czwartek, 31 lipca 2014

WRÓCILIŚMY SZCZĘSLIWIE, CZYLI CZAS NA LEKKIEGO DOŁA

Wróciliśmy cało i zdrowo. Ofiar w ludziach prawie nie było.
Bawiliśmy się świetnie, ale jak to Marian powiedział, fajnie jest się wyspać we własnym łóżku.
Wyjazd zapowiadał się ciekawie. Jako że chłopy maja chorobę lokomocyjną, Marcin już na samym wstępie - w drodze na lotnisko zaznaczył swoja obecność w autobusie.
W samolocie było jak na kolejce górskiej, wszak w owym czasie nad Polską krążyły burze.

Jednym z planów wyjazdowych, było wyrobienie dokumentów - Dowodu i Paszportu. Nie sądziłam że w Polsce jest to możliwe, ale tak, udało mi się odebrać nowe już po 2 tygodniach.
Oczywiście nie miałam aktualnego zdjęcia. Naszykowałam się więc należycie, wystroiłam jak żaba na zastrzyk co by fotkę móc strzelić przecudnej urody.Nie było to łatwe, ponieważ już od samego rana byłam spuchnięta jak bym piła przez ostatni tydzień - uroki drzew za oknem. Jak już dotarłam do suszenia włosów okazało się że muszę sobie wysuszyć na wietrze (nie zlokalizowałam suszarki), a w zasadzie to na deszczu. Oczywiście w trakcie 3 tygodni jakie spędziliśmy w Polsce, padało 3 razy. To był pierwszy z nich. Stwierdziłam więc że nie ma znaczenia z jakiego powodu będą mokre. Dotarłszy na miejsce, okazało się, że wyglądam jak bym brała prysznic w ubraniu - uroczo.
Póki co nikt jeszcze nie sprawdzał mi dowodu, boję się jednak że na granicy miałabym problem. Na szczęście na zdjęciu w paszporcie bardziej przypominam postać ludzką.
Podoba  mi się mimo wszystko mój nowy dokument. Teraz wstyd go pokazać, ale mam nadzieję że za 10 lat będę mogła go pokazać śmiejąc się z tego jak kiedyś wyglądałam.

Generalnie wyjazd był pod znakiem książki. Czytali wszyscy w ilościach hurtowych. Najbardziej na tym punkcie oszalał mój starszy syn.
Szukając tytułów mojego ulubionego autora, natrafiłam na informację że napisał serię dla młodzieży. Docelowo ma być 7 szt (tego doczytał się Krzyś). Póki co wydane są 3, z czego pierwsze 2 przetłumaczone na PL. Zamówiłam dziecku zanim jeszcze dolecieliśmy. Przeczytał je w 2 dni?!
Potomek mój jest wybredny jeśli chodzi o książki. W związku z tym, oznacza to że są niezłe i można polecić.
Zaraz sama zabieram się do ich przeczytania i powiem wam czy warto.

Chwilowo jeszcze mam lekką depresję pourlopową. Szkoda że nie mogła zabrać ze sobą ludzi z którymi się spotkałam, i niektórych z którymi nie było mi dane ... Teraz wasza kolej na odwiedziny, albo przeprowadzkę.
Ktoś chętny?!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz