czwartek, 27 lutego 2014

BO KIEDYŚ MUSI BYĆ TEN PIERWSZY RAZ

Moje dzieci są aniołami - żadna nowość. Tylko że skrzydła zostawiają pod poduszkami i wkładają je do snu - żeby było cieplej.
Dzisiaj po raz pierwszy w naszej wyspiarskiej karierze zostałam wezwana na rozmowę do nauczyciela. Uwaga! Marcina!
W zasadzie rozmawiałam z wychowawcami obydwu, ale to pan Lynch prosił o rozmowę.
To chyba wina rozprężenia materiału po feriach.
Panowie ześwirowali w akompaniamencie innych - irlandzkich i polskich dzieci.
Na szczęście odbyło się bez ofiar. Skończyło się na uwagach.
Najcudniejsze w tym wszystkim było to (dziwne określenie, zważywszy na to, że sytuacja była poważna), że Marcin zapłakany wyszedł ze szkoły nie dlatego że napsocił, tylko dlatego że Martwił się o Krzysia.
Wychowawca pierworodnego bronił go ze wszystkich sił, tłumacząc że prawie nie jest winny, tylko że był obecny ... Albo młody mu wyjątkowo leży jako pilny, spokojny i uprzejmy uczeń  (tak, tak, to ten sam Krzyś), albo ja wyglądam na domową terrorystkę i bał się konsekwencji jakie mogę wyciągnąć w domu.
Na szczęście skończyło się tylko na konkretnej rozmowie. Bez zbędnych kazań i kar.
Kiedyś musi być ten pierwszy raz na uwagi synów dwóch.

Chyba podświadome czułam nadchodzące atrakcje, bo już od rana szukałam sobie zajęcia na  rozładowanie emocji. No i znalazłam - wycinanie krzaczorów w ogrodzie. Skończyło się na posadzeniu malin i wycięciu ułamka tego co do wycięcia być miało.
Ulżyło mi, uspokoiłam się. Zapas prac uspokajających mam na jeszcze jakiś tydzień.
Jednocześnie okazało się, że zawód OGRODNIK, to była chyba jakaś pomyłka. Żeby to jakaś frajda nie wiem jaka była, to bym nie powiedziała. Może gdyby efekt był widoczny od razu?

Teraz anioły śpią z aureolkami na poduszkach.
A matka siedzi i wysyła setki CV co by nam kiedyś dobrze było.
I ma już tego po kokardki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz