendową noc nawet Mikołaj niespostrzeżenie przemknął przez nasz dom, zostawiając i każdemu miły drobiazg. Dzięki temu miałam zapewnioną pobudkę o bardzo nieprzyzwoitej porze.
Kto normalny wstaje przed 7 rano w niedziele, tak z własnej nieprzymuszonej woli - zakładając że nie cierpi na zaburzenia snu.
Święty przyszedł chyba dlatego, że udało się nam odgrzebać i ubrać świąteczne plastikowe drzewko, potocznie zwane choinką.
Niedziela upłynęła pod znakiem nic nierobienia i cieszenia się własnym widokiem.
Było miło, bardzo miło.
Dzieci bawił się klockami, Seler klikał na komputerze, ja robiłam na drutach rękawiczki - już je sprułam.
Na kolacje pizza ...

Wieczorem mama przypomniała mi o jakiś przedszkolnych występach, i że dziecko me ma być dzwoneczkiem. W związku z powyższym, mogłabym mu naszykować jakiś strój ...
Jako porządna matka, zapomniałam o tym oczywiście

Szyłam do jutra, tzn do dzisiaj - do północy, wszyscy w tym czasie posnęli. To co mi "wyszło" ciężko czymkolwiek nazwać. Wszak to że jestem posiadaczka maszyny do szycia nie świadczy jeszcze o tym że umiem szyć.
Zadowolona że się udało, oddałam się rozkoszy spania.

Dzisiaj:
  • zaspałam
  • mój syn pomimo weekendowej gorączki, dzisiaj już wybiera się do przedszkola
  • Marian będzie dzwoneczkiem za tydzień - po co ja zniszczyłam tą zasłonkę :(
  • wychodząc do pracy zapomniałam zapalniczki
  • zapomniałam zabrać ze sobą pieniędzy - po co, wszak szczęścia nie dają, może znajdę krzemień ;)
Dla utrzymania balansu:
  • wczoraj upiekłam swoje pierwsze w życiu ciasto z owocami - wszyscy żyją
  • zaczytując się nową książką w autobusie, udało mi się wysiąść na właściwym przystanki
W dobrym humorze - jak zwykle, rozpoczynam nowy tydzień.
Ciekawe co uda mi się popsuć ;)

    5 komentarzy:

    1. To co uszyłaś nie jest wcale takie złe, ciasto było pyszne, a co do tego że zaspałaś - no cóż był czas przywyknąć przecież ;P

      OdpowiedzUsuń
    2. Heheheheh.Uśmiałam się. U mnie z szyciem i pieczeniem to jak u Ciebie. Ja w weekend zaczęłam szyć maskotkę dla siostrzenicy pod choinke. Ręcznie, bo przy maszynie zwykle brzydko mówię, a to niedziela była...Maszyna w ogóle mnie nie słucha. Paradoksem jest to,ze mama była krawcową, dobrą.Żałuję,ze jestem beztalencie.Umiejętność szycia rozwiazuje parę problemów.Rękawiczek nie umie robić, ale skarpety...a jakże. Po co komu dzis robione skarpety?
      Pozdrawiam, Kochana.

      OdpowiedzUsuń
    3. Kasiu, jak się okazało też nie umiem robić rękawiczek ;)
      Umiesz robić skarpety - WOW - ja takie chce! Naucz mnie!

      Sebcu - ja cały czas usiłuję się nie przyzwyczajać do zasypiania - może kiedyś z tego wyrosnę ;)

      OdpowiedzUsuń
    4. Poprawię się: umiałam robić skarpety. Dawno nie robiłam, ale to podobno jak z jazdą na rowerze: nigdy się nie zapomina.
      Kiedyś próbowałam robić rękawiczki z 1 palcem, ale ten palec wyszedł taki chudy,że nawet dzieci tam paluszka nie mogły wsunąc. Zrezygnowałam.

      OdpowiedzUsuń
    5. Powinnaś pisac felietony do gazet, super się to czyta:)Ania D

      OdpowiedzUsuń