niedziela, 7 czerwca 2015

IRLANDZKA POGODA - CZYLI JAK SIE LUDZIOM ODKLEIĆ OD NADMIARU WILGOCI MOŻE.

Zwykłam twierdzić że bardzo lubię irlandzka pogodę.
Ponieważ z zasady nie kłamię, to też jest to zgodne z prawdą. Wolę tutejszy balans od zamarzającej zimowej pluchy czy skwaru w środku miasta. Oczywiście nie mówię o zimie w górach czy o środku lata na Majorce. Dość rzadko (żeby nie powiedzieć że wcale) tam jednak bywałam, stąd zamiłowanie do aury tutejszej.
Niestety nawet ta pogoda, choć prawie idealna, ma swoje wady, które dają namacalnie znać o sobie.
Otóż od nadmiaru wilgoci czasem się ludziom (mówię to na własnym przykładzie) zaczyna lekko odklejać. A jak jeszcze przyjdzie takie słońce jak dzisiaj, to nie dość że klepki w mózgu się rozeschną to jeszcze wypaczą ...

Od wczoraj miałam przyjemność opiekować się jedną z córek mojej siostry. Wstawanie w nocy, mleko, przewijanie i takie tam atrakcje. Nastawiona psychicznie iż pobudka będzie standardowo o 6 w porywach do 7 zdziwiłam się mocno kiedy to ranna ptaszyna raczyła mnie obudzić o 9:20. I to nie że lamenty płacze czy mazgajstwa. Skowronek wyśpiewywał od rana ODĘ do swych stóp kiedy to jedna z kończyn po radosnym wymachiwaniu utknęła pomiędzy szczebelkami. Stopa została oswobodzona, a ptaszyna dalej śpiewała.

Mając przed oczyma śpiącego krasnala który wtulony uśmiecha się przez sen, śmierdzi mlekiem, albo te małe bosaczki... sobie pomyślałam ...
Wróć! Przez me czoło myślą nie zmącone przebiegł pomysł ...
A gdyby tak ...?!

WHAAAAAT?

Później usłyszałam czułą rozmowę swojego podrośniętego już potomstwa. Uznałam że to jednak była chwilowa niepoczytalność.
Gdyby mi jednak nie przeszło, ogłoszę casting na dawcę.
CV można przesyłać mailem.
 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz