poniedziałek, 16 listopada 2009

Czytanie szkodzi, czyli Seler dobry na wszystko

Dzisiaj jak co rano, miałam poważny problem z zalogowaniem się. Na szczęście dzięki mojemu prywatnemu, osobistemu SELEROWI - czyt. Sebastian, udało mi się wygramolić z domu o przyzwoitej godzinie. Biedaczysko dzwonił razy kilka - nie jestem w stanie przypomnieć sobie ile - i w końcu namolny dźwięk dzwoniącej komórki został odebrany przez moje receptory. Ponieważ musiałam nabyć drogą kupna migawkę, autobus uciekł mi sprzed nosa.
Ale nie ma tego złego ...
Normalnie, przez jakieś 15-20 min utrzymuję pozycję pionowa w autobusie dzięki napierającym. Czuje się wówczas wyściskana że ho ho i wystarcza mi to w zasadzie do wieczora. Dzisiaj natomiast w autobusie były same spiochy - czyli ci co tak jak ja nie zdążyli na wcześniejszy srodek komunikacji miejskiej. Tak wiec swe kroki, zaraz po wejściu do pojazdu, skierowałam na wole miejsce, przy oknie - dobrze oświetlone. I zaczęłam upajać się lekturą. Swoja drogą, zaraz zabraknie mi książek i będę musiała
a) zapisać się do biblioteki,
b) dodać kilka pozycji do swojej listy do Świętego Mikołaja,
c) albo - nie daj Boże - w końcu zacząć uczyć się włoskiego w autobusie.
W błogim spokoju, zaczytana, muskana porannymi promykami słońca, odpłynęłam troszkę. Pod koniec swej przejażdżki wstałam jak zwykle i grzecznie czekałam przy drzwiach, wciąż mając przed oczami swoją projekcję z czytanej książki. Jak wysiadłam, przez moment nie wiedziałam gdzie jestem. Po chwili konsternacji, zorientowałam się, że wylądowałam prawie pod lotniskiem. Skończyło się to niekontrolowanym napadem śmiechu - ja tak zawsze mam w tackich chwilach -  oraz telefonem alarmowym do Selera. Dziwnie bowiem wygladało, jak średnio rozgarnięta dziewczynka idzie sama pustkowiem i zanosi się ze śmiechu, Tak to chociaż pozory zachowałam,że niby zabawny bardzo mój rozmówca. Po 15 min marszu stanęłam przed drzwiami do biura swego i już nieco uspokojona, zaczęłam nowy tydzień pracy.

 Wniosek: nie ma to jak porządny seler, na którego zawsze można liczyć ;)

4 komentarze:

  1. Normalnie pęknę z dumy ;P to o której jutro pobudka? Hihihihi

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak to może zdażyć sie tylko tobie.....:-)))k.s

    OdpowiedzUsuń
  3. Drogi Selerze, postaram się nie nadużywać twej dobroci, bo jeszcze ci się znudzi, albo doprowadzi cie to do stanu chronicznego niewyspania. Na pewno jednak skorzystam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wychodzi na to że "SELER" jest dobry na wszystko. Niekoniecznie w postaci surówki ;)))

    OdpowiedzUsuń