czwartek, 24 września 2009

Z kilku ostatnich chwil

Dawno mnie tu nie było.
Ostatnich kilka miesięcy, to wiele zmian w naszym życiu.
Jeszcze do niedawna mieszkańcy zielonej wyspy, teraz z powrotem w Polsce.
Ale od początku.
Ostatniego dnia czerwca, polecielsismy na urlop. Oczywiscie było troche inaczej niz planowałam. Chcielismy pojechac z Gruszkami na wies, nie wyszlo. W koncu wyladowalismy w Jazwiskach. Mieszkalismy tam sobie pod namiotem i bylo swietnie. Zaliczylismy nawet Sopot i kompiel w naszym morzu.
Po prawie 3 tyg wrocilam na wyspe, zostawiajac dzieci z babcia na wakacje - dzielna babcia. Popracowalam sobie jeszcze chwilke knujac jaka niespodzianke moge zrobic wszystkim tym ktorzy na mnie czekaja w Lodzi.
Systematycznie pozbywalam sie mebli, szpargalow. Co wazniejsze rzeczy wyslalam. Swoja droga, nie sadzilam ze czlowiek moze miec tyle rupieci. W niedziele 9,08 zaraz po pracy pojechalam do mojej ulubionej mlodszej siostry na "kilka" dni.
Mialysmy leciec do Lodzi 15go - taka wersje znal caly swiat.
Jakie bylo zdziwienie kiedy wyladowalysmy w Lodzi we wtorek 11go.
Oczywiście wszyscy sie ucieszyli, a tak przynajmniej wyglądali. Krzyś po kilku minutach, jak juz ochłonał, stwierdził, że przeciez miałam przylecieć w sobote ...
No i tak juz mi zostało. Mieszkam w Łodzi.
W czwartek, czyli 2 dni po przylocie byłam juz na rozmowie o prace. Miałam zacząć pracowac juz od poniedziałku, ale przyplątało mi się jakieś zapalenie gardła. I dzięki prawie 40 stopniowej goraczce, miałam jeszcze kilka dni wolnego.
Pod koniec sierpnia, mój ulubiony stardszy syn miał egzamin w szkole. Rzostrzygała sie sprawa do której poślą go klasy. Samo złatwienie takiego egzaminu nie było prosta sprawa, ale żeby o tym opowiedzieć, to prawie rozdział w książce. Odpuszcze więc sobie szczegóły. W każdym razie Krzyś jest uczniem 2giej klasy, Marcinek chodzi do przedszkola, a ja grzecznie pracuje od czasu do czasu dłubiąc w nosie z nudów.
Mysle że teraz bede juz w miare na bieżąco tu zaglądać :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz