piątek, 20 listopada 2009

...

Całe życie z wariatami.
Jak to jest możliwe, niech ktoś mi łaskawie wytłumaczy, żeby osoba, z którą się nie możemy porozumieć - bariera językowa - podnosiła nam ciśnienie do granic wytrzymałości. Nie sądziłam że ktoś może mi tak źle wpływać na system nerwowy.
My favorite BOSS
Widziałam się z nim w środę 2 godziny i stwierdziłam, że gdybym miała go widzieć codziennie, to zostałabym alkoholiczka, bo tu bez "uspokajacza" się nie da.
To nic że nie docenia - wada chyba wszystkich szefów, to nic że ciągle narzeka. Choćby nie wiem jak fajnie było, to ciągle jest do dupy. Jak on może tak żyć!
Dlaczego ma pretensje że nie nauczyłam się włoskiego w 2 miesiące? On się nie nauczył Polskiego w kilkanaście lat. Że niby jest wyższą pierdolencją czy co?
I dlaczego wszyscy się przed nim płaszczą? Nikt mu nie powie że jest bezmyślny i robi z siebie idiotę. Ja mu nie powiem, bo nie umiem.
Niedawno jeszcze twierdziłam że nie nauczę się tego języka, tak na przekór, żeby pokazać mu, że nie każdy będzie leciał w stronę w którą on pierdnie. Ale teraz zaczynam dochodzić do wniosku, że tak, nauczę się, chociażby po to żeby powiedzieć mu co o tym myślę.
Zauważyłam też pewną tendencję - im mniej pracujesz, tym więcej zarabiasz.

Od poniedziałku zaczynam olewać swoje obowiązki.
Spodziewam się znacznej podwyżki od przyszłego miesiąca.

P.S.
Wczoraj okulista stwierdził że mam niezły czad w oczach. Rozumiem że to miało znaczyć coś w stylu niezły Meksyk czy burdel. Zawsze byłam bałaganiarą, teraz widzę że dotyczy to każdej dziedziny - nawet moich oczu :)

P.S.2
Ciesze się dzisiejszym dniem - za chwil kilka zaczyna się weekend
Kocham piątki

7 komentarzy:

  1. Hehheheh. Nieźle. BOSS jest Włochem? Nie zazdroszczę. Z drugiej strony powiedz czy spotkałaś zadowolonego Szefa? Twój sposób na podwyzkę podoba mi się. W mojej firmie nic nie skutkuję, ani cięzka praca ani pierdolenie roboty.Długo byłam naiwna i robiłam to pierwsze.Teraz opieprzam się ile wlezie.Obowiązków nie zaniedbuję. O, nie. Tylko już nie jestem nadgorliwa ani gorliwa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, mój "ulubiony szef" jest Włochem.
    Sama sobie nie zazdroszczę.
    hihihih
    Jeszcze nie zdecydowałam co dokładnie uczynię w celu poniesienia wynagrodzenia, w każdym razie na pewno koniec z nadgorliwością.
    Teraz zacznę starać się w kuchni - tam zostałam ostatnio doceniona, a może raczej moje naleśniki ;)
    Rodzino ma - drżyjcie
    hihihi

    OdpowiedzUsuń
  3. Mocno pojechałaś i to mi się podoba :))) ja też się zacznę opieprzać to może podwyżkę dostane :P

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja mam szefowa wariatke, absoultna wariatke. I pracownice tez mam wariatke. I nigdy nie moge jednej z druga pogodzic. Querwa to jest dopiero Czad, Meksyk i Somalia w jednym kawalku jak jest sie swoim wlasnym pracownikiem i szefowa i ma sie takie odloty.

    OdpowiedzUsuń
  5. jednak warto znać... obce języki. Chociażby po to, żeby nawtykać takiemu jednemu upierdliwcowi;)))
    Miłego weekendu

    OdpowiedzUsuń
  6. Stardust, przynajmniej masz wesoło ;)
    Ja chyba także miałabym problemy z dogadaniem się z ekipą, gdybym była "samozatrudniona". Takiej szefowej jak ja nikt by nie chciał miec, nawet ja sama. Dlatego dla dobra ludzkości i zdrowia psychicznego innych, tego nie czynię.
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  7. Nivejko, masz racje.Języki to siła.
    Poza łaciną kuchenna, której staram się nie używać, znam świetnie polski. Nawet po angielsku się dogadam - nauczyłam się trochę pyskować w tym języku. Teraz zdecydowanie zabieram się za włoski. Najpierw tyle żeby się odszczekać, a potem trochę użytkowego słownictwa.

    OdpowiedzUsuń