poniedziałek, 9 grudnia 2013

ŻYJEMY!!

No to mamy grudzień.
Czas leci tak szybko, że prawie przegapiłam Święta.
W sumie to już nawet nie pamiętam co miałam napisać.
Przez ostatnie kilka dni, a może nawet tygodni, komputer mi się oflagował i nie mogłam zalogować się na bloga.
Sama nie wiem jak mi się to dzisiaj udało. Z pewnością zrobiłam to od ...odwrotnej strony niż zazwyczaj.

W każdym razie żyjemy, mamy się dobrze.
Dzieci rosną jak na drożdżach - głównie Olka, bo to ona może bezkarnie tyć w tym domu.
Chorują - tym razem sztafetę rozpoczęła Gabrysia. O pałeczkę walczą Tosia z Marcinem.
Czyli wszystko w normie.

W zeszłym tygodniu, dzieciaki miały w szkole występ świąteczny. Ponieważ dzieci jest dużo, żeby każdy miał szanse się zaprezentować, trwa to 3 dni. Każda klasa ma innego dnia. Tylko 6-te klasy, ostatnie są uprzywilejowane i występują 3 dni pod rząd. Hurrrra!
W zasadzie Hurrra było jak się o tym dowiedziałam. Wszak dziecię me najstarsze jest właśnie w 6 klasie. Był najpiękniejszym bałwanem, jakkolwiek to brzmi.

Marian natomiast był w swoim żywiole. Plaża, bębenki - pełen odlot ...

Przeżyłam 3 dni sterczenia w szkole wieczorami po 3 godziny. Bo cóż innego można mieć lepszego do roboty?!
Nie, no trochę przesadzam. Jednego dnia sama siedziałam na widowni i podziwiałam występ. Pierwszego dnia uciekłam do koleżanki mieszkającej obok szkoły, a 3 dnia byłam Supervision - w sensie że pomagałam w klasie dzieciom, które czekały na swoją kolej. W sumie nie wiem czy można to do końca nazwać pomocą. Po prostu byłam tam.
Chłopcy z dwóch najstarszych klas i ja. Miała być jeszcze jedna mama, ale coś się pokręciło planującym dyżury. Dobrze że syn mój tam tez był. Uciszanie i uspokajanie nie miało sensu. Jedyną osobą na której widok klasa milkła - był jeden z wychowawców. Ja znalazłam swój sposób. Jak robić coś nie znając zbyt dobrze języka, jednocześnie ogarniając dziki tłum zbuntowanych już chłopców?! Graliśmy w Twistera. W zasadzie ja czytałam co i gdzie, a oni grali.
Dałam radę. Przeżyłam.
Na szczęście następna taka akcja - maraton 3 dniowy dopiero za 3 lata. Jak Marcin dotrwa.
I jeśli ja dożyję.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz