poniedziałek, 2 listopada 2009

I juz po weekendzie


To był miły weekend. Różnił się od innych, ale schemat został zachowany. Gniłam w łóżku do godziny nieprzyzwoitej, chociaż dla organizmu niezwykle miłej. Snułam się po mieszkaniu w piżamie do godzin, które ogólnie uznane są za porę obiadową. Obowiązkowo musiałam coś popsuć - jak zwykle się udało.
Gdy tak polowałam o poranku na jakieś śniadanie dla wygłodniałej zwierzyny pt "moje dzieci", wpadłam na świetny pomysł zrobienia kawy. W związku z lenistwem mym wielkim, nie zawsze chce mi się parzyć kawy w ekspresie, bo za długo i niewygodnie, słoik z kawą za wysoko ... Tysiąc powodów można by znaleźć. Zazwyczaj więc wygrywa szybka rozpuszczalna. Postanowiłam sobie jednak zrobić dzień dziecka ...
Kawa odmierzona i nasypana, woda nalana, jeszcze dzbanuszek odkurzyć i... potłuc :(

Jak już udało mi się zalogować do rzeczywistości, postanowiłam wziąć dłuuugi, ciepły prysznic. Nie taki jak zwykle, szybko żeby tylko śpiocha zmyć, ale taki co to się nim rozkoszować i cieszyć można i który zagłuszy krzyki, wrzaski i inne nieartykułowane dźwięki szalejącego potomstwa.
No więc upajałam się nim i przy okazji spostrzegłam że wąż od prysznica się ... hmmm odkręca, czy rozczapierza. Generalnie można było zobaczyć co jest w środku - taka anatomia prysznica :) No więc kochani moi, woda generalnie to płynie w gumowym wężyku, który jest owinięty metalowym czymś i go nie widać. Fascynujące! No i na tym gumowym wężyku zrobił się bąbel. Śmiesznie to wyglądało. Zastanawiałam się kiedy pęknie, ile jeszcze mam czasu, wszak do zakupu takiego sprzętu  muszę być psychicznie co najmniej przygotowana. No i pękł.
Odczucie - to było chyba jak bicze wodne wprost na moja twarz.

P.S. Chyba pora najwyższa zacząć pisać list do Świętego Mikołaja.
        1. Nowy dzbanek do ekspresu
        2. Nowy wąż do prysznica, albo instrukcja obsługi do wersji bezprzewodowej

5 komentarzy:

  1. To ja już zanotowałem i kupię bezprzewodową słuchawkę do prysznica ;P a co do dzbanka to jak się ma żaroodporne rączki to można z niego korzystać sam widziałem :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta lista do życzeń już zamknięta? Bo ja bym jeszcze coś dopisała... szeroki łuk do omijania;)))))))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Lista otwarta jak najbardziej. Ten łuk to niezły pomysł. Zapamiętam, zapamietam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wsoplczuje, tez miewam takie dni, ze czego nie dotkne to albo zdechnie, albo chociaz zwiednie. A moze to taka nasza uroda:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha ha ha.
    U mnie to raczej stan pernamentny. Pomimo iz jestem brunetka, zawsze mowie ze urodzilam sie blondynka i w bardzo wczesnym dziecinswie mocno udezylam sie w glowe i spadlam ze stolu - to wiele wyjasnia :)
    Przynajmniej jest wesolo ;)

    OdpowiedzUsuń