sobota, 7 listopada 2009

PLAGI EGIPSKIE I DOZNANIA PRZERÓŻNE



Już kiedyś pisałam, że jeśli można coś popsuć, to na pewno skorzystam z tej okazji, jeśli coś ma się zaciąć - ja tam będę. Jakiś rok temu wracając z potomstwem swym z wakacji, czekaliśmy w kolejce do odprawy lotniskowej. Jak już był nasza kolej, miła pani, powiedziała, że nie może mnie znaleźć na liście. No cóż, tego też mogłam się spodziewać, a w związku z tym iż mam podwójne nazwisko, jest to dosyć częsta sytuacja.  Pani poszukała "nas" gdzie indziej ... i znalazła, na lot za 2 dni ;) Któż mógłby pomylić loty, jeśli nie ja. Dobrze że nie pomyliłam lotnisk. Kilka miesięcy później, przyleciałam do kliniki okulistycznej do Katowic. W rezultacie wylądowałam w Łodzi, a z Katowic to tylko port lotniczy widziałam. Z lotniska odebrał mnie pewien Pan, którego nigdy wcześniej nie znałam. Jechaliśmy czerwonym (chyba )samochodem i generalnie to by było na tyle z naszej znajomości. Jako istota średnio bystra, nie wpadłam na to że może mnie wywieźć do lasu np ... No ale nie o tym ... Więc w końcu byłam w Łodzi przez 3 dni, a w zasadzie 5, bo nie udało mi si.ę dojechać na lotnisko. Któż, jeśli nie ja :)

To było dawno, więc już nawet się nie śmieję, bo przedawnione.
Przez kilka ostatnich dni (3 dokładnie) byłam na tzw wyjeździe służbowym. Jak to poważnie brzmi. Byłam na targach i w zasadzie to robiłam sztuczny tłum, uśmiechałam się do wszystkich, starałam się nie odstraszać klientów swym wyglądem, czasem robiłam za tłumacza ... Tak, to chyba wszystko z funkcji jakie tam pełniłam. Więcej grzechów nie pamiętam.
Z niecierpliwością czekałam na piątek, kiedy to będę mogła znów zobaczyć swe potomstwo i wszystkich którzy na mnie czekali i tęsknili nawet podobno troszkę.
Tak więc jakąś godzinkę przed odjazdem pociągu, w butach na obcasie  no i generalnie stroju jak na mnie bardzo galowym udałam się do toalety, z której wróciłam w bluzie od dresu, bojówkach, skarpetkach w pieski i trampkach w kwiatki. Parę osób się zdziwiło. Taka metamorfoza Brzyduli, tylko w 2gą stronę. Pożegnałam się grzecznie i pomknęłam na dworzec. Nie musiałam za długo czekać, na pociąg. Bez problemu znalazłam miejsce w przedziale z 3ma miłymi paniami. Zapowiadała się miła podróż. Po ok 2 godz jazdy, pociąg miał dłuższy postój, bo mieli nam dołączyć wagony z innego składu i nową lokomotywę.
Radość wielka zapanowała, gdy kierownik pociągu oznajmił iż mamy 2 godz opóźnienia, bo skład na który czekaliśmy nie dojechał, bo jakiś tir, Wrocław, przejazd kolejowy i coś tam.  W związku z wykolejeniem pociągu, czekaliśmy grzecznie bez ciuchci, co za tym idzie i bez ogrzewania.
Najśmieszniejsze było w tym wszystkim to ze stała 1 wolna lokomotywa. Maszynista poszedł do domu i bez polecenia służbowego nie mógł jej uruchomić , co jest oczywiste, tylko ze takie nie padło, bo centrala - Warszawa, generalnie chyba miała to w nosie. Innej lokomotywy nie mogliśmy dostać. bo kolej jest podzielona na różne firmy przewozowe i się najwyraźniej nie lubią.
Tak więc wraz z nowymi koleżankami z przedziału umilałyśmy sobie czas jedząc cheeseburgery i pijąc kawę zakupione w przydworcowym barze, oglądając film na laptopie, dopóki bateria wystarczyła, potem plotkami opatulone śpiworem, bo temperatura toczenia zaczynała spadać poniżej tzw komfortowej. Mieliśmy być opóźnieni 4 godziny. W rezultacie, były tylko 3.
Jak to kierownik pociągu pięknie ujął i zapisał na naszych biletach: " Pociąg (...) doznał opóźnienia 200 min"
Do drzwi mego mieszkanka dotarłam o 1:30 am.

Weekend zaczął sie nietypowo, ale zapowiada się miło.
Potomstwo me, humanitarnie obudziło mnie dopiero o 8 rano.

Dzisiaj mamy weekendoy dzień dziecka - chipsy, napoje gazowane wysoko słodzone i pizza.

Życze wszystkim miłego weekendu :)

10 komentarzy:

  1. Co prawda doznałaś 200 minutowego spóźnienia ale za to ile śmiechu przy tym było i atrakcji moc :))) że o nowych koleżankach z przedziału nie wspomnę ;)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, nie ja "doznałam" tylko pociąg.
    Było wesoło i weekend też był fajowski :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale za to wiadomo, ze kierownik pociagu umial liczyc do 200. Czy jestes pewna, ze on tej liczby minut w doznanym opoznieniu pociagu nie zaokraglil?

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, potrafi liczyć do 200 - jestem z niego dzielna. Z moich obliczeń wynika, że to było jakieś 240 min opóźnienia, no ale przecież było zimno i późno i baterie w jego automatycznym pilocie mogły wysiadać. Zmieścił się w granicach dopuszczalnego błędu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. My jechalismy w ubieglym roku z Torunia do Gdanska i nie moglam zrozumiec dlaczego przewidywany czas podrozy to az 5 godzin. Dopiero jak w Bydgoszczy stalismy prawie 2 godziny pojelam jak to dziala. Mimo wszystko lubie pociagi:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo pociągi są fajne ;)
    Nawet te z różnymi doznaniami i ile tematów na posty na bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. ... cóż za cudne "doznania";))) I jakie długotrwałe:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Prawda?
    Nic nie jest w stanie pobić naszych kolei. W żadnym innym środku komunikacji, chwile nie trwają tak długo ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Znów się ubawiłam. Dobra jesteś. Nasze koleje to jakiś dziwny relikt.Nie komunistyczny, bo w komunie dużo jeździłam pociągami i takich historii nie było.

    OdpowiedzUsuń
  10. To prawda Kasiu. Kiedyś nie było takich atrakcji.
    Wniosek: kolej idzie z postępem - urozmaicanie i "umilanie" podróży pasażerom.

    OdpowiedzUsuń